Był 24 sierpnia 1956 roku. Bolesławiec już od jedenastu lat był polskim miastem, które wciąż podnosiło się z gruzów, ale zaczynało już snuć marzenia o dynamicznym rozwoju, a nawet o poważnej rozbudowie. Liczba bolesławian stopniowo rosła, okoliczne zakłady pracy zyskiwały na znaczeniu, a postępująca odbudowa gwarantowała ich pracownikom wciąż rosnącą pulę dostępnych mieszkań.
Jednym z bardziej ryzykownych miejsc do zamieszkania była wtedy ulica Komuny Paryskiej, która jeszcze przez długie lata będzie się cieszyła niezbyt dobrą sławą. Dobrze może o tym świadczyć incydent z 24 sierpnia, który miał miejsce w jednej z wielu znajdujących się tam kamienic. Popołudniu zjawiła się tam pewna kobieta, na co dzień pracująca jako pielęgniarka w bolesławieckim szpitalu. Jeden z lokatorów poprosił ją, aby przez godzinę zajęła się jego dzieckiem, bo akurat "odeszła mu żona". Nieświadoma podstępu pielęgniarka zgodziła się pomóc, stawiła się w mieszkaniu mężczyzny i... zastała tam jego żonę.
O tym, co się działo dalej, wiemy z akt przesłanych przez prokuraturę władzom powiatowym. Obecny w mieszkaniu mężczyzna zatrzasnął drzwi wyjściowe i zaatakował zarówno swoją żonę, jak i pielęgniarkę, bijąc ją po twarzy i głowie. Medyczka wzywała pomocy i co prawda żaden z sąsiadów nie przybył na ratunek, ale ktoś wezwał milicję. Milicjanci szybko zjawili się na miejscu, a gdy wkroczyli do mieszkania, napastnik zaczął wykrzykiwać, że jego ofierze "należało się" dotkliwe pobicie, ponieważ była Niemką, a przecież podczas wojny "SSmani także bili i mordowali Polaków".
Powiadomione o sprawie powiatowe kolegium potraktowało tę sprawę bardzo poważnie. Poszkodowanej pielęgniarce pilnie wykonano obdukcję, a ona sama oraz żona napastnika zostały niezwłocznie przesłuchane. Urzędnik prowadzący sprawę słusznie uznał, że niepoważne tłumaczenia oskarżonego, że pobił niewinną kobietę, bo była Niemką, a "Niemcy podczas wojny mordowali" (sama pielęgniarka nie była o cokolwiek oskarżana) kwalifikują jego czyn nie tylko jako pobicie, ale też dyskryminację na tle narodowościowym.
Sprawa natychmiast trafiła do prokuratury i choć nie wiadomo, jaki był ostateczny wyrok w tej sprawie, sprawca miał przeciwko sobie zeznania dwóch kobiet i dokumentację z obdukcji lekarskiej, a dodatkowe wyjaśnienia mogli złożyć milicjanci i okoliczni mieszkańcy. Ponadto jak wynika z zachowanego protokołu pokontrolnego, w 1956 roku Prokuratura Powiatowa działała dość sprawnie i już pod koniec października sprawa pobicia Niemki była już zamknięta.
Źródła:

Byłeś świadkiem jakiegoś wypadku lub innego zdarzenia? Wiesz coś, o czym my nie wiemy albo jeszcze nie napisaliśmy? Daj nam znać i zgłoś swój temat!
Wypełnij formularz lub wyślij pod adres: [email protected].Kontakt telefoniczny z Redakcją Bolec.Info: +48 693 375 790 (przez całą dobę).