Czy znacie ten pomnik? Upamiętnia jednego z najodważniejszych ludzi w historii tego miasta
12 lat temu odsłonięto pomnik człowieka, którego życiorys powinien być stawiany za wzór. Niestety, pomnik jest słabo znany, a w weekendy w ogóle nie można go zobaczyć.
Tablica upamiętniająca księdza Paula Sauera. (fot. Bernard Łętowski)
Ks. Paul Sauer był człowiekiem, o którym można napisać wiele wielkich słów - i żadne z nich nie byłoby przesadzone. Uwielbiany przez wiernych kapłan, który miał odwagę krytykować nazizm w czasach, gdy trwała wojna i jakakolwiek niezgoda z nazistowską ortodoksją należała w III Rzeszy do rzadkości. Człowiek, który miał odwagę tak wielką, że nie uciekł przed wkraczającą Armią Czerwoną, ba, odważył się negocjować ochronę dla swojej świątyni z wszechwładnym sowieckim komendantem okupowanego miasta. Orędownik ekumenizmu, który dziś w Kościele katolickim jest wręcz wymaganą od wiernych postawą, ale w czasach ks. Sauera wciąż był potępiany przez kolejnych papieży. Wrażliwy na ludzką krzywdę muzyk, który w dramatycznej, powojennej rzeczywistości pomagał wszystkim, którzy potrzebowali jego pomocy. Wreszcie - męczennik zamordowany przez komunistyczną ubecję i fałszywie pomawiany przez jej agentów o współpracę z nazistami.
Przyszły bohater urodził się 26 września 1892 roku w Bielitz, czyli w dzisiejszych Bielicach, dużej wsi niedaleko Lamsdorfu (Łambinowic). Niemal wszyscy mieszkający tam chłopi byli katolikami, więc młody Paul od małego chodził do miejscowego kościoła, uczył się w katolickiej szkole, a ostatecznie dostał się na studia teologiczne na uniwersytecie w Breslau (Wrocław), które ukończył w 1921 roku. Przez niemal rok diecezja wrocławska nie była w stanie znaleźć dla niego parafii, jednak już w 1922 roku posługiwał jako wikary w katedrze św. Jakuba w Görlitz, wtedy będącą jedną z dwóch katolickich świątyń parafialnych w mieście.
Tak katedra św. Jakuba wygląda obecnie.
Po kilku latach księdza przeniesiono do parafii w Striegau (Strzegom) i Ziegenhals (Głuchołazy). W drugiej z nich mógł poznać emerytowanego ks. Ludwika Skowronka, który jeszcze kilka lat wcześniej był aktywnym politykiem niemieckiej partii Centrum, a jako kapłan bardzo aktywnie pracował wśród polskich i niemieckich wiernych w okolicach Kattowitz (Katowice), wydając liczne publikacje w językach obu naszych narodów. Gdy wielu śląskich działaczy opowiadało się za Polską lub Niemcami, ks. Skowronek szedł pod prąd, a późniejsze życie ks. Sauera dowodzi, że mógł on wywrzeć na młodego duchownego nieoceniony wpływ.
18 grudnia 1930 roku ks. Sauer został proboszczem w dolnołużyckim Sprembergu. Miasto, które do dziś ma alternatywną, łużycką nazwę Grodk, poza Niemcami zamieszkiwali Dolnołużyczanie, więc ksiądz mógł teraz doświadczyć pracy w mieszanym etnicznie regionie, i to w momencie, gdy do władzy w Niemczech dochodzili naziści.
21 listopada 1938 roku, zaledwie dwa tygodnie po wielkim antyżydowskim pogromie - w Sprembergu także dochodziło wtedy do licznych napaści na miejscowych Żydów - zwanym Nocą Kryształową, został przeniesiony do Bunzlau (Bolesławiec) i spędził tu II wojnę światową. Poza tym, że posługiwał jako kapłan, był także nauczycielem, wykładającym między innymi w Królewskim Sierocińcu, przemianowanym przez nazistów na Państwowy Zakład Szkolny im. Gottfrieda Zahna. Z jego inicjatywy raz w miesiącu w dzisiejszej Bazylice były odprawiane specjalne Msze dla polskich robotników przymusowych, sprowadzanych tutaj z okupowanej przez Niemców Polski.
