Władze niemieckie zwlekały z rozkazem ewakuacji cywilów niemal do ostatniej chwili, i to pomimo tego, że już kilka tygodni wcześniej los całego regionu był już właściwie przesądzony. Nim 9 lutego Landrat Siegfried Kampf nakazał wreszcie ewakuację wiosek na prawym brzegu Bobru, samowolna ucieczka - nawet jeśli było się cywilem - mogła być uznana za dezercję i akt defetyzmu. A co za tym idzie, mogła być karana śmiercią.
Do Alt Warthau, czyli dzisiejszej Warty Bolesławieckiej, nakaz ewakuacji dotarł wieczorem. Kiedy sołtys Heyer go odebrał, czuł się na tyle niepewnie, że zaczął wydzwaniać do urzędu powiatowego (Kreisamt), aby potwierdzić jego autentyczność. Nie chciał brać na siebie odpowiedzialności za ewakuowanie wioski w sytuacji, gdy nie był pewny, że faktycznie może to wreszcie zrobić, bo nieszczególnie uśmiechała mu się wizja stryczka za rzekomą zdradę. Heyer koniec końców nie dodzwonił się do urzędu, ponieważ Landrat Kampf (słowo to w języku polskim, paradoksalnie, oznacza "walkę") spakował się i jak najszybciej uciekł na zachód, zostawiając swój powiat samemu sobie.
We wsi zapanował chaos, ale Heyer ostatecznie zarządził ewakuację. Już następnego dnia przez główne drogi w Alt Warthau zaczęły przechodzić kolumny uchodźców z Thomaswaldau (Tomaszów Bolesławiecki), co jeszcze bardziej spotęgowało zamieszanie, ponadto dawało się już słyszeć dochodzący ze wschodu huk sowieckich dział. Mieszkańcy musieli szybko spakować na drewniane wozy wszystko, co byli w stanie zabrać, mając na to bardzo mało czasu. Jeden z rolników wywiózł tylko gruby płaszcz, eksponowany dziś w Muzeum Śląskim w Görlitz . Z kolei najbogatszy rolnik we wsi, Paul Rönsch, na jednym wozie ewakuował siebie i swoją rodzinę, a na drugim, zaprzęgniętym w woły, pozwolił odjechać kilku innym osobom.
10 lutego o godzinie 20:00 w Alt Warthau nie został już praktycznie nikt. W północnej części wsi rozlokował się jedynie kilkuosobowy oddział Volkssturmu, sklecony na szybko z kilku miejscowych mężczyzn. Mieli oni pilnować pozostawionego we wsi dobytku swoich sąsiadów - przynajmniej dopóki to będzie możliwe. W oddziale znalazł się, między innymi, miejscowy nauczyciel i kantor, 49-letni Bernhard Geister, który popołudniu spakował jedynie ubrania, prowiant, rewolwer i kilka najpotrzebniejszych rzeczy, po czym wsiadł na rower i pojechał do gospody Ahlschera, wyznaczonej jako miejsce zbiórki. Dziś budynek tej gospody, znajdujący się w pobliżu kościoła, jest opuszczoną, pozbawioną dachu ruiną.
O godzinie 22 ci nieliczni "obrońcy" Alt Warthau, patrolujący północną część wioski, usłyszeli potężną kanonadę od strony Thomaswaldau, gdzie właśnie trwała duża pancerna potyczka między Wehrmachtem a Armią Czerwoną. Niemcy wyprowadzili tam silny kontratak, który ostatecznie nie miał żadnych szans powodzenia, ale nieco opóźnił sowiecki marsz w kierunku Bunzlau (Bolesławca). Kanonada trwała przez godzinę, po czym ucichła. Volkssturmiści mogli udać się na krótki odpoczynek.
Odpoczynek był krótki, bo już o północy oddział Geistera został rozformowany - Wehrmacht zaczął oddawać swoje pozycje i wycofywać się za Bóbr. Dowódca Geistera nakazał swoim podkomendnym jedynie to, żeby uciekali z wioski i próbowali dogonić swoich bliskich, ewakuujących się pomimo ekstremalnie silnych mrozów.
Bernahrd Geister, ostatni niemiecki nauczyciel w Alt Warthau, wsiadł na rower dwie godziny później i w towarzystwie Herberta Döringa wyruszył na południe, pozostawiając za sobą łunę pożarów, widoczną z płonącego Thomaswaldau.
Jedyne, co im sprzyjało, to brak wiatru i dodatkowych opadów śniegu, ale gdy dotarł do Giersdorf (Żeliszowa), okazało się, że mieszkańcy Alt Warthau podzielili się na szereg mniejszych, rozproszonych grup. Bernahrd swoich bliskich odnalazł dopiero sześć dni później.
Źródła:

~~Adam napisał(a): A można prosić czasami jakąś historię o Polakach?? Tak dla odmiany. Fajnie Pan pisze, dobrze się to czyta, ale proszę zerknąć na komentarze. Coś tu jakby zgrzyta.
~~typ napisał(a): R. Primke, M. Szczerepa, W. Szczerepa, Operacja Bolesławiecka 1945, Jelenia Góra 2020. to bajkopisarze nie raz mozna doszukac sie błednych nie sprawdzonych informacji wiec tą ksiażke raczej nalezy traktowac jak odniesienie do nadal nie potwierdzonych informacji
~~typ napisał(a): R. Primke, M. Szczerepa, W. Szczerepa, Operacja Bolesławiecka 1945, Jelenia Góra 2020. to bajkopisarze nie raz mozna doszukac sie błednych nie sprawdzonych informacji wiec tą ksiażke raczej nalezy traktowac jak odniesienie do nadal nie potwierdzonych informacji
Byłeś świadkiem jakiegoś wypadku lub innego zdarzenia? Wiesz coś, o czym my nie wiemy albo jeszcze nie napisaliśmy? Daj nam znać i zgłoś swój temat!
Wypełnij formularz lub wyślij pod adres: [email protected].Kontakt telefoniczny z Redakcją Bolec.Info: +48 693 375 790 (przez całą dobę).