ISSN 2082-2553. Wydanie nr 3580, 24 sierpnia 2017r.

Logowanie:

Przypomnij hasłoZarejestruj się

REKLAMA Zespół Reflex
REKLAMA FunSport zaprasza
REKLAMA Zapraszamy

Bolesławiecki Katalog firm

REKLAMA Cukiernia Malinka zaprasza

Felietony

Pobierz aplikację mobilną Bolec.Info
REKLAMA Bricomarche zaprasza
REKLAMA

Różności

REKLAMA Zespol Prestiz zaprasza
REKLAMA Piramida zaprasza

BolecSerwisy

REKLAMA Uzdrowiciel zaprasza

BolecForum

Bolecnauci
Poezja. Wiersze ulubione.

W górę   Wypowiedz się w tym temacie Strona << < 648 649 650 651 652 653

DP   18 lipca 2017r. o 20:01

DP
Zdjęć: 0
Postów:

:)

Pomichowska Mirka

Nie smuć się

Nie smuć się, nie obawiaj,
Nigdy nie jesteś sam.
Uśmiechnij się do siebie,
Życie to piękny dar.

Odgoń ponure myśli,
Patrz ciągle w stronę dobra.
Szukaj tego, co miłe,
Rozwesel każdą chwilę.

Zobacz, że wokół Ciebie
Jest tyle przyjaznych twarzy.
Pozwól, niech w Twoim życiu
Też dobro się wydarzy.

:)

Żeby Żyć trzeba Być.
Zgłoś do moderacji Cytuj tego posta - Dodaj swoją odpowiedź  

alter   25 lipca 2017r. o 20:29

alter
Zdjęć: 0
Postów:

Anna Przybył - "Pragnienia" (2017)




:)


Dopisane 18.07.2017r. o godz. 21:43:





Dopisane 19.07.2017r. o godz. 22:52:

Miłosz Czesław

Mowa rodzinna niechaj będzie prosta.
Ażeby każdy, kto usłyszy słowo
Widział jabłonie, rzekę, zakręt drogi,
Tak jak się widzi w letniej błyskawicy.

Nie może jednak mowa być obrazem
I niczym więcej. Wabi jąod wieków
Rozkołysanie rymu, sen, melodia.
Bezbronną mija suchy, ostry świat.

Niejeden pyta dzisiaj co to znaczy
Ten wstyd, jeżeli czyta księgę wierszy,
Jakby do gorszej natury w nim samym
Zwracał się autor w niejasnym zamiarze
Myśl odsuwając i myśl oszukując.

Z przyprawą żartu, błazeństwa, satyry,
Jeszcze się umie podobać poezja.
Jej znakomitość wtedy się docenia.
Ale te walki, gdzie stawką jest życie
Toczy się w prozie. Nie zawsze tak było.

I nie wyznany dotychczas jest żal.
Służą, nie trwają, romanse, traktaty.
Bo więcej waży jedna dobra strofa
Niż ciężar wielu pracowitych stronic.
[...]
:)



Dopisane 19.07.2017r. o godz. 23:04:






Dopisane 19.07.2017r. o godz. 23:05:



:)


Dopisane 20.07.2017r. o godz. 09:30:

Ballada o krecie - Tadeusz Nowak

Przez moich dłoni papilarną glinę
idzie kret - ślepiec. Nad nim się kołysze
sucha trawa. Nad suchą trawą
przelatuje sowy radarowe ucho.

Wszystko w porządku. A jest w to wliczony
każdy element współczesnej zagłady.

Kret je korzonki, ziarno lnu i żuka.
Kret ma pragnienie. Idzie do jeziora.
Tu się spotyka z rybą i kamieniem.
Kamień próbuje udawać krzesiwo,
ryba chce z siebie wykrztusić Jonasza.

Ale kret - ślepiec, a tym samym mędrzec,
starszy od ryby, od krzesiwa starszy,
nie wierzy dawno w prymitywne cuda.
Oślepia rybę jarzeniowym ryjkiem
i cofa z iskier swoją sierść hubkową.

I kret odchodzi. Kret spotyka kreta.
Trawa nad nimi czulej się porusza.
Trawa zasypia. Trawa się rumieni.
Teraz dwa krety idą jedną trawą.

Pomiędzy nimi przelatuje sowa.

A krety idą. Już są przy mrowisku.
Już są w mrowisku. Ze szpilkowych misek
piją przez mszyce udojone mleko.
Uczą się mrówczej biblii. A jest im pomocny
alfabet Braille'a: trupy niewolników,
żuków, much wszelkich i ziarenek roślin.

I zakładają swoje gospodarstwo. I płodzą dzieci.
Dzieci podrastają. Dzieci odchodzą.
Nad nimi trawa drobno się porusza.

