BolecFORUM
+ nowy temat
Wróć do komentowanego artykułu Pogoda nie odróżnia Trumpa od Tuska?
BolecForum Bolecnauci komentują

Pogoda nie odróżnia Trumpa od Tuska?

133 odpowiedzi strona 15 z 17
~~Kredowobiała Lobeliagość
Dlaczego poseł Pogoda nie odbiera telefonów ?Stara Nokia?
~~Złotawobrązowa Dyniagość
Ja na ten tego nie potrafie odróżnić benzyny za 5,19 od tej za 6,78. Dziwne?
~~jhdfsdgość
to te baryłki ropy po 120 usd już są w polsce i zostały przetworzone na te droższe paliwo ?
~~Liliowobiały Miskantgość
~~jhdfsd napisał(a): to te baryłki ropy po 120 usd już są w polsce i zostały przetworzone na te droższe paliwo ?


Ale potaniała na 94usd, to jutro będzie na pewno tańsze. Przez noc na pewno dowiozą.
~~Ametystowy Hibiskusgość
Baryłka w górę, ceny na stacji też. Ale czy naprawdę tak to działa?

W komentarzu tłumaczącym ostatnie podwyżki cen paliw pojawia się dobrze znana, wygodna opowieść: na świecie drożeje ropa, więc w Polsce natychmiast drożeje benzyna. Prosty mechanizm, jedno zdanie wyjaśnienia i sprawa zamknięta. Szkoda tylko, że gospodarka rzadko działa tak jak skróty myślowe w publicystyce.

Bo paliwo, które dziś kierowcy tankują na stacjach, nie powstało z ropy kupionej wczoraj po nowej, wyższej cenie. Rafinerie nie działają jak ekspres do kawy, do którego wsypuje się świeżą baryłkę rano, a wieczorem sprzedaje droższą benzynę przy dystrybutorze. Pracują na zapasach zakontraktowanych wcześniej - często tygodnie temu, gdy ceny były zupełnie inne.

Między zakupem ropy a sprzedażą paliwa mija cały łańcuch procesów: transport, magazynowanie, przerób w rafinerii i dystrybucja. To logistyka liczona w tygodniach, nie w godzinach.

Dlatego kiedy ceny na stacjach rosną niemal natychmiast po skoku notowań baryłki, pojawia się pytanie, którego w takich komentarzach zwykle się nie zadaje: czy to jeszcze reakcja na realny koszt surowca, czy już na wygodne rynkowe oczekiwania?

Oczywiście - globalne ceny ropy mają znaczenie. Nikt rozsądny tego nie neguje. Problem polega na tym, że między giełdą surowców a polską stacją paliw istnieje jeszcze cała gospodarcza rzeczywistość: zapasy kupione wcześniej, kontrakty długoterminowe, polityka cenowa firm i marże, które w cudowny sposób potrafią reagować szybciej na wzrosty niż na spadki.

Sprowadzanie całej sprawy do zdania „ropa podrożała, więc paliwo podrożało” jest więc raczej publicystycznym uproszczeniem niż ekonomicznym wyjaśnieniem. Takie tłumaczenie dobrze brzmi w komentarzu, ale ma jedną wadę - z rzeczywistością rynku paliw ma tyle wspólnego, co prognoza pogody z tłumaczeniem zmian klimatu.
somsiad
somsiad
Baryłka w górę, ceny na stacji też. Ale czy naprawdę tak to działa?

W komentarzu tłumaczącym ostatnie podwyżki cen paliw pojawia się dobrze znana, wygodna opowieść: na świecie drożeje ropa, więc w Polsce natychmiast drożeje benzyna. Prosty mechanizm, jedno zdanie wyjaśnienia i sprawa zamknięta. Szkoda tylko, że gospodarka rzadko działa tak jak skróty myślowe w publicystyce.

Bo paliwo, które dziś kierowcy tankują na stacjach, nie powstało z ropy kupionej wczoraj po nowej, wyższej cenie. Rafinerie nie działają jak ekspres do kawy, do którego wsypuje się świeżą baryłkę rano, a wieczorem sprzedaje droższą benzynę przy dystrybutorze. Pracują na zapasach zakontraktowanych wcześniej - często tygodnie temu, gdy ceny były zupełnie inne.

Między zakupem ropy a sprzedażą paliwa mija cały łańcuch procesów: transport, magazynowanie, przerób w rafinerii i dystrybucja. To logistyka liczona w tygodniach, nie w godzinach.

Dlatego kiedy ceny na stacjach rosną niemal natychmiast po skoku notowań baryłki, pojawia się pytanie, którego w takich komentarzach zwykle się nie zadaje: czy to jeszcze reakcja na realny koszt surowca, czy już na wygodne rynkowe oczekiwania?

