Są artyści, którzy tworzą piękno. I są tacy, którzy niszczą cudze rzeczy, a potem nazywają to „wizją”. Do tej drugiej kategorii należy 49-letnia mieszkanka Lubina, która postanowiła zamienić cudze budynki i samochody w swoje prywatne płótno.
Kobieta porysowała lakier dwóch aut oraz zdewastowała elewacje dwóch budynków, zostawiając na nich bazgroły, napisy i znaki. Efekt? Zniszczone mienie i straty sięgające niemal 60 tysięcy złotych.
Policja szybko połączyła fakty i namierzyła sprawczynię. Zamiast wernisażu — policyjna cela. Zamiast braw — zarzuty karne. Teraz jej „dzieła” oceni nie krytyk sztuki, a sąd.
Najciekawsze jest jednak jej tłumaczenie. Kobieta stwierdziła, że… budynki wyglądały lepiej po jej ingerencji, a samochody — choć porysowane — „przecież nadal nadają się do jazdy”.
Czyli według tej logiki: skoro auto jeździ, można je bezkarnie zniszczyć. A skoro komuś podoba się własny wandalizm — to już sztuka.
Nie. To nie sztuka.
To bezczelność, brak szacunku do cudzej własności i przestępstwo.
Graffiti i niszczenie mienia nie mają nic wspólnego z kreatywnością. Mają za to wiele wspólnego z odpowiedzialnością karną — i słonym rachunkiem za cudzą „artystyczną fantazję”.

Byłeś świadkiem jakiegoś wypadku lub innego zdarzenia? Wiesz coś, o czym my nie wiemy albo jeszcze nie napisaliśmy? Daj nam znać i zgłoś swój temat!
Wypełnij formularz lub wyślij pod adres: [email protected].Kontakt telefoniczny z Redakcją Bolec.Info: +48 693 375 790 (przez całą dobę).