Pomiędzy nimi przelatuje sowa.


Dopisane 20.07.2017r. o godz. 22:51:

Historyczna nowa szkoła
 
Historyczna nowa szkoła
Swą metodę badań ścisłą,
Sprowadzoną hurtem z Niemiec,
Rozpowszechnia ponad Wisłą
I, nabywszy pogląd świeży,
Nowym łokciem dzieje mierzy.
 
Nie chcąc popaść w dawne błędy
Mesjanicznych, mglistych mrzonek,
Kolo polskich sztywnych karków
Okręciła swój postronek,
By zgiąć bytu żądzę dziką
Przed dziejowych praw logiką.
 
Czcząc spełnionych faktów kolej
I zwycięzców chytre godła,
Nie spostrzegła, że cześć siły
Za daleko ją zawiodła,
I że z rąk jej rozbiór Polski
Wziął chrzest misji apostolskiej.
 
W pełnym świetle jej dochodzeń
Jasną gwiazdą lśni despotyzm
I wychodzi czysto na wierzch
Targowicy patryjotyzm...
Gdyż Kościuszko to był wariat,
Co buntował proletariat!
 
I tak dalej... i tak dalej...
Coraz śmielsze wnioski przędzie
I, nicując dawne sądy,
Nie powstrzyma się w zapędzie,
Aż dowiedzie, że król Herod
Dobroczyńcą był dla sierot.




Dopisane 20.07.2017r. o godz. 22:54:

(full album)


:)


Dopisane 20.07.2017r. o godz. 23:57:

Nowa płyta... :)
Renata_Irsa_-_Nie_z_tej_bajki_(2017)




Dopisane 21.07.2017r. o godz. 00:12:







Dopisane 21.07.2017r. o godz. 22:23:

The Ceez - O chłopcu polskim (2017)







Dopisane 22.07.2017r. o godz. 10:54:

Juliusz Słowacki

Kiedy prawdziwie Polacy powstaną

Kiedy prawdziwie Polacy powstaną,
To składek zbierać nie będą narody,
Lecz ogłupieją... i na pieśń strzelaną
Więżą uszy... odemkną gospody...

I będą wieści z wichrami wchodziły,
A każda będzie... serce ludów pasła;
Nieznajomymi świat poruszą siły
Na nieznajome jakieś wielkie hasła.

Nie pojmie Francuz... co to w świecie znaczy.
Że jakiś naród... wstał w ciemności dymie,
Choć tak rozpaczny... nie w imię rozpaczy.
Choć taki mściwy - a nie w zemsty imię.

Nie pojmie... Jaką duch odbył robotę
W przeświętych serca ludzkiego - ciemnicach.
Iż przez sztandary je tłumaczył złote
I przez bój wielki - i w dział błyskawicach.

"Cóż to" - zapyta - "są za bezimieńce,
Którzy na dawnym wstali mogilniku?
Bój tylko widać i ogniste wieńce,
A zwierzęcego nic nie słychać krzyku!

Nie to nie ludzie z krwi i ciał być muszą.
Lecz jacyś pewnie upiorni rycerze,
Którzy za duszę walczą tylko duszą
I ogniem biją niebieskim w pancerze".

:)




Dopisane 24.07.2017r. o godz. 00:34:



:)


Dopisane 24.07.2017r. o godz. 00:36:





Dopisane 24.07.2017r. o godz. 13:25:

Czerwony zegar
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

Biją śpiesznie zegary,
terczą, tętnią i kują,
w progu życia warują,
siękąc czasu obszary.

Tną godziny w pstre chwile,
a chwile w okamgnienia,
miłość w śmiech się przemienia,
a poczwarki w motyle.

Biją śpiesznie zegary -
i z tej, i z tamtej strony,
zegar złocisty, stary,
brązowy i czerwony.

W tym czerwonym zegarze
o nie milknącym gwarze
mieszka kukułka złota,
która w każdej godzinie
wypada, skrzydłem miota,
po czym kuka żałośnie,
obraca się i ginie
jak w wydrążonej sośnie.

