W 1934 roku całe ówczesne Bunzlau zelektryzowała wiadomość o zaginięciu kilkuletniego dziecka, mieszkającego w kamienicy nr 2 przy Rynku. Kamienica należąca do mieszkańca Goerlitz, Walli Örtera, w połowie lat trzydziestych XX wieku mieściła w swych murach kilkanaście mieszkań, sklepik rybny o szumnej nazwie Bunzlauer Fischhalle, punkt handlu brykietem i salę spotkań kościelnej organizacji abstynenckiej Blaukreuzverein (Towarzystwo "Niebieski Krzyż"). Mimo to nikt nie zauważył zniknięcia dziecka i już niebawem w mieście poniosła się kolejna, makabryczna informacja - na wzgórzu Wehrberg, gdzie ulokowane było miejskie wysypisko śmieci, pewien nieznany nam dziś z imienia mężczyzna, zapewne pracownik wysypiska, odnalazł ludzkie zwłoki.
Sprawa zrobiła się głośna, bo fakty były proste - jakiś zwyrodnialec zabił kilkuletnie dziecko i porzucił je wśród śmieci, mając nadzieję, że nikt się nie zorientuje. Fakt, że zabójca porzucił zwłoki nie w lesie, gdzie trudniej byłoby je ujawnić, a na wysypisku, może świadczyć o tym, że do zabójstwa doszło w afekcie, więc spanikowany sprawca nie miał żadnego planu na pozbycie się ciała. Po ujawnieniu zwłok temat zabójstwa stał się bardzo szeroko dyskutowany i mieszkańcy miasta samorzutnie rozpoczęli poszukiwania mordercy. Z pewnością musiało nimi kierować nie tylko silne wzburzenie, ale i obawa, że na jednym morderstwie może się nie skończyć i tajemniczy zabójca może uderzyć znowu.
Na korzyść zabójcy mógł przemawiać fakt, że w Bunzlau stacjonował wtedy jedynie niewielki posterunek policji - na tyle mały, że dysponował jedynie kilkoma pokojami w budynku ratusza. Na czele posterunku, obok nadburmistrza i jego zastępcy, stał wtedy komisarz Melcher, policjant z wieloletnim doświadczeniem, ale i bardzo skromnymi możliwościami działania. W tym jednak przypadku Melcher mógł liczyć praktycznie na całe miasto, domagające się pochwycenia mordercy.
Ostatecznie mordercę udało się ująć stosunkowo szybko, choć w Bunzlau zaczęła się już swoista psychoza - ludzie zaczęli się wzajemnie podejrzewać o dokonanie tego zabójstwa. Możemy dziś jedynie przypuszczać, że na celowniku znaleźli się przede wszystkim mieszkańcy pechowej kamienicy... i jeden z nich faktycznie okazał się sprawcą. Był nim ojczym ofiary o nazwisku Hacke, który po aresztowaniu został postawiony przed sądem, skazany na śmierć i powieszony.
Do dziś nie wiadomo, dlaczego Hacke zabił swojego przyrodniego syna. Kamienica, w której doszło do tragedii, została spalona jedenaście lat później przez czerwonoarmistów i odbudowana w latach pięćdziesiątych XX wieku.
Źródła:

~~Kali napisał(a): Czytam te wasze wypociny i stwierdzam że lokalizacja Szpitala dla OPŚ w Bolesławcu niegdyś (Bunzlau) była słuszna (trafiona w dziesiątkę).
~~Grafitowa Lilia napisał(a):Ktoś napisał: ~~Kali napisał(a): Czytam te wasze wypociny i stwierdzam że lokalizacja Szpitala dla OPŚ w Bolesławcu niegdyś (Bunzlau) była słuszna (trafiona w dziesiątkę).
OPS co to za skrot?
Byłeś świadkiem jakiegoś wypadku lub innego zdarzenia? Wiesz coś, o czym my nie wiemy albo jeszcze nie napisaliśmy? Daj nam znać i zgłoś swój temat!
Wypełnij formularz lub wyślij pod adres: [email protected].Kontakt telefoniczny z Redakcją Bolec.Info: +48 693 375 790 (przez całą dobę).