Koniec I wojny światowej przyniósł Polsce upragnioną niepodległość. Co prawda Święto Niepodległości obchodzimy 11 listopada, jednak już 7 października 1918 roku Rada Regencyjna, kontrolująca marionetkowe (zależne od Niemców i Austriaków) Królestwo Polskie, ogłosiła deklarację niepodległości Polski, w której pisano, między innymi, co następuje:
Wielka godzina, na którą cały naród polski czekał z upragnieniem, już wybija (...) POLACY! Obecnie już losy nasze w znacznej mierze w naszych spoczywają rękach. Okażmy się godnymi tych potężnych nadziei, które z górą przez wiek żywili wśród ucisku i niedoli ojcowie nasi. Niech zamilknie wszystko, co nas wzajemnie dzielić może a niech zabrzmi jeden wielki głos: Polska zjednoczona niepodległa.
Minął miesiąc i przegrywające wojnę Cesarstwo Niemieckie przestało istnieć. W Niemczech zapanował chaos, ponieważ cesarz Wilhelm II abdykował i wyjechał do Holandii, a władzę przejął tymczasowy rząd republikański. W Bolesławcu, jak w wielu innych miastach ówczesnych Niemiec, zawiązały się lokalne rady robotnicze i żołnierskie, które postanowiły przejąć władzę nad miastem, ale ostatecznie część żołnierzy rozbrojono i odesłano do koszar, a część aresztowano i zaraz potem zwolniono.
Wkrótce potem przez ulice Bolesławca przeszła wojskowa defilada z czerwoną flagą, a na Rynku zorganizowano wielki wiec, na którym jeden z żołnierzy apelował o zachowanie spokoju i porządku, aby nie dopuścić do zamieszek. Ostatecznie władzę nad miastem przejęła "Komisja Ludowa", składająca się z przedstawicieli magistratu, prawicowych żołnierzy i lewicowych robotników, której głównym celem było właśnie utrzymanie porządku. Było to szalenie istotne, bo w wielu innych dolnośląskich miastach w ostatnich dniach wojny doszło do poważnych rozruchów.
Sporo pracy miała lokalna prasa. 11 listopada dziennikarze gazety Bunzlauer Stadblatt wiedzieli już o tym, że w Warszawie Polacy rozbrajają Niemców i przejmują kontrolę nad stolicą, ale zamiast to rzetelnie opisać i przyznać się do porażki, przygotowali krótką notkę o "walkach ulicznych". Możliwe, że sami dostali nieścisłe informacje, ale możliwe też, że po prostu nie chcieli szczerze pisać o tym, że niemieckie wojsko poddaje się Polakom w zasadzie bez walki.
Wieczorem przed budynkiem redakcji - i zarazem drukarni - znajdującym się przy Poststrasse 6a (dzisiejsza ul. Mickiewicza) znów zebrały się tłumy ludzi, aby dowiedzieć się czegoś więcej o warunkach zawieszenia broni, jakie Niemcy kilka godzin wcześniej zawarli z zachodnimi mocarstwami. Byli zdezorientowani, wystraszeni i oczekiwali, że media pomogą im w odnalezieniu się w nowej sytuacji.
Gdy w kolejnych dniach dziennikarze informowali o sytuacji w Polsce, robili to już bardziej rzeczowo. Zgodnie z prawdą opisali, jak Józef Piłsudski przejął z rąk Rady Regencyjnej kontrolę nad armią i zabrał się do porządkowania sytuacji w kraju. Sprostowali samych siebie, mówiąc że w stolicy Polski doszło jedynie do pojedynczych przypadków strzelanin polsko-niemieckich, ale nadal nie napisali, że polscy żołnierze na ogół rozbrajali niestawiających oporu Niemców. Bolesławiecki czytelnik mógł się też dowiedzieć, że Piłsudski ogłosił, iż wszyscy niemieccy żołnierze niebawem wrócą do siebie, a warszawska publiczność skutecznie ucisza jakiekolwiek próby bolszewickiej propagandy.
Źródła:

Byłeś świadkiem jakiegoś wypadku lub innego zdarzenia? Wiesz coś, o czym my nie wiemy albo jeszcze nie napisaliśmy? Daj nam znać i zgłoś swój temat!
Wypełnij formularz lub wyślij pod adres: [email protected].Kontakt telefoniczny z Redakcją Bolec.Info: +48 693 375 790 (przez całą dobę).