Kiedyś, gdy zegar stanie
i ucichnie tykanie -
kukułka zeń wyskoczy
i kukając szalenie
poleci ku zboczy,
gdzie się kłębią zielenie,
poleci w modrą trawę
na czerwcową zabawę! -
:)



Dopisane 24.07.2017r. o godz. 20:33:



:)


Dopisane 25.07.2017r. o godz. 20:29:

Świetne... ;)


Poezja Królową Sensytywnego Życia. Świat to fajne miejsce, warto o nie walczyć. Ernest Hemingway .
Zgłoś do moderacji Cytuj tego posta - Dodaj swoją odpowiedź  

DP   19 sierpnia 2017r. o 21:39

DP
Zdjęć: 0
Postów:

:)

Wierzyński Kazimierz - Barbakan warszawski



Sławie imienia Stejana Starzynskiego,
budowniczego i obrońcy Warszawy,
bohatera wojny z Niemcami

Jeśliście mnie zbudzili, wydarli spod cegły
I z tych krużganków patrzeć przed siebie kazali,
Rozsuńcie jeszcze ściany, chcę bardziej rozległy
Ogarniać z baszty widok; za mury i dalej
Z brzegów stromych spozierać; za wiślane łęgi,
Za lasy i piaszczyska, w równinę szeroką,
Lecieć tędy jak ongi strażujące oko
Leciało z górnych blanków i po widnokręgi
Opasać, co jest moje...

Wiało stąd Mazowszem,
Szumiały tłuste pszczoły i olszyste drzewa,
Na polanach trawiastych wiatr trząsł głuchym owsem,
Pieniły się stokłosy i szorstka kostrzewa,
A zimą między sosny, w ośnieżoną zieleń
Wchodził, cicho stąpając, czarodziejski jeleń
I z rogów złotych ogniem wigilijnym świecił.

Pamiętam tę urodę. Cicho biegły rzeki,
Dziś jeszcze senna fala na tym brzegu pluszcze;
Lecz w korzeniach drżał pomruk, szedł gowor daleki,
Piorun w dęby uderzał, paliły się puszcze:
Łuny stały na czatach. Wiatr pożary niecił.
Poszedł wtedy rozcinać mieczem wiek po wieku,
Kto spać w tym kraju kładł się z otwartą powieką:
Chrobry mierzył Południe, Północ - Krzywousty,
Na podzwonne, na smutny pogrzeb Jagiellonów
Batory z dział bić kazał do cerkiewnych dzwonów -

A naród gnał już, jęczał saniami w zapusty
I na równinie tłumnym zakręcał kuligiem,
Konie rwały po śniegu ognistym wyścigiem,
Smoła w pędzie płonęła i z biczów trzaskali!
Aż wiatr pogasił światła, na głowni siadł pustej
I wszystkie drogi przysuł zawieją.
Co dalej?

Rozsuńcie jeszcze ściany. Patrzeć mi kazali.

I oczy wytężałem czerwone. Lecz bladły.
I przepatrzeć tę ciemność pragnąłem. Daremnie!
Zerwały się kamienie nad sercem, upadły,
Gruz pękał na fortecy i sypał się we mnie,
Trzeszczały krokwie stare, rozpełzło się próchno,
Słyszałem, jak most runął, strzelnice jak głuchną,
Jak miecz rycerze łamią, odchodzą bezsłowni.
...Puchacz usiadł na dachu i błyskał z czatowni.

Lepiej było zejść niżej, skryć się, zapaść na dnie,
Ruiny zgruchotane roztrącić bezładnie,
Zakopać się w piwnicach, w duchocie, pod ziemią,
Mchem się powlec i żywcem zamurować w mury:
Baszty w ścianach zastygły kominem do góry,
Na spodzie puste fosy, długie trumny, drzemią.

Tu w dole nic nie słychać: czasem tupot nagły
Po ulicach przeleci, odbije się głucho,
To pewnie lud powstaje, ma nóż za pazuchą
I dźga nim zdrajców. Słyszysz? - tłumy ich dopadły
I Kossakowskich w nocy łbem po bruku wloką.
To stąpa zemsta.
- Słyszę, oddycham głęboko.

Aż odszedł król ostatni.
Nad kopcem mych gruzów
Sępy leciały krzycząc, że miasto wyjedzą
I ciągnęły za wojskiem cesarza Francuzów,
l ziemie stratowane obsiadały miedzą
Szpalerami szkieletów, ptaki trupożerce,
Jadły mózg z ciepłych czaszek, gryzły martwe serce.

A jednak ktoś mnie budził. Ktoś tu biegł pod wieczór
W mundurze Nowym Światem; w noc po Starym Mieście
Lud ciągnął pod Arsenał. Ktoś mię wtedy przeczuł,
Dosłyszał w grudach ziemię po cichym szeleście,
Jak sypie się ocknięta i w głąb się obsuwa,
Sto razy pognębiona, kopytem rozbita,
Pije krew rozlewaną i na grobach czuwa.

Okrutna rosa schnie już i nowa krew świta.

Szopen jechał na koncert, a Julo do Sally
Na podróżnym tłumoku pisał pożegnanie:
"Ojczyzno miła, żegnaj!" - i długo płakali,
Gdy w kwietniu krzykiem wiosny wybuchły łganie
I gdy w liściach wrześniowych, na wiorstach szesnastu,
Paskiewicz tłumem zaległ, wybił oczy miastu
I kraj cały w ślepocie pogrążył, poszarpał,
Kibitkami rozdzwonił, wywieszał na szkarpach.

