Chińczycy nazwali jedną z miejscowości "Bolesławiec"? To ściema, nie ma na to żadnych dowodów. Wyjaśnienia ekspertki [WIDEO]
Nie ma żadnego „chińskiego Bolesławca”. Sinolożka z Szanghaju obala medialny mit i tłumaczy, dlaczego ta historia jest całkowicie zmyślona.
Ceramika bolesławiecka (fot. Kazimierz Marczewski / Bolec.Info)
Polskie media podchwyciły historię o rzekomej chińskiej miejscowości nazwanej „Bolesławiec”, która - według opowieści przekazywanej przez panią Weronikę Kalich - miałaby umożliwiać tamtejszym producentom legalne opisywanie swoich wyrobów jako „ceramiki bolesławieckiej”. Wiele tytułów publikacji zawierało właśnie taką informację, o nazwaniu jednej z chińskich miejscowości.
Pisaliśmy o tym także my, w tekście, w którym wskazywaliśmy, że lokalne firmy ceramiczne narzekają na podróbki, brak rąk do pracy i rosnące koszty produkcji - więcej w tekście pt. "Ceramika bolesławiecka walczy o przyszłość. Podróbki, koszty i brak rąk do pracy".
Problem w tym, że takie przejęcie nazwy Bolesławiec i nazwanie w ten sposób chińskiej miejscowości się nie wydarzyło. Nie ma żadnych dowodów, żadnych dokumentów, żadnych zdjęć, a sama autorka tej historii nie potrafi wskazać tej miejscowości na mapie.
Sprawę postanowiła wyjaśnić Weronika Truszczyńska - sinolożka, absolwentka Studiów o Współczesnych Chinach, pilotka wycieczek, organizatorka wyjazdów biznesowych i tłumaczka, mieszkająca w Szanghaju od 2015 roku. Jej komentarz, opublikowany w internecie, pokazuje, że cała sensacja to klasyczna urban legend. Weronikę Truszczyńską śledzi na Facebooku ponad 150 tysięcy osób.
Dlaczego „chiński Bolesławiec” nie może istnieć?
Truszczyńska zaczyna od podstaw językowych i administracyjnych:
-
W Chinach nazwy miejscowości muszą być zapisane znakami chińskimi.
-
W mandaryńskim nie istnieje dźwięk „w”, więc nie da się zapisać fonetycznie słowa „Bolesławiec”.
-
Język mandaryński ma około 400 sylab, których nie można dowolnie tworzyć ani modyfikować.
Ekspertka sprawdziła oficjalną transkrypcję nazwy Bolesławiec na chińskich mapach i mówi: - Rzeczywiście wpisałam tę nazwę na mapie chińskiej i nic. Pokazuje się tylko miejscowość w Polsce.
To jednoznaczne: nie istnieje żadna chińska miejscowość o tej nazwie.
Zero dowodów. Zero dokumentów. Zero zdjęć.
Truszczyńska zwraca uwagę, że opowieść o „chińskim Bolesławcu” nie ma żadnego potwierdzenia:
- Nie mamy żadnych zdjęć, żadnych dowodów, żadnych dokumentów. No to wiecie, ciężko jest z czymś takim rozmawiać.
Porównuje tę historię do innych legend krążących od lat:
- Jak byłam dzieckiem, też słyszałam informacje, że niby Chińczycy zmienili nazwę miasta na Parma, żeby móc produkować szynkę parmeńską. Nigdy żadnych dokumentów co do tego nie widziałam.
Podróbki ceramiki bolesławieckiej? Tak. Ale do tego nie trzeba „chińskiego Bolesławca”
Ekspertka nie ukrywa: Chińczycy podrabiają wszystko. Ale nie w taki sposób, jak sugerują polskie media.
- Naprawdę nie trzeba zmieniać nazwy miasta na Bolesławiec, bo podróbki Bolesławca może produkować jakiś tam pan Wang w swojej pracowni pod Zhengzhou - mówi.
Jak zaznacza, podrabianie nie wymaga fikcyjnych nazw miejscowości. Wystarczy fabryka, piec i rynek zbytu.
Afera z logo i „interwencje w ambasadach”? Ekspertka: to tak nie działa
W artykule cytowanym przez polskie media pojawia się kolejna wypowiedź:
- Znajomej producentce bezczelnie skopiowali logo, interweniowała w ambasadach, w urzędach i nic to nie dało.
Truszczyńska odpowiada na to bardzo stanowczo:
- Świetny timing, bo jeden z moich klientów też miał kilka tygodni temu taki problem. Wiecie co zrobiliśmy? Nie pisaliśmy do ambasady, tylko po prostu znaleźliśmy kancelarię w Chinach, która zajmuje się znakami towarowymi.
I dodaje: - Bo naprawdę w takich sytuacjach nie szuka się ambasady, tylko kontaktuje się z osobą, która zna lokalny rynek i wie, jak takie sprawy się rozwiązuje.
Wygląda na to, że część wypowiedzi lokalnych ceramików wynika raczej z nieznajomości realiów prawnych w Chinach, niż z faktycznych doświadczeń.
Zresztą i sam Bolesławiec zna historie z przejmowaniem czyjejś pracy i rejestracją znaków towarowych.
Ceramika przyszła do Europy z Chin, nie odwrotnie
Historia ceramiki i porcelany pokazuje, że absurdalne jest sugerowanie, że Chiny musiałyby kopiować europejskie nazwy miast, by produkować własne wyroby. To właśnie Chiny są kolebką porcelany - tam opracowano jej technologię ponad tysiąc lat temu, w czasach dynastii Tang i Song, a chińskie wyroby przez wieki uchodziły w Europie za luksus nieosiągalny dla lokalnych manufaktur. Dopiero w XVIII wieku, po odkryciu tajników produkcji w Miśni, Europejczycy zaczęli wytwarzać porcelanę na własną skalę. Innymi słowy: to Europa inspirowała się Chinami, a nie odwrotnie. Sama historia chińskiej ceramiki sięga 20 tys. lat wstecz. Najstarszą tradycję ceramiczną neolitu reprezentuje czerwona ceramika kultury Yangshao (ok. 5000–3000 p.n.e.).
Chińscy rzemieślnicy nie potrzebują „Bolesławca”, by produkować ceramikę - robią to od stuleci, w jakości i tradycji znacznie starszej niż jakakolwiek europejska manufaktura.
Fotoreportaż: 31. Bolesławieckie Święto Ceramiki - rynek - 14.08.2025r.
1 - 31. Bolesławieckie Święto Ceramiki - rynek - 14.08.2025r.
fot. UM Bolesławiec, 2025-08-15
Sonda Bolec.Info
Jakie jest Twoje zdanie na temat rzekomego istnienia chińskiej miejscowości o nazwie "Bolesławiec"?
wydawca, redaktor naczelny i dziennikarz portalu i gazety Bolec.Info.
Kontakt z Redakcją: redakcja@bolec.info · tel. +48 693-375-790
