Mocne słońce mroźnego poranka, wybudziło mnie ze snu.
- Wiosna, ach szkoda, że to jeszcze nie ty. - przeciągając się leniwie, orzekłam.
Doprowadziwszy się do porządku, pospieszyłam do kuchni po boski napój kofeinowy. Podczas delektowania się jego smakiem, zaczęłam rozważać kwestię kobiet, bardzo wnikliwie. Oczywiście tematyka mojej porannej debaty nie wzięła się ot tak bez przyczyny, otóż miała swoje uzasadnienie.
Zaczęłam tworzyć słownik terminów objaśniających istotę kobiet. Wypiszę je od myślników:
dama błyskotliwa, dumna, niezależna, służąca mądrą poradą i w swej ogólnej dostępności niedostępna
delikatność kwiatu i dzikość lwicy
schematyczna i nieprzewidywalna doskonałość
cudotwórczyni
zjednoczenie sacrum z profanum
lek na całe zło
słodka potęga żywiołów
tajemnica szyfru
mistrzyni kokieterii
Od kobiety wymaga się wiele, nie skłamałabym przyznając, że wszystkiego: bogini domowego ogniska, wspaniała matka, wspierająca żona i zawsze „funkcjonalna” kochanka. Jeśli kobieta nie będzie wiedziała, co to jest suwmiarka, jakim wynikiem zakończył się mecz, gdzie wlewa się płyn do spryskiwaczy szyb, rodzi to niedowierzające pytanie: „ No co ty? Jak możesz tego nie wiedzieć?” Rzecz jasna, że takim, w wydźwięku litościwym, pytaniem darzy nas płeć męska. Zaliczając taką „wpadkę” kobieta w mgnieniu oka uzupełnia swoją niewiedzę, dodatkowo ją poszerza i w odpowiedniej sytuacji wykorzystuje przyswojony perfekcyjnie materiał. W pozostałych „typowo kobiecych” dziedzinach musimy poruszać się biegle, absolutnie.
Kiedy już ten rozdział rozmyślań zamknęłam, rozbudziłam w sobie jeszcze jedną kwestię dotyczącą piękna. Kobiecego piękna. I znów zostałam owiana świeżością nowych spostrzeżeń.
Piękno kobiety rodzi się z poczucia pewności siebie i z akceptacji swej kobiecości. Wewnętrzna harmonia i samospełnienie czy też samorealizacja potęgują piękno zewnętrzne, to, co jest dostrzegalne dla oczu. Kobieta-stwórczyni siebie, chemiczka dobieranych z precyzyjnym wyważeniem mikstur wlewanych w szklany zbiornik swego wnętrza, staje się głębią szczęścia, emanuje z niej radość i energia. Osiągnięcie takiego stanu bez słów się zdradza, wystarczy spojrzeć na postawę ciała, choćby chód-pewny, mocny, niezachwiany.
To jak siebie postrzegamy, jest odbiciem naszego obrazu w oczach innych.
Babeczki, każda z nas ma słabości i lokuje je w różnych regałach sklepowych cudów. Jeśli ta jedna rzecz ma nieziemską moc polepszenia naszego samopoczucia to nie warto z tym zwlekać. Mimo obłędnych dni, obowiązków wobec pracy, mimo innych słodkich zobowiązań, chwila dla siebie jest niezwykle ważna i budująca. Każda może ją wykorzystać na swój sposób, każda swój azyl odnajduje w czymś innym. Dla jednej będzie to wysiłek fizyczny, dla drugiej pogaduchy z przyjaciółką, dla trzeciej zaszycie się w kuchni i odgrywanie w niej swego teatralnego występu, dla czwartej czytanie książki, dla piątej zapisywanie cennych przemyśleń w magicznym powierniku, dla szóstej po prostu bycie samej z sobą w bezczasie i bezczynie, dla siódmej wizyta w salonie piękności, dla ósmej zakupy, dla dziewiątej świat artystycznych doznań, dla dziesiątej wyjście do kina, teatru, opery.
Nasz potencjał i podejmowane wybory biorą się z naszych osobowości, żywiołów, które w sobie taimy. Nie wyznaczajmy sztucznych granic pragnień i możliwości. Doświadczenie chwili zaskoczenia samych siebie, przełamywanie wewnętrznych barier, osiągnięcie zamierzonego celu, jest pociechą od życia. To prezent, który od siebie dostajemy, wyjątkowy prezent. Satysfakcja z własnych dokonań jakże wielka i obiecująca.
Pokrzepiona zrodzonymi wnioskami, otworzyłam ramiona nadchodzącym chwilom dnia!
Do dzieła!