Nie płaczcie, matki-wdowy, teraz ani później,
Ile razy was listem przestraszą podróżni,
Ile razy nadzieję straconą przywiozą,
Z Lipska książki tajemne i pisma z Paryża:
Jeszcze tej ziemi cierpieć, otrząsać się grozą
W kościele Karmelitów i klękać u krzyża.
Poecie to wyśpiewać, niech kocha i bluźni.

Bo czy ją świat usłyszy? Wciąż natęża słuchów,
Przez sen krzyknęła znowu: ze strzelby łatanej,
Na podmokłych ostępach, z podlaskich wydmuchów
W kozacki pułk celuje, do papachy ruskiej,
Postrzały leczy błotem, pajęczyną rany,
I krzyczy do Europy chłopstwo księdza Brzóski.

Aż krzyk się zmienił w szepty, a szept - w zamyślenie,
Zamysły - w gniew palący i poszły kurendą
Wokół, po całym kraju i krążyć tak będą,
Spowiadać się z sekretów, wywoływać cienie,
Krzyże w lasach listowiem owijać tajemnie,
Serce szczepić do buntu, ćwiczyć do ostatka,
W każdy wieczór wspominać będzie każda matka:
Podjudzaj dumę, ziemio - już nienadaremnie!

Bo wyjdzie z twoich czadów, od guseł odwyknie,
W zecerni się zaczai, w robotniczych czcionkach,
Rozda broń, zwoła wojsko i potem, gdy krzyknie
I mundury posieje na krakowskich łąkach,
A żołnierzom iść każe wszystkiemu na przekór,
Nie cofaj się bezwolna, nie ujdziesz tym rękom,
Tej sile, którą wezwał i mieczom, co przekuł!
Nie odda cię za piękność królewskim Łazienkom
Ani chłopom za biedę, ani panom za nic,
Zwalone ściany dźwignie, słup wbije u granic,
Opornych będzie karał, a odór piwniczny
Powiewem swego płaszcza rozpędzi daleko
I powietrze wolności przywoła tragicznej,
By z otwartą umierać i żyć tu powieką.

Podniósł nas. Czuję w głębi ruch mojego muru,
Dźwignięte ściany rosną, piwnice otwarto,
Kto woła mnie, bym wstawał i bym piął się górą,
Zaciskał pas kamienny i świecił tu watą.
Czuję, jak gruz się kruszy, odpada spod cegły.
Widzę miasto i wolność.
Patrzcie ze mną dalej,
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Rozsuńcie jeszcze ściany. Chcę bardziej rozległy
Ogarniać z baszty widok.
Tak mi tu kazali.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Pisałem to rok temu.
Dziś, gdy szukam rymu,
Co przyszłość miał tym murom wywróżyć obronnym,
Nie mogę słowa znaleźć, czuję zapach dymu,
Gruz pod stopą i w dźwięku się gubię podzwonnym,
Ach, jak innym niż echo w tych wierszach użyte,
Echo dział, armat króla, Batorowej sławy -
Dziś, gdy piórem dotykam się ruin Warszawy,
Nie przyszłość jej mam w oczach, lecz grobową płytę.

Ten poemat miał rozwiać mrok na horyzoncie,
By z barbakanu Prusy było widać nasze,
Jak patrol na północnym posuwać się froncie,
Brać ziemie aż do morza i ustawiać straże,
Potem na Wschód miał krzyknąć, bo Rzeczpospolita
Przecieka tam przez palce, jak woda ze sita,
Na Wschód, za śliską przełęcz, gdzie siadłszy okrakiem
Jedziesz w przepaść z Maryją i święconym znakiem,
A w stepach grają czajki, wiatr bodiaki pędzi,
Dziki wiatr na Jagiełłów bezludnej krawędzi.

Nie dla pustej to wszystko miał mówić przechwały
Ani by naród w pysze doskonalić próżnej,
Lecz aby stanął lud mój podobny do skały
I nie wlókł się po wiekach w niewoli podróżnej,
Kaleka przetrącony, co wyciąga ręce
Do możnych tego świata jak po kęs jałmużny,
Po wolność utraconą! Nie, już nigdy więcej!
Słowa te miały rosnąć jak mur odnowiony,
Obronny i zdobywczy, widny z każdej strony,
A barbakan miał bramy otworzyć forteczne,
Bramy na świat - i wolne już po wieki wieczne
Dać Polsce wrota Rzymu.

