W 1963 roku władze Bolesławca z pewnością miały pełne ręce roboty. Zaczynała się poważna rozbudowa miasta, liczba mieszkańców rosła, a gdy w marcu urzędnicy postanowili dla odmiany wyjść w teren, to po kilkugodzinnym spacerze sporządzili ponad trzystronicową, gęsto zapisaną listę pilnych problemów do rozwiązania. "Nagle" okazało się, że Zakłady Mięsne nielegalnie wylewają ścieki do wyschniętego starego koryta Bobru, na rogu Wesołej i Dolnych Młynów wciąż zalega poniemieckie gruzowisko, prawdziwą plagą są bezpańskie psy, na ulicy Buczka ktoś zorganizował sobie nielegalny, cuchnący obornik, a przy hali sportowej Szkoły Podstawowej nr 1 (szkoła zajmowała budynek dzisiejszego starostwa) mieszkańcy zrobili dzikie wysypisko śmieci.
Przyznać trzeba, że urzędnicy wzięli się do roboty, ale 41 zauważonych przez nich problemów do rozwiązania wcale nie zamykało listy bolączek ówczesnych Bolesławian. Wielu z nich miało problem, który dziś może wydawać się zaskakujący, ale wtedy był naprawdę poważny - otóż o piątej rano mieszkańców Rynku i pobliskich ulic budził głośny huk silników... traktorów.
Tak. Traktorów.
Przez niemal cały 1963 rok do Miejskiej Rady Narodowej wpływały kolejne skargi na rolników, którzy już o piątej rano wjeżdżali na Rynek, a ryk silników ich traktorów zrywał wielu mieszkańców z łóżek. Jakby tego było mało, niektórzy rolnicy parkowali swoje traktory w centrum miasta i pozostawiali włączone silniki, aby później nie musieć odpalać traktorów od nowa. Nieraz się zdarzało, że rolnicy zostawiali włączone silniki nawet na godzinę, robiąc to nie tylko o świcie, ale też w ciągu dnia.
Mimo że urzędnicy też musieli nieraz narzekać na to, że nie mogą normalnie pracować, bo ktoś im zaparkował traktor prawie pod samym oknem i nie wyłączył silnika, sprawą zajęli się dopiero pod koniec września 1963 roku. Dopiero wtedy Komisja Ochrony, Porządku i Bezpieczeństwa Publicznego zdecydowała, że należy zakazać traktorzystom wjazdu do śródmieścia, a zwłaszcza do Rynku, bo jak zapisano w formalnym protokole...
Bywają przypadki, że traktory przejeżdżając przez śródmieście /szczególnie Rynek/ już od godz. 5 rano bardzo chałasują budąc dzieci i osoby dorosłe ze snu, dużo mieszkańców pracuje na zmiany nocne, a rano nie mogą spokojnie spać przez (...) silniki tychże pojazdów. Warkot traktorów przeszkadza również osobom pracującym w śródmieściu oraz przechodniom.
W latach 60tych częste przejazdy traktorów przez miasto były zupełnie normalnym widokiem. Rolnicy często przyjeżdżali nimi do młynów oraz magazynów i sklepów Gminnych Spółdzielni, a i sam Bolesławiec nie obejmował jeszcze swej obecnej lewobrzeżnej części, wówczas należącej jeszcze do Bolesławic. Tym niemniej ciągłe przejazdy przez Rynek o piątej rano i zostawianie odpalonych silników w centrum miasta musiało być niezwykle uciążliwe. Mimo zwłoki ze strony władz, sprawa ostatecznie została załatwiona po myśli mieszkańców i od tamtej pory traktorów w Rynku już więcej nie widziano.
Źródło: Archiwum Państwowe we Wrocławiu Oddział w Bolesławcu, akta Prezydium Miejskiej Rady Narodowej w Bolesławcu, sygn. 88.

~~emeryt napisał(a): Pozwolę sobie dodać coś od siebie. W 1963 roku jedyne traktory , nieliczne , jakie rolnicy posiadali , to były poniemieckie Landz Buldogi. Ich cechą charakterystyczną było to , że silnik wyposażony był w jeden tłok. Powodowało to potężny hałas. By taki traktor odpalić należało poświęcić trochę czasu by tzw. luftlampą rozgrzać od spodu element silnika gdzie potem dostarczane było paliwo, i pod wpływem temperatury następował samozapłon. Odpalało się go przy pomocy kierownicy. Nie dziwota, że jak odpalono rano silnik to praktycznie pracował cały dzień. W tamtych czasach pokazały się już nasze Ursusy c-45 , jak żywo przypominające konstrukcją Buldogi. Ze względu na hałas pracy i niekiedy wprost z komina wydobywające się iskry i ogień nazywano je Cybuchami. Osobiście nie pamiętam by w Rynku , jak pisze autor, takie cyrki się odbywały, ale w pochodach 1-szo majowych jechały co było nie małą atrakcją. Co to hałasu utrudniającego ludziom życie , to mogę z własnego doświadczenia powiedzieć , że mieszkając na Gdańskiej wielokrotnie prawie z łóżka spadałem jak jechały do , albo z POM-u.
Byłeś świadkiem jakiegoś wypadku lub innego zdarzenia? Wiesz coś, o czym my nie wiemy albo jeszcze nie napisaliśmy? Daj nam znać i zgłoś swój temat!
Wypełnij formularz lub wyślij pod adres: [email protected].Kontakt telefoniczny z Redakcją Bolec.Info: +48 693 375 790 (przez całą dobę).