~~Pomidorowa Diaskia napisał(a):Ktoś napisał: ~~ napisał(a):Ktoś napisał: Ktoś napisał: ~~Pomidorowa Diaskia napisał(a): Tu potrzebna jest edukacja od najmłodszych lat. Otyłość to choroba przewlekła i podstępna. Osoby otyłe najczęściej słyszą od lekarzy (i otoczenia) "wystarczy mniej żreć" (znaczy sie odżywiać). Nie rozumieją, że to jest najtrudniejsze. Dla palaczy, alkoholików i narkomanów organizuje się grupy wsparcia, programy społeczne, informowanie od najmłodszych lat, a przeciez wystarczy nie palic/pić/wciągać. A odżywianie? Żywność dla dzieci nafaszerowana cukrem (i nie chodzi tu tylko o słodycze, ale m.in. serki, jogurty, napoje). Etykiety trąbią jakie to niby cudowne i zdrowe. Moda na fast foody i siedzenie w domach tez nie pomaga. Ograniczony (koszty) lub niemożliwy (brak besenow, boisk czy ścieżek rowerowych jak jest np. w Nowogrodźcu) dostęp do obiektów sportowych nie daje szans na wyrobienie prawidłowych nawyków. Do tego traumy podsycane hejterami na siłowniach, basenach, boiskach, internecie! Tego nie zrozumie nikt, kto przez to nie doświadczył. I pisze to jako osoba walcząca z otyłością od wielu lat.
Paradoksalnie "mniej żreć" ma sporo prawdy. Jeść można wszystko ale z umiarem. Wystarczy zobaczyć jaka ma się całkowita przemianę materii i mieścić się w jej ramach aby utrzymywać wagę. Jesz na obiad 3 kotlety, ziemniaki z tona cebuli na tłuszczu i łyżka surówki? Zjedz jednego kotleta, przypilnuj aby surówki było więcej niż łyżka i zrób ziemniaki np z koperkiem zamiast tłuszczem. Wszystko można jeść ale z umiarem i rozwagą. Na palaczy i narkomanów masz grupy wsparcia ale dla osób z zaburzeniami odżywiania także takie są. Nazywają się psychologami, klinicznymi dietetykami
Absolutnie sie zgadzam. Chodziło mi raczej o to, ze edukacja w tym zakresie kuleje, a ze skutkami walka jest niezmiernie ciężka (i bardzo kosztowna). Wykańczająca psychicznie. Zanim osoba otyła trafi do psychologa lub dietetyka z prawdziwego zdarzenia mijają często lata. Zanim trafi walczy z frustracją, rezygnacją, poczuciem beznadziei a finalnie efektem jojo i wpada sie w błędne kolo, z którego tak samo ciężko wyjść jak z innych uzależnień. Dopóki problem otyłości nie będzie ograniczał się do leczenia skutków dopóty nie bedzie poprawy w tym zakresie (o likwidacji problemu nawet nie ma co marzyć)
Dokładnie. Idźcie do "Biednej ręki" i przypatrzcie się co kupujemy. Tanie parówki, syfiaste makarony, pieczywopodobne masy, wszystko nafaszerowane p.utleniaczami.. Ludzie nie dają rady udźwignąć wyzyskiwania ich. Odżywiają się tragicznie, bo ich nie stać na lepsze. A stan psychiczny otomaniają małpkami lub super promocją piwopodobnego syfu 8+8 gratis./23% zniżki na dwie flaszki etanolu itp...
Dlaczego nie ma zniżki 23% na szynkę czy ryby, czy nabiał? 1kg sera białego+1 gratis, 2kg boczku z priv wędzarni + 2 kg gratis??