Tak myślałem i śniłem...
Dziś gdy szukam rymu,
By pod szerokim łukiem tej wolnej przenośni
Ustawić posąg kraju, jak mu wola boża
Łacinę polską wargą kazała najgłośniej
W Północ ze Śródziemnego rozpowszechniać Morza;
Gdy myślę, by z marmurów ponad muskuł mocy
Wydobyć lot anielski i wzbić go wysoko
Kręgiem, który nad Polską wpisali prorocy
I taki kościół u nas zbudować opoką,
Niezmożoną przez piekło...
Dziś gdy szukam rymu
I gdy patrzę przed siebie, dokoła lub górą,
Zewsząd groza pod chwiejne stacza mi się pióro,
Naród, zamiast na szczycie, znowu widzę na dnie,
Kurz wojny gryzie w oczy, opada bezwładnie
Na stargane chorągwie, na bezczestne czoła -
Dziś gdy patrzę przed siebie i szukam dokoła,
Jakim zniszczenie nasze przyrównywać dziełom,
Z Rzymu po całej Polsce widzę Colosseum.

Ach, bo pognali znowu saniami w zapusty
I po równinie tłumnym jechali kuligiem,
Konie rwały po śniegu ognistym wyścigiem,
Smoła w pędzie płonęła i biczem trzaskali...
Z wielkości samotniczej dźwięk pozostał pusty
I groby wśród jałowców.
Co dalej, co dalej?!

Jedno nam ocalało przestrogą okrutną,
Że wolność jest w tym kraju więcej niż tragiczna,
Że bić się o nią trzeba jak żołnierz o Kutno,
Gdzie krwią spłynęła każda wierzba okoliczna,
Jak o Lwów, jak o Modlin; jak o każde miasto
Nad naszą się dywizją biła jedenastą
Pallas-Atene, bóstwo męstwa i rozumu...

Bo bił się żołnierz chrobry, padał chłop przy chłopie,
(Śród nas dziś o tym głucho i milczą w Europie),
Z bagnetem szedł po nocy, gdy spało żelastwo
I gdy czołgi czekały, aż zrobi się jasno,
Bagnetem szuka serca w niemieckim mundurze,
W lasach płoszył je szturmem, kłuł przez serce w ziemię
I tak ją krwią polewał piechur po piechurze,
Baterie tak wołały, tak dzwoniło strzemię,
Wiedzione przez boginię męstwa i rozumu...

Gdy zgaśnie czas wojenny, gdy ziemia odkwitnie,
Tłuste pszczoły gdy wzlecą z lipowego szumu,
A w polach malowanych srebrnie i błękitnie
Znowu śród sianokosów polska wieś spokojna,
Jak buko liczny siądzie na Mazowszu motyl -
Uwierzcie, czas ten będzie tak groźny jak wojna,
Lwy niech się wtedy lęgną u morskich Termopil,
Lwy w jamach Westerplatte! Z warszawskich katakumb
I z tych ścian pełnych dzisiaj bilijnego płaczu
Drabinę niebotyczną wyprowadzi Jakub
I najtrudniejsze gwiazdy nam przyszłość wyznaczą,
A naród, cały naród, jak sięgnąć daleko
Dzień i noc patrzeć musi otwartą powieką
W źrenicę przeznaczenia, w Rzym na Wielkiej Wiśle.

Muzo dziejów! Myślałem tak i dziś tak myślę.
A zapytacie, z czego wziąć siłę i wznosić
Po nie wiadomo który raz poczęte dzieło,
Czy śmierci nie za mało, katakumb nie dosyć,
Gdy tyle ognia zgasło, tyle krwi spłynęło,
Z czego ludzi budować, gdy okrutne cięcie
Po twarzy i po dziejach przeszło znów jak skaza,
Powiadam wam - jest jedno na wszystko zaklęcie
I jedna nieprzebyta jest przed nami kolej,
Czy to kogo upaja, czy to kogo boli:
Z żelaza muszą powstać Polacy, z żelaza.

Kask nad czołem geniuszu i włócznia przy boku -
Taki posąg narodu powstanie, Pallado,
Nad miastami w ruinach i nad losem w mroku,
Nad nie uśpioną nigdy w tym kraju zagładą.

Miecze błysną i sława, nasz arsenał dumny,
Plac opromienia, zamek, katedralne ściany,
Króla, co w przeszłość patrzy z wyniosłej kolumny
I lud, co znaku czeka na murach zebrany.
I wtedy niech się Boży sąd nad nami stanie
I wyrok z gwiazd niech spada zaświatowym szumem:
Wyjdźcie wiekom naprzeciw przez most w barbakanie
Świecić włócznią i czołem, męstwem i rozumem.



Dopisane 13.08.2017r. o godz. 20:22:

:)

bajka...

