Kocha historię i stare rowery
Adam Faltyn jest docenianym przewodnikiem turystów odwiedzających Bolesławiec. Kolekcjonuje także stare rowery. Jeden z nich ma 99 lat.
Adam Faltyn ze swoimi rowerami. (fot. Bernard Łętowski)
Adam Faltyn jest przewodnikiem historycznym po Bolesławcu, poza tym remontuje łodzie i pracuje jako nauczyciel. Od lat pasjonuje się historią Bolesławca, niegdyś pracował w Muzeum Ceramiki.
- Opowiadam historię, skupiam się na detalach, mówię ludziom o ciekawostkach związanych z naszym miastem i mniej znanych faktach - mówi przewodnik. - Globalna historia mniej ludzi interesuje, ale interesują ich ciekawe historie związane z danym miejscem. Prowadzisz kogoś gdzieś, pokazujesz jakiś element z tego miejsca, opowiadasz o nim historię i to zupełnie zmienia sposób patrzenia na dany przedmiot czy zabytek. Pokazuję turystom choćby ślady po krzesaniu ognia na Bazylice Mniejszej przed wejściem do niej. Zwykle ludzie przechodzą obok nich i nie wiedzą, że jest tam ten element. Że w czasach, kiedy nie było jeszcze zapalniczek i zapałek, krzesano ogień za pomocą łuku ogniowego.
Adam zwykle oprowadza wycieczki zamawiające taką usługę w Muzeum Ceramiki, działa też prywatnie i można go po prostu wynająć.
- Zainteresowanie nie jest małe, ale Bolesławiec nie jest miejscowością turystyczną, żebym cały czas był tym zajęty. Jest to taki dodatek związany z moją pasją, jednak nie źródło utrzymania - mówi Adam.
Zwykle stara się oprowadzać turystów w nieco archaicznym stroju. Dziś robił to także z jednym ze swoich rowerów.
- Do tych rowerów inny strój nie pasuje - mówi.
Ten rower to niemiecki Wanderer z 1927 roku (tak wynika z numeru ramy):
- Wbrew temu, co jest na tym emblemacie z przodu, to jest Wanderer, czyli Wędrowiec. Kupiłem go w Zittau od kolekcjonera starych rowerów. W Zittau przed wojną produkowano rowery, ciężarówki i motorowery. Potem, w czasach DDR, zaczęto tam produkcję pojazdów marki IFA, w tym popularnych Roburów - opowiada Adam. - Kupiłem go na oponach przedwojennych! Były one naprawiane w taki bardzo archaiczny sposób, że wkładano kawałek innej opony do środka i robiono z tego przeszywaną łatę.
Rower jest w pełni sprawny i Adam często nim jeździ. Nie na zbyt długie trasy, ale raczej po mieście i okolicach.
- Jest bardzo wygodny, pozycja na nim jest wyprostowana. Ma też oryginalne, luksusowe siodełko marki Wittkop. To znany i funkcjonujący do dziś producent siodełek rowerowych, firma założona w 1898 roku. Ciekawostką jest karbidowa lampa tego roweru, która wciąż działa, nawet mam w niej karbid. Ale nie odpalam jej zbyt często, bo boję się, że nie opanuję tego ognia. Szkło lampy też jest oryginalne.
Adam swoich rowerów nie maluje, czyści je jedynie i naoliwia.
- On jest tylko przeze mnie olejowany i nic więcej - mówi. - Rozkręcałem też tutaj łożyska, które są w super stanie. Uzupełniam olej za pomocą kalamitek, które są w środku na części suportu i na części piast. To wszystko wciąż działa, choć ten rower ma 99 lat. Jaką to ma wartość? Widziałem taki rower, nie identyczny, ale w w miarę oryginalnym stanie i ze wszystkimi oryginalnymi częściami za cenę około 4000 zł.
Drugi rower, którego Adam używa w Bolesławcu, to ten Durkopp z 1939 roku:

- Ten rower który kupiłem ze strychu, również z oryginalnymi oponami. Miał wiklinowe krzesełko rowerowe dla dziecka, które rozpadało się w rękach. Jeździła pewnie na nim jakaś dama, zapewne do lat pięćdziesiątych, tak myślę. To rower typu damka, ale magia tych rowerów to jest to, że one są wszystkie sztywne, jeździsz na nich mega wygodnie. Durkopp ma oryginalne siedzenie amortyzowane aż trzema sprężynami. W zasadzie pływasz na nim, jak na starej kanapie. To jest czysta przyjemność z jazdy.
Ten rower też ma oryginalny lakier.
- Wszystkie one są jakimś takim śladem, znakiem historii, więc ja tego nie zmieniam - mówi Adam. - Lubię tę patynę i odrestaurowanie ich, przemalowanie tych rowerów, byłoby po prostu zabójstwem dla tych wszystkich rys i tego czasu, które one razem spędziły na Ziemi.
Po Wrocławiu Adam jeździ trzecim swoim zabytkowym jednośladem, rowerem Phänomen pochodzącym z 1936 roku. Oto on:
- On też pochodzi z Zittau, czyli z tej późniejszej fabryki Robura. Też jest w oryginalnym stanie i jeździ do tej pory, ma bardzo dobre opony z pięćdziesiątego szóstego roku. I on na tych oryginalnych oponach jeździ i nie są one popękane. Wprawdzie ta farba, która została na niego naniesiona, schodzi i albo jest to element fabrycznie wadliwy, albo rower był wcześniej czarny i potem został przemalowany na czerwony.
- Od zawsze szukałem różnych starych rzeczy, już jako nastolatkowi udawało mi się znajdować jakieś elementy rowerowe, czy to korbę, czy jakąś starą zębatkę, albo starą ryflowaną rafkę. Ale nigdy nie miałem roweru w takim stanie, bo my na tych ziemiach te przedwojenne rowery znamy tylko z jakichś złomowisk. A tutaj wreszcie mam coś, co przetrwało na strychu po drugiej stronie granicy, było po prostu schowane i na szczęście wciąż nadaje się do użytku.
- Jeżdżenie na tych rowerach jest jak doświadczanie historii. Jeżdżę nimi na co dzień. Jadąc po starych ulicach Wrocławia czasem myślę o tym, że przed laty ktoś jeździł po tych brukach na takich samych rowerach. Trochę jednak te rowery oszczędzam. To są takie cruisery na wycieczki przy dobrej pogodzie. Startowałem kiedyś w amatorskich wyścigach, bikemaratonach. Daje to satysfakcję, ale przejechanie się na starym rowerze, to jest zupełnie inny sposób rozrywki. Tutaj nie konkurujesz, tutaj sobie jedziesz, jeżeli pasjonujesz się historią, to po prostu przejeżdżasz po starych ulicach i jesteś szczęśliwy.
Wskutek swojej rowerowej pasji Adam otrzymał także dość oryginalny prezent - taki żeton pochodzący prawdopodobnie z przechowalni rowerów istniejącej w Bunzlau prawdopodobnie w latach dwudziestych ubiegłego wieku:
- Kupowanie starych rowerów jest pasją nie dla każdego. Warto ich szukać, one gdzieś są, znalezienie ich i oddanie im nieco serca powoduje, że one mogą być nadal używane.
Fotoreportaż: Adam Faltyn i jego rowery
1 -
fot. Bernard Łętowski, 2026-07-16
Sonda Bolec.Info
Co sądzisz o trendzie renowacji starych przedmiotów, takich jak rowery?
dziennikarz i redaktor portalu i gazety Bolec.Info. Nie używa AI do pisania tekstów.
Kontakt z Redakcją: redakcja@bolec.info · tel. +48 693-375-790