W pewnym momencie ksiądz został aresztowany przez legnickie Gestapo, bo ośmielił się sprzeciwić hitlerowskim urzędnikom i publicznie skrytykował narodowy socjalizm.
Dawna siedziba Gestapo w Legnicy. Ks. Sauer miał mnóstwo szczęścia, że wrócił stąd do swojej parafii, nie trafiając do obozu koncentracyjnego.
Gdy 11 lutego 1945 roku do Bunzlau wkroczyła Armia Czerwona, zapanował tu nieopisany terror. Ludzie byli z godziny na godzinę wzywani na przesłuchania do ratusza, w którym urządzono placówkę NKWD - wszechwładnej sowieckiej policji politycznej - i często już z nich nie wracali. Miasto płonęło, bo zdobywcy podpalali kolejne domy i kamienice, a zwykłe wyjście na ulicę mogło skończyć się nagłą śmiercią. Ksiądz Sauer postanowił, że spróbuje ocalić chociaż swoją świątynię, podjął więc odważne negocjacje z sowieckim komendantem miasta. Udało mu się, bo sowieci otrzymali zakaz wstępu do kościoła. Kapłan prowadził wtedy dziennik, w którym odnotowywał najważniejsze bieżące wydarzenia; w niemałej mierze to dzięki niemu wiemy chociażby, jak powstawało Muzeum Kutuzowa.
Bardzo możliwe, że gdyby nie odwaga ks. Sauera, z barokowego wyposażenia Bazyliki i jej cennej kolekcji relikwiarzy niewiele by nam do dzisiaj pozostało.
Gdy do Bolesławca zaczęli przybywać Polacy, ks. Sauer nie odmawiał im pomocy. W pamięci pierwszych osadników zapisał się jako kapłan, który w trudnej powojennej rzeczywistości po prostu starał się pomagać ludziom, mało tego, zaczął się nawet uczyć polskich modlitw, aby móc lepiej się porozumieć z Polakami zaglądającymi do jego kościoła. Był na tyle popularny, że zaniepokoiło to komunistyczny Urząd Bezpieczeństwa Publicznego, którego siepacze aresztowali go w lutym 1946 roku pod pozorem rzekomej współpracy z nazistami. Brutalnie przesłuchiwany, został wypuszczony po czterech miesiącach kaźni w tak koszmarnym stanie, że po kilku godzinach zmarł w Domu Dziecka przy ulicy Wąskiej.
Grób ks. Paula Sauera znajduje się dziś na cmentarzu przy ul. Śluzowej w Bolesławcu.
W 1946 roku bolesławiecka ubecja zajmowała willę przy ul. Grunwaldzkiej 5, która od 1954 roku należy do Młodzieżowego Domu Kultury. Po upadku komunizmu polscy historycy dowiedli ponad wszelką wątpliwość, że ubeckie oskarżenia ks. Sauera o współpracę z nazistami były sfabrykowane, jeszcze kilka lat temu usłyszałem od jednego z bolesławieckich proboszczów, do dziś urzędującego w naszym mieście, że ks. Sauer pracował dla hitlerowców. Gdy kilkanaście lat temu pojawił się pomysł uhonorowania bohaterskiego kapłana pomnikiem, na wystawienie go na terenie Bazyliki nie zgodził się jej ówczesny proboszcz, ks. Andrzej Jarosiewicz, więc ostatecznie ulokowano go za willą MDKu, co umożliwił starosta Dariusz Kwaśniewski.
Pomnik powstał dzięki współpracy grupy Polaków i Niemców, związanych w różnych okresach swojego życia z regionem bolesławieckim.
[OPINIA]: Uważam za skandal i marnotrawstwo, że pomnik ks. Sauera jest schowany - bo inaczej trudno to nazwać - w miejscu, gdzie na co dzień mało kto zagląda. Wieczorami oraz w weekendy ogród za willą MDKu jest ponadto zamknięty. Niewielki, skromny pomnik księdza, który w naszym mieście potrafił wykazać się wielką odwagą i był po prostu dobrym, uczciwym człowiekiem, powinien znajdować się jak najbliżej miejsca, w którym ten ksiądz posługiwał. Powinno być to miejsce jak najswobodniej dostępne, podobnie jak pomnik innej bohaterki tamtych dramatycznych czasów - nauczycielki Stefanii Tajcher.