Paweł i Gaweł

Aleksander Fredro


Paweł i Gaweł w jednym stali domu,
Paweł na górze, a Gaweł na dole;
Paweł, spokojny, nie wadził nikomu,
Gaweł najdziksze wymyślał swawole.
Ciągle polował po swoim pokoju:
To pies, to zając - między stoły, stołki
Gonił, uciekał, wywracał koziołki,
Strzelał i trąbił, i krzyczał do znoju.

Znosił to Paweł, nareszcie nie może;
Schodzi do Gawła i prosi w pokorze:
„Zmiłuj się waćpan, poluj ciszej nieco,
Bo mi na górze szyby z okien lecą”.
A na to Gaweł: „Wolnoć, Tomku,
W swoim domku”.
Cóż było mówić? Paweł ani pisnął,
Wrócił do siebie i czapkę nacisnął.
Nazajutrz Gaweł jeszcze smacznie chrapie,
A tu z powały coś mu na nos kapie.
Zerwał się z łóżka i pędzi na górę.

Stuk! Puk! - Zamknięto. Spogląda przez dziurę
I widzi… Cóż tam? Cały pokój w wodzie,
A Paweł z wędką siedzi na komodzie.
„Co waćpan robisz?” „Ryby sobie łowię”.
„Ależ, mospanie, mnie kapie po głowie!”
A Paweł na to: „Wolnoć, Tomku
W swoim domku”.

:)


Dopisane 14.08.2017r. o godz. 21:46:

Sens

[l]
Leżymy na dnie błękitnym od ciszy.
Na pomostach regli wirujących w slonecznicach gwiazd,
na pomostach regli wirujących w meduzach słońca.
Pijemy żółtozielony obłok-trujący gaz.
A wieczory - ryby śliskich napomknień
ciężko łypiąc księźycem płyną dusznie na wprost
w codzienność bijąc - noc -
kotły złudzeń ogromne.
Żeglują przez wydmy lasów kłujące gwiazdami jak oset
i słychać, jak chodzi wiatr pełen tajemnic - boso.
2
Na skrzyżowaniach dróg przechodnie odarci z wichrów
szukają tablic przykazań w rytmie jaskółczych zgonów
i płoną
lasy podpalone lodowatą wodą nocy
i cichną
oczy zmęczone jak wilgi.
3
A nam: polipy wierzb chodzą powoli po rzekach,
wodorosty błyskawic chmurnie zarastają brzeg.
Nocą
nieustanny bieg
odpływów i przypływów dalekich.
4
To jest ogromny ocean.
Dzwonią chmury tłuczone na skraju lasu s-
- porcelanowe muszle głuchoty.
I czasem
gwiazdy opadające na dno - złotem.
Ocean.
Niebo powierzchnia umarła zamyka oddech.
Czekamy, aż pustka wydmie nas srebrnym powietrzem.
Ziemia - dno ciężkie i rodne
opadnie w dół.
5
Poszybujemy lekko, noce odpadną od nas,
od oczu.
Balony srebra - tryśniemy nad wybuch powierzchni,
pluśniemy w krzyk światła -
- przestrzeń.
lato 1939 r.
KB


Poezja hmm
mam wybór lecz wybrać z tylu możliwości nie łatwo

więc poezja wiecznie żywa czy może na czasie
haha
i jedno i drugie:)


Dopisane 19.08.2017r. o godz. 21:39:




:)
Perfekcyjna

14 maja 2017 Jadwiga KoczanowskaStart




Perfekcyjna biznes women,

wyważony każdy ruch,

chłodny uśmiech, oczy czujne,

z Mediolanu każdy ciuch.



Wyrzeźbione pięknie ciało,

fitness klub, siłownia, spa,

odliczona każda chwila,

wszędzie musisz być na czas.



A ja bym chciał , zabrać cię tam,

gdzie stanął czas, gdzie fiesta twa,

z obcasów zejdź, makijaż zmyj,

na trawie tańcz i wino pij.

Bo ja bym chciał zabrać cię tam,

gdzie możesz wyjść ze sztywnych ram,

zapomnieć, że istnieje świat

gdzie wszystko jest, a szczęścia brak.



Perfekcyjna aż do bólu,

sukces to naczelny cel,

i nie widzisz biedna, mała

w jaka się wplątałaś sieć.



W zimnym świecie, zimnych ludzi,

chłodem wieje z zimnych serc,

co tam robisz? Szkoda ciebie,

ja tu czekam, kochaj mnie.



A ja bym chciał , zabrać cię tam,

gdzie stanął czas, gdzie fiesta twa,

z obcasów zejdź, makijaż zmyj,

na trawie tańcz i wino pij.

