Co najmniej od II połowy XIX wieku w centrum Looswitz, czyli dzisiejszych Łazisk, stała sporej wielkości gospoda o nazwie Zum Landhaus. Jej lokalizacja była znakomita, gdyż ulokowano ją tuż przy trakcie z Bunzlau (Bolesławca) do Goldbergu (Złotoryi), w pobliżu miejsca, gdzie trakt ten krzyżował się z lokalną drogą do Gnadenbergu (Godnowa) i Alt Jäschwitz (Starych Jaroszowic). Jej pierwszym znanym z nazwiska właścicielem był niejaki Hugo May, o którym jednak wiemy głównie tyle, że zmarł w 1901 roku, pozostawiając po sobie żonę, syna... i gospodę.
Hugo May zapisał prawa do gospody swojej żonie, Mecie May, która jako młoda wdowa musiała pogodzić opiekę nad swoim jedynym dzieckiem z prowadzeniem biznesu, który od tej pory stał się jej jedynym źródłem utrzymania. Społeczna pozycja kobiet w ówczesnych Niemczech wciąż pozostawiała wiele do życzenia - kobiety wciąż nie miały żadnych praw wyborczych, nie mogły sprawować żadnych urzędów, a miejskie szkoły dla dziewcząt miały za zadanie przygotowywać uczennice do prowadzenia domu i wychowywania dzieci, a nie do prowadzenia interesów. Nie wiemy zresztą, czy Meta May w swojej młodości odebrała jakiekolwiek wykształcenie i czy miała szansę na coś więcej, niż ukończenie wiejskiej szkoły powszechnej.
Mimo tych licznych trudności, Meta May szybko zabrała się do pracy. Póki żył jej mąż, mogła się przyglądać temu, jak Hugo prowadził interesy i niewątpliwie z tych doświadczeń skorzystała. Okazała się sprawną zarządczynią o sporych ambicjach, bo w 1912 roku poważnie rozbudowała Zum Landhaus, powiększając swoją gospodę o imponującą salę balową ze sceną widowiskową. Gdy dwa lata później wybuchła I wojna światowa, korzystała na tym, że kobiet nie brano do wojska i nie tylko że przeprowadziła gospodę przez te trudne czasy, ale też oparła się późniejszej hiperinflacji, a gdy podczas Wielkiego Kryzysu z lat 1929-1933 różne okoliczne biznesy musiały ogłaszać upadłość, gospoda Zum Landhaus wciąż pracowała.
Sporym ułatwieniem dla Mety May w jej pracy musiało być to, że gdy w ostatnich dniach wojny cesarz niemiecki musiał uciekać z kraju, a Niemcy zaczęły zmieniać się w republikę, nowy rząd przyznał kobietom pełne prawa wyborcze. Sama Meta May przez lata swojej pracy doczekała się opinii solidnej i wykwalifikowanej karczmarki, a jej gospoda na tyle dobrze prosperowała, że mogła sobie pozwolić na zatrudnianie nie tylko obsługi lokalu, ale też prywatnej pomocy domowej. Szczególnie w czasach kryzysu niemałą pomocą służył Mecie jej syn, który gdy dorósł, został mistrzem rzeźnickim, a swój zakład prowadził tuż przy gospodzie, która dzięki temu nie musiała się obawiać, że w menu zabraknie mięsa.
Meta May z powodzeniem prowadziła gospodę co najmniej do 1935 roku, czyli do czasu, gdy wpadła w dość duże problemy finansowe. Syn Mety, nieznany nam z imienia, poza pracą w rzeźni zainwestował w ryzykowny handel bydłem, stracił na tym poważne pieniądze i Meta była zmuszona wesprzeć go finansowo. Szczęśliwie udało jej się jednak wyplątać także z tych kłopotów, ponieważ kierowała gospodą jeszcze na początku II wojny światowej - dzięki notce prasowej z dziennika Bunzlauer Stadtblatt wiemy, że podczas niemieckiej inwazji na Polskę lokalne struktury NSDAP zorganizowały w gospodzie Mayów pokaz dwóch wojskowych filmów propagandowych, cieszący się sporym zainteresowaniem mieszkańców Looswitz.
Dalsze losy Mety May nie są znane, ale podczas wojny jej gospodę przejął Wehrmacht, zakładając tam fabryczkę granatów. Rok po wojnie, gdy w Łasicach - jak tymczasowo nazwano tę wioskę - zaczęli pojawiać się polscy osadnicy, uszkodzona już wcześniej fabryczka została zdemontowana (aresztowano za to kilka osób), a w dawnej sali balowej urządzono katolicką kaplicę, która w kolejnych dekadach przekształciła się w czynny do dziś kościół.
Meta May może być dzisiaj przykładem kobiety, która mimo życia w patriarchalnym społeczeństwie, w czasach, gdy kobiety musiały aktywnie walczyć o swoje prawa, konsekwentnie dążyła do celu i zbudowała nie tylko biznes, którym potrafiła sprawnie kierować pomimo wojen, wielkich kryzysów ekonomicznych i różnych prywatnych perypetii, ale też solidną osobistą reputację i dobrą opinię.
Źródła:

Byłeś świadkiem jakiegoś wypadku lub innego zdarzenia? Wiesz coś, o czym my nie wiemy albo jeszcze nie napisaliśmy? Daj nam znać i zgłoś swój temat!
Wypełnij formularz lub wyślij pod adres: [email protected].Kontakt telefoniczny z Redakcją Bolec.Info: +48 693 375 790 (przez całą dobę).