Tuż po tym, jak zakończyła się II wojna światowa, w sporej części Europy konie stały się bardzo istotnym środkiem transportu. Przy ogromnych brakach benzyny, trudnościach w zdobyciu samochodu (o ciężarówce nie mówiąc) i w sytuacji, gdy wiele dróg oraz mostów zostało zniszczonych, jazda konna często była jedynym sposobem, aby gdziekolwiek się dostać.
W drugim tygodniu maja 1945 roku pierwsi polscy urzędnicy natrafili przed dworcem kolejowym w Bolesławcu na porzucone konie, wozy i rowery. Niestety, te konie były już martwe, a urzędnicy ci, tworzący Grupę Operacyjną Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów, pilnie poszukiwali koni do akcji żniwnej na polach. Nie mogąc ich znaleźć, chcieli zdobyć je od przechodzących przez miasto repatriantów, powracających do Polski z niemieckiej niewoli. Aby było to jednak możliwe, konieczne było sformowanie specjalnej straży, która by tych koni pilnowała.
Problem ze zorganizowaniem i koni, i pilnujących ich strażników, okazał się jednak ogromny, więc po miesiącu szef GO KERM, Michał Czarnota-Bojarski, pisał o nich w swych cotygodniowych raportach tak:
Konie były więc bardzo ważne, ale wciąż ich brakowało, skoro nawet urzędnicy nie byli w stanie pozyskać ich na swoje potrzeby więcej, niż kilka. W kolejnych miesiącach, gdy wokół miasta zaczęto tworzyć zaczątki późniejszych gmin, lokalne władze kładły ogromny nacisk na sporządzanie spisów wszystkich koni w danej okolicy, a każdy koń miał mieć własny dowód tożsamości, zabezpieczający jego właściciela na wypadek kradzieży zwierzęcia. Problemem okazał się brak weterynarza, który mógłby odpowiednio te konie badać - gdy w połowie lipca 1945 roku w Bolesławcu odbył się przegląd lokalnych koni, wyznaczony do ich przebadania polski lekarz w ogóle się na nim nie zjawił.
Konie były bardzo cenne, więc często dochodziło do przypadków ich kradzieży - szczególnie gdy od 17 września 1945 roku w okolicach Bolesławca zaczęli się osiedlać wysiedleńcy z Kresów Wschodnich. Osadnicy często przywozili ze sobą swoje konie, więc w powiecie zaczęła powoli wzrastać ich liczba - a co za tym idzie, było więcej okazji do dokonywania rozbojów.
W zachowanych dokumentach archiwalnych widać wyraźnie, że kradzieże koni były dokonywane przede wszystkim - choć nie wyłącznie - przez czerwonoarmistów. Warto podać kilka przykładów takich sytuacji:
Kradzieży koni dopuszczali się nie tylko sowieci - dla przykładu, 31 października 1945 roku dwóch Polaków z Nowej Wsi dostało polecenie ze starostwa w Bolesławcu, aby doprowadzić doń dwóch Niemców z ich wioski, którzy bezprawnie przypisali sobie dwa konie i byli podejrzewani o ich kradzież.
Konie były kluczowe do przeprowadzenia żniw, a gdy w nasze okolice zaczęli przybywać polscy osadnicy, konne wozy były podstawowym środkiem transportu, wykorzystywanym do rozwożenia ich po wioskach. W naszym regionie dramatycznie brakowało jednak lekarzy, także tych zajmujących się zwierzętami, więc zdarzały się nawet takie sytuacje, że tuż po rozwiezieniu danej grupy osadników koń padał martwy w swojej stajni. Problemem wśród koni - i innych gatunków zwierząt - były też choroby zakaźne, bo skoro brakowały weterynarzy, nie miał ich kto leczyć.
Źródła:

~~Piernikowy Buk napisał(a): W tamtych czasach bez koni ani rusz
~~Makowa Rzeżucha napisał(a):Ktoś napisał: ~~Piernikowy Buk napisał(a): W tamtych czasach bez koni ani rusz
Dziękuję że chciało ci się w niedzielę tak wcześnie wstać , i podzielić się z nami błyskiem twojego intelektu.
Byłeś świadkiem jakiegoś wypadku lub innego zdarzenia? Wiesz coś, o czym my nie wiemy albo jeszcze nie napisaliśmy? Daj nam znać i zgłoś swój temat!
Wypełnij formularz lub wyślij pod adres: [email protected].Kontakt telefoniczny z Redakcją Bolec.Info: +48 693 375 790 (przez całą dobę).