Bo ja bym chciał zabrać cię tam,

gdzie możesz wyjść ze sztywnych ram,

zapomnieć, że istnieje świat

gdzie wszystko jest, a szczęścia brak.













no pa:)

Żeby Żyć trzeba Być.
Zgłoś do moderacji Cytuj tego posta - Dodaj swoją odpowiedź  

alter   19 sierpnia 2017r. o 21:46

alter
Zdjęć: 0
Postów:

DP fajnie, że trzymałaś poziom poezji :)









Dopisane 19.08.2017r. o godz. 21:46:

Dyjak 2017


Poezja Królową Sensytywnego Życia. Świat to fajne miejsce, warto o nie walczyć. Ernest Hemingway .
Zgłoś do moderacji Cytuj tego posta - Dodaj swoją odpowiedź  

DP   19 sierpnia 2017r. o 21:54

DP
Zdjęć: 0
Postów:

wróciłeś............
to dobrze, podtrzymasz temat
warty podtrzymania
sercem pisany sercem trzymany

Żeby Żyć trzeba Być.
Zgłoś do moderacji Cytuj tego posta - Dodaj swoją odpowiedź  

alter   wczoraj o 8:24

alter
Zdjęć: 0
Postów:

DP napisał(a):
wróciłeś............
to dobrze, podtrzymasz temat
warty podtrzymania
sercem pisany sercem trzymany


Więc podtrzymujmy go razem :) otwartym sercem....

"Otwarte serce (4). Tren III"

          Otwarte serce (4). Tren III

Nie napiszą o nim w gazecie
być może, choć to wspaniały człowiek.
Nasze serca zapamiętały go lepiej,
niż to da się wypowiedzieć lichym słowem.

Sercu pozostaniesz bliski,
choć ukończyłeś swoją pielgrzymkę
już. Bogu dziękować za wszystko
trzeba nam, w Jego obecności istnieć.

W sercu Twym mały człowiek,
troska o studenckie dalsze losy
i czy dziś me serce zranione mi powie
coś więcej? W sercu jakiś przedziwny pokój.

Serce jest najlepszym pamiętnikiem,
pozostaną w nim godni pamięci.
Polecę dziś księdza duszę w ciszy
Bogu. On zawsze jest wszechmocny i Święty.

Serce jest najlepszym pamiętnikiem... :)




Dopisane 20.08.2017r. o godz. 11:40:





Dopisane 22.08.2017r. o godz. 08:06:

O poranku, ciekawy koncept :)



i...
Noc zielona była :)




Dopisane 22.08.2017r. o godz. 10:48:

Noc zielona była...
Krzysztof Kamil Baczyński.

Noc zielona była, po dniu skwarnym
głębokość jej szumiała jakby liście czarne,
w których mleczny rdzeń wyrósł, i kroplami gwiazd
odmierzał się powoli nieostrożny czas.

Maria czekała cicho. I zdało się, płynął
świat ogromny w oddechu nieba jak otchłanie,
co wiało wielkim oknem na stół, na posłanie
białe i nie dotknięte. Czekała. W milczeniu
na piersi ręce kładła i wtedy się pienił
krwi jej rogzrzany napój i owoce mleczne
pęczniały jej pod dłonią, i czuła, jak bije
bolesna piąstka serca. I czuła, że żyje
łodyżka w niej maleńka, listeczkami dwoma
obejmująca miłość całą, jaką ona
i on zamknęli w sobie. I gdy rękę niżej
obsunęła, poczuła, jak ją szorstko liże
płomienny język ciszy. Brzuch miała jak kroplę
ogromną, w rozłożystą misę biódr zamknięty.
W takiej ciszy słyszała, jak na godzin stopnie
pnie się w niej ten roślinny puch, twardnieje w orzech -
- to było dziecko małe, które wkołysali
ciepłym ciał swych pomrukiem jak szelestem morza
w jej pełnię i dojrzałość, która równa ziemi
ogarnęła i rosła rączkami drobnemi,
zarysem ust rózowych, roślinką maleńką,
którą czuła pod lekko wyciągniętą ręką
i która dziś się spełni i wzejdzie człowiekiem
nad przymrużoną lekko ziemi złej powiekę,
żeby się stać czym? kwiatem, powłoką czy łzą?

Więc cisza ogromna się stała jak woda,
ciemna, głęboka i ciepła, wchłonęła kształty i świat.
A anioł lekki nad ziemią cicho mu rękę podał
i szli wysoko, w obłoków rozchylający się kwiat.
I juz się Jan kołysał nad ziemi dnem wypukłym,
kiedy dom w dole ujrzał, i łzy jak ciężkie gwiazdy,
pełne obrazów zmieszanych, w dół spadły, rozprysły się, stłukły.
I począł ciążyć w dół jak próżny dźwięku dzwon,
bo widział Marię białą jak brzozę w burzy zgiętą,
schyloną nad dzieciątkiem w ogromnym lustrze lęku.