No właśnie. Wiecie dlaczego te statystyki się podaje? Bo i bez nich już wszyscy widzą, że zaczynamy wyglądać jak bydłu ubojne. Jesteśmy przepracowani , psych zmęczeni, a czas wolny wystarczy, aby nażreć się parówkowo-makaronowego żużlu i walnąć browka, a weekendy- grillz MOMu i syfiasty ethanol w puszkach , kwitując- "Tyle mojego"
~~Pawi Osteospermum napisał(a):Ktoś napisał: ~~Pomidorowa Diaskia napisał(a):Ktoś napisał: Ktoś napisał: ~~ napisał(a): Ktoś napisał: Ktoś napisał: ~~Pomidorowa Diaskia napisał(a): Tu potrzebna jest edukacja od najmłodszych lat. Otyłość to choroba przewlekła i podstępna. Osoby otyłe najczęściej słyszą od lekarzy (i otoczenia) "wystarczy mniej żreć" (znaczy sie odżywiać). Nie rozumieją, że to jest najtrudniejsze. Dla palaczy, alkoholików i narkomanów organizuje się grupy wsparcia, programy społeczne, informowanie od najmłodszych lat, a przeciez wystarczy nie palic/pić/wciągać. A odżywianie? Żywność dla dzieci nafaszerowana cukrem (i nie chodzi tu tylko o słodycze, ale m.in. serki, jogurty, napoje). Etykiety trąbią jakie to niby cudowne i zdrowe. Moda na fast foody i siedzenie w domach tez nie pomaga. Ograniczony (koszty) lub niemożliwy (brak besenow, boisk czy ścieżek rowerowych jak jest np. w Nowogrodźcu) dostęp do obiektów sportowych nie daje szans na wyrobienie prawidłowych nawyków. Do tego traumy podsycane hejterami na siłowniach, basenach, boiskach, internecie! Tego nie zrozumie nikt, kto przez to nie doświadczył. I pisze to jako osoba walcząca z otyłością od wielu lat.
Paradoksalnie "mniej żreć" ma sporo prawdy. Jeść można wszystko ale z umiarem. Wystarczy zobaczyć jaka ma się całkowita przemianę materii i mieścić się w jej ramach aby utrzymywać wagę. Jesz na obiad 3 kotlety, ziemniaki z tona cebuli na tłuszczu i łyżka surówki? Zjedz jednego kotleta, przypilnuj aby surówki było więcej niż łyżka i zrób ziemniaki np z koperkiem zamiast tłuszczem. Wszystko można jeść ale z umiarem i rozwagą. Na palaczy i narkomanów masz grupy wsparcia ale dla osób z zaburzeniami odżywiania także takie są. Nazywają się psychologami, klinicznymi dietetykami
Absolutnie sie zgadzam. Chodziło mi raczej o to, ze edukacja w tym zakresie kuleje, a ze skutkami walka jest niezmiernie ciężka (i bardzo kosztowna). Wykańczająca psychicznie. Zanim osoba otyła trafi do psychologa lub dietetyka z prawdziwego zdarzenia mijają często lata. Zanim trafi walczy z frustracją, rezygnacją, poczuciem beznadziei a finalnie efektem jojo i wpada sie w błędne kolo, z którego tak samo ciężko wyjść jak z innych uzależnień. Dopóki problem otyłości nie będzie ograniczał się do leczenia skutków dopóty nie bedzie poprawy w tym zakresie (o likwidacji problemu nawet nie ma co marzyć)
Dokładnie. Idźcie do "Biednej ręki" i przypatrzcie się co kupujemy. Tanie parówki, syfiaste makarony, pieczywopodobne masy, wszystko nafaszerowane p.utleniaczami.. Ludzie nie dają rady udźwignąć wyzyskiwania ich. Odżywiają się tragicznie, bo ich nie stać na lepsze. A stan psychiczny otomaniają małpkami lub super promocją piwopodobnego syfu 8+8 gratis./23% zniżki na dwie flaszki etanolu itp...
Dlaczego nie ma zniżki 23% na szynkę czy ryby, czy nabiał? 1kg sera białego+1 gratis, 2kg boczku z priv wędzarni + 2 kg gratis??
No właśnie. Wiecie dlaczego te statystyki się podaje? Bo i bez nich już wszyscy widzą, że zaczynamy wyglądać jak bydłu ubojne. Jesteśmy przepracowani , psych zmęczeni, a czas wolny wystarczy, aby nażreć się parówkowo-makaronowego żużlu i walnąć browka, a weekendy- grillz MOMu i syfiasty ethanol w puszkach , kwitując- "Tyle mojego"
Właśnie o to mi chodzilo. Dopóki cały system edukacyjny sie nie zmieni bedzie coraz gorzej. Promocje na alkohol, slodycze i wysokoprzetworzone jedzenie są na porządku dziennym. Propagowanie zdrowego stylu życia praktycznie nie istnieje. A skutki są widoczne gołym okiem.