Oczywiście - globalne ceny ropy mają znaczenie. Nikt rozsądny tego nie neguje. Problem polega na tym, że między giełdą surowców a polską stacją paliw istnieje jeszcze cała gospodarcza rzeczywistość: zapasy kupione wcześniej, kontrakty długoterminowe, polityka cenowa firm i marże, które w cudowny sposób potrafią reagować szybciej na wzrosty niż na spadki.

Sprowadzanie całej sprawy do zdania „ropa podrożała, więc paliwo podrożało” jest więc raczej publicystycznym uproszczeniem niż ekonomicznym wyjaśnieniem. Takie tłumaczenie dobrze brzmi w komentarzu, ale ma jedną wadę - z rzeczywistością rynku paliw ma tyle wspólnego, co prognoza pogody z tłumaczeniem zmian klimatu.
~~Płomienna Araliagość
Ambasador Tome Rose skrytykował unijny program SAFE. Sprawa weta snusa ostatecznie się wyjaśniła. To administracja amerykańska chce zmusić Polskę do zakupów amerykańskiego uzbrojenia. Ameryka nie chcą, żeby Polska rozwijała swój przemysł zbrojeniowy, ale była rynkiem zbytu dla ich przemysłu. Pomysł pojawił się w kilka dni po wizycie Rose'a w kancelarii prezydenta, później pisanie na kolanie 14 stronicowej ustawy i rzucenie hasła SAFE 0. I Batyr nie ma wyjścia ,rozkaz wydany, trzeba wykonać. Veto.
~~azgość
somsiad napisał(a): Baryłka w górę, ceny na stacji też. Ale czy naprawdę tak to działa?

W komentarzu tłumaczącym ostatnie podwyżki cen paliw pojawia się dobrze znana, wygodna opowieść: na świecie drożeje ropa, więc w Polsce natychmiast drożeje benzyna. Prosty mechanizm, jedno zdanie wyjaśnienia i sprawa zamknięta. Szkoda tylko, że gospodarka rzadko działa tak jak skróty myślowe w publicystyce.

Bo paliwo, które dziś kierowcy tankują na stacjach, nie powstało z ropy kupionej wczoraj po nowej, wyższej cenie. Rafinerie nie działają jak ekspres do kawy, do którego wsypuje się świeżą baryłkę rano, a wieczorem sprzedaje droższą benzynę przy dystrybutorze. Pracują na zapasach zakontraktowanych wcześniej - często tygodnie temu, gdy ceny były zupełnie inne.

Między zakupem ropy a sprzedażą paliwa mija cały łańcuch procesów: transport, magazynowanie, przerób w rafinerii i dystrybucja. To logistyka liczona w tygodniach, nie w godzinach.

Dlatego kiedy ceny na stacjach rosną niemal natychmiast po skoku notowań baryłki, pojawia się pytanie, którego w takich komentarzach zwykle się nie zadaje: czy to jeszcze reakcja na realny koszt surowca, czy już na wygodne rynkowe oczekiwania?

Oczywiście - globalne ceny ropy mają znaczenie. Nikt rozsądny tego nie neguje. Problem polega na tym, że między giełdą surowców a polską stacją paliw istnieje jeszcze cała gospodarcza rzeczywistość: zapasy kupione wcześniej, kontrakty długoterminowe, polityka cenowa firm i marże, które w cudowny sposób potrafią reagować szybciej na wzrosty niż na spadki.

Sprowadzanie całej sprawy do zdania „ropa podrożała, więc paliwo podrożało” jest więc raczej publicystycznym uproszczeniem niż ekonomicznym wyjaśnieniem. Takie tłumaczenie dobrze brzmi w komentarzu, ale ma jedną wadę - z rzeczywistością rynku paliw ma tyle wspólnego, co prognoza pogody z tłumaczeniem zmian klimatu.

dokładnie TAK!
Wypowiedz się
Piszesz jako gość. Zaloguj się, żeby komentować ze stałą tożsamością — po zalogowaniu wrócisz tutaj automatycznie.
Zostaw puste, a przypiszemy Ci losową ksywę.
Publikacja danych osobowych bez zgody lub użycie zwrotów obraźliwych podlega odpowiedzialności karnej i będzie skutkować przekazaniem danych publikującego organom ścigania.
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Bolec.Info nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii i wypowiedzi. Bolec.Info zastrzega sobie prawo do moderowania opublikowanych wypowiedzi.
Dodając zdjęcie deklarujesz, że jesteś jego autorem i przekazujesz Wydawcy Bolec.Info prawa do jego publikacji. Umieszczanie cudzych zdjęć może naruszać prawo autorskie.
W celu utrzymania jakości dyskusji wykorzystujemy automatyczne narzędzia analizujące treści. Posty zawierające wulgaryzmy lub niebezpieczne linki mogą zostać automatycznie ukryte.