"Podaj mi rękę - mówił anioł - bo jeszcze jeden krok,
a trwoga cię ogarnie i spadniesz suchym liściem
w drapieżną czułość ziemi, w pożary ludzkich rąk,
w jezioro mroczne czasu podobne ciemnym snom."
Znów się muzyki ciepłej płomyk zapalił biały,
a on strwożony jeszcze, choć w górę lekko szedł,
zapłakał: "Czym nie zgrzeszył odchodząc od cierpienia,
odchodząc, kiedy za mną bolesne kwiaty wiały,
jej dłoni i jej oczu uderzał motyl trwożny
i do jej stóp maleńkich przukuta ciężka ziemia?
Jam szedł za tym płomieniem, co pali nieostrożny
i nieobaczny na nic." A anioł mówił tak:
"Tyś był miłości wiernej nierozdzielony ptak,
który miał tyle serc, ileś twych braci miał,
i z każdym serc powiewem twój wielki płomień drżał,
i uczyniłeś wybór po wszelki świata czas,
jakże chcesz, żeby w trwodze o jedno ciało gasł?
Bo dusza jej to strumień, srebrzysty, żywy ton,
a nie napłynie otchłań w zielony, boży dom."

I znów się ciszy całun w muzyki krąg układał,
a znów go strwożył czas i mówił: "Nim dorośnie
dzieciątko, czym się stanie, czy groza go nie wchłonie?"
A anioł wziął go w ciszy mocno za obie dłonie
i rzekł: "Czyś ty zapragnął krzyżować smugi dróg,
które wydrążył przed nim ognisty boży pług?
Ale wiedz: kto zaufał, gdziekolwiek niesie lot,
miłością pooddziela od miłowanych zło."

Wtedy się serce Jana skruszyło w miękki popiół,
to serce, które z duszą porwane - ziemskie było.
I próchno się na ziemię jak rosa albo łza
zsunęło. Nisko w dali fala chmur białych szła.
Jeszcze dzwonek na wieży,
ptaki w locie i obłok,
wietrzyk dzwonił i gasł.
"Podaj mi rękę - mówił anioł -
oto się stajesz zapatrzeniem gwiazd." IX 1942

:)


Dopisane 23.08.2017r. o godz. 08:19:



miłego :)


Dopisane 23.08.2017r. o godz. 08:24:

Ideały.

Najlepiej odprowadź go na dworzec, po plecach poklep i nim powiesz cześć
I zanim znów przepadnie gdzieś, rzuć parę groszy, jeśli możesz
Koleżka pogniewa się być może, lecz zaraz potem w kieszeń wciśnie je
A kiedy znikniesz, skuli się jak smętny oskubany orzeł

Mizerne się pojęcie ma, co karą jest, a co nagrodą
Jak mrówka, co się sama pcha do słoja z posłodzoną wodą
Traktuje go jak losu gest, lecz na to, że tak jest
Lub że się jakoś cało wyjdzie z tej kąpieli - nie licz

Dlatego nawet mu nie tłumacz
Że ideały się sfajdały, bo nieważny grzech, nieważny cel
I starczy wyprać je w perfumach
A dalej fajne są, choć z każdym praniem tracą swą dziewiczą biel

Ci, którzy w garści mają świat, też nie tłumaczą się przed nikim
Mniej więcej co dwadzieścia lat i tak zmieniają podręczniki
Więc jeśli czarne ma być białe, niech tam będzie, jakie chce
Ty zrozumiałeś to, on nie, choć obu diabeł stróż doradzał

Oczy zmruż i już

Poezja Królową Sensytywnego Życia. Świat to fajne miejsce, warto o nie walczyć. Ernest Hemingway .
Zgłoś do moderacji Cytuj tego posta - Dodaj swoją odpowiedź  

W górę   Wypowiedz się w tym temacie Strona << < 648 649 650 651 652 653

INFORMACJA: Portal Bolec.Info zapisuje informacje w postaci tzw. ciasteczek (ang. cookie), plików umieszczanych na komputerze użytkownika w trakcie przeglądania strony. Ciasteczka s?m.in. konieczne do obsługi zalogowanych Czytelników, w celu dostarczenia im dodatkowych możliwości, czy do zbierania informacji statystycznych, które pozwalają nam dostosować serwis do Twoich potrzeb.
Każdy użytkownik może wyłączyć ciasteczka korzystając z odpowiedniej opcji przeglądarki - więj informacji znajdziesz tutaj