Domyślam się, dlaczego zgoda na odsłonięcie pomnika nie zapadła w kancelarii parafialnej przy ulicy Kościelnej, ale w biurze starosty Kwaśniewskiego, który innego miejsca dla tego monumentu wybrać niestety nie mógł.
Pięć lat temu złożyłem w ratuszu petycję o nazwanie skweru przy ul. Sierpnia'80 imieniem ks. Johannesa Fischera, który odbudował dzisiejszą Bazylikę po tym, jak jej wnętrze zdewastowali żołnierze francuscy w 1813 roku i dostał za to tytuł honorowego obywatela miasta. Próbowałem wtedy skłonić ks. Jarosiewicza, aby wsparł tę inicjatywę, jednak nie zgodził się na to, twierdząc - co mam na piśmie - że Bolesławianie skwer ku pamięci niemieckiego proboszcza mogliby odebrać "dziwnie".
Innymi słowy, ksiądz Fischer nie zasługiwał na wyróżnienie, bo był Niemcem. Nic więcej. Z ks. Sauerem wszystko wskazuje na to, że historia była podobna, o czym już w 2012 roku ukazał się obszerny tekst na Bobrzanach i co było wtedy dość szeroko dyskutowaną kwestią.
Szkoda, bo dałoby się rozegrać to inaczej. Brat ks. Sauera w kapłaństwie, ks. Gerhard Hirschfelder, który podczas wojny ostro krytykował nazistów w Habelschwerdt (Bystrzyca Kłodzka), został za to przez nich aresztowany i zamordowany. W powiecie kłodzkim istnieją nie tylko jego liczne upamiętnienia, w tym nazwa małego placu w samym Kłodzku, ale nawet szlak łączący miejsca, z którymi był związany. W 2010 roku męczennika beatyfikowano.
W Bolesławcu mamy jedynie ukryty pomnik i jest to poważna sprawa. Wysyłamy wyraźny sygnał - najwidoczniej wstydzimy się pomnika lokalnego bohatera tylko dlatego, że był Niemcem i zamordowali go polscy komuniści. W kontekście tego, że wiele dolnośląskich miast bez kompleksów odwołuje się do przedwojennych kart swojej historii, umiejąc je wykorzystać choćby do swojej promocji, świadczy to o nas fatalnie.
Pozostaje mieć nadzieję, że pomnik ks. Paula Sauera kiedyś zostanie stamtąd przeniesiony tam, gdzie jego miejsce - pod Bazylikę.
Źródła:
- A. Bolz, Aus der Geschichte der Waisen- und Schulanstalten zu Bunzlau. Teil III 1933–1945. Schülertreffen nach 1945, Minden/Westfalen 1998, maszynopis przechowywany w Bibliotece Uniwersyteckiej we Wrocławiu.
- H. Christiani, Das Leben in der deutschen, schlesischen Kleinstadt Bunzlau von 1871 bis 1946 in vier Epochen. Ein Versuch, die Chronik der Stadt Bunzlau von Dr. Ewald Wernicke (gedruckt von 1882 bis 1884) fortzusetzen, Siegburg 1973.
- Handbuch des Bistums Breslau und seines Delegaturbezirks für das Jahr 1926
- Handbuch des Bistums Breslau und seines Delegaturbezirks für das Jahr 1929
- Handbuch des Erzbistums Breslau für das Jahr 1932
- Handbuch des Erzbistums Breslau für das Jahr 1939
- Ks. Paul Sauer 1892– 1946. Materiały konferencyjne, red. G. Strauchold, Bolesławiec 2004.
- https://www.bobrzanie.pl/2014/09/23/ein-guter-mensch/
Sonda Bolec.Info
Czy pomnik ks. Sauera powinien zostać przeniesiony w okolice Bazyliki?
współpracownik portalu i gazety Bolec.Info. Autor działu "Okruszki historii", historyk.
Kontakt z Redakcją: redakcja@bolec.info · tel. +48 693-375-790
