"Rekordowe ilości potłuczonego szkła" i "resztki po libacjach" zalegały w Parku Waryńskiego
13 lutego 1997 roku na łamach gazety "Nowe Łużyce" ukazał się artykuł, którego autorka bezlitośnie punktowała problem, jaki Bolesławiec miał z ulicznymi pijakami.
Park Bonina (fot. Dariusz Gołębiewski)
Nowe Łużyce to jeden z tytułów prasowych, który ukazywał się w latach dziewięćdziesiątych XX wieku w ówczesnym województwie jeleniogórskim i obejmował swoim zasięgiem cały ten region. Bolesławiec, będący jednym z jego największych miast, w naturalny sposób budził spore zainteresowanie pracujących w tej gazecie dziennikarzy, niejednokrotnie nie kryjących swoich opinii na temat różnych bieżących kwestii.
Przykład? 13 lutego 1997 roku na łamach Nowych Łużyc ukazał się ostry artykuł Tatiany Czarneckiej, zatytułowany Krajobraz z butelką. Tekst bardzo obrazowo opisywał, jak znajdujący się w centrum miasta Park Waryńskiego (dzisiejszy Park Bonina) coraz wyraźniej zmienia się w pijacką melinę. Dziennikarka opisała to miejsce następująco:
Rekordowe ilości potłuczonego szkła, kapsli i korków od butelek można znaleźć w parkach i na skwerach bolesławieckich zieleńców. Takim znamiennym przykładem jest park im. Waryńskiego znajdujący się w centrum miasta, gdzie już od wczesnych godzin rannych potykamy się o grupy pijących. Prawdopodobnie w alkohol zaopatrują się w pobliskim sklepie spożywczym, gdzie później na ławeczkach dają ulgę alkoholicznemu nałogowi, a okoliczny śmietnik i drzewa w parku służą im za miejski pisuar.
Redaktorka przypomniała, że zaledwie kilka metrów od Parku Waryńskiego znajdował się komisariat policji, zarzucając tym samym policjantom, że problem kolejnych pijackich libacji w tym rejonie mają w głębokim poważaniu. Pisała wręcz o immunitecie nietykalności, jakim według niej mieli cieszyć się chodzący po ulicach pijaczkowie, dodawała też, że wśród porozbijanego szkła i wymiocin codziennie bawią się dzieci.
Nawet najlepsze wystawy nic nie zmienią, jeśli nie pójdą w tym kierunku konkretne działania ze strony miasta. Ani kolorowy rynek, ani pełen zieleni park nie przyciągnie tzw. porządnego człowieka, jeśli będzie czuł się zdominowany obecnością i agresywnością pijanych ludzi - czytamy w archiwalnym artykule
Zapewne nieprzypadkowo w tym samym wydaniu Nowych Łużyc ukazał się inny tekst, który pośrednio także zahaczał o tę kwestię. Jarosław Jankowski w artykule Wszystkie dzieci nasze są? bił na alarm - bezczelnie odnosząc się przy tym do miejskich urzędników - że na początku 1997 roku Ministerstwo Edukacji Narodowej przestało dokładać się do zajęć pozalekcyjnych, co zmniejszyło ich liczbę w całym Bolesławcu niemal o połowę. Rządowe reformy spowodowały też, że w tym samym czasie 200 na 350 dzieci korzystających z prawa do darmowych posiłków to prawo utraciło, więc aby je wesprzeć, miasto musiało wziąć finansowanie ich dożywiania w szkołach na swoje barki.
Redaktor Jankowski, opisując to wszystko, stwierdził, że jeśli miasto nie znajdzie pieniędzy na dodatkowe zajęcia pozalekcyjne, wzrośnie ilość przestępstw dokonywanych przez, jak to określił, smarkatych mołojców.
Mowa o tym, by chronić najmłodszych obywateli Bolesławca od złodziejstwa, narkomanii i innych patologi - słowem, przed ulicą. I można tych oczywistych rzeczy nie zauważać i po raz kolejny przegrywać najmłodsze pokolenia. Ale to dziś tworzymy społeczność bolesławiecką, w której przyjdzie nam żyć za lat kilka czy kilkanaście - pisał
Miasto dostrzegało te problemy, czego dowodzi zachowana dokumentacja Komisji Oświaty, Kultury i Sportu Rady Miejskiej w Bolesławcu. Podsumowując swą działalność w II półroczu 1996 roku, członkowie komisji wnioskowali, aby przy tworzeniu projektów organizacyjnych szkół na rok szkolny 1997/1998 dać dyrektorom możliwość zwiększenia ilości zajęć pozalekcyjnych. Co ważne, aktywne na tym polu były też Młodzieżowy Dom Kultury, Bolesławiecki Ośrodek Kultury oraz inne instytucje kulturalne i sportowe.
Jako przykład tej aktywności można podać dane, jakie na koniec 1996 rok odnotował MDK - w prowadzonych tam zajęciach wzięło wtedy udział 570 osób, należących do 47 grupach zainteresowań. Biorąc jednak pod uwagę, że Bolesławiec liczył sobie wówczas niemal 50 tysięcy mieszkańców, potrzeby najmłodszego pokolenia wciąż pozostawały znacznie większe, niż to, co mogło im wtedy zaoferować miasto.
Nawiasem mówiąc, historia kołem się toczy, mam bowiem wrażenie, że Krajobraz z butelką w 2026 roku nieźle mógłby opisać sytuację, jaka od dawna ma miejsce w okolicach pomnika Kutuzowa.
Źródła:
- Archiwum Państwowe we Wrocławiu Oddział w Bolesławcu, Urząd Miasta Bolesławiec, sygn. 104.
- T. Czarnecka, Krajobraz z butelką [w:] "Nowe Łużyce", nr 6 (1997).
- J. Jankowski, Wszystkie dzieci nasze są? [w:] "Nowe Łużyce", nr 6 (1997).
Sonda Bolec.Info
Jakie zmiany chciałbyś zobaczyć w polityce miejskiej dotyczącej młodzieży?
współpracownik portalu i gazety Bolec.Info. Autor działu "Okruszki historii", historyk.
Kontakt z Redakcją: redakcja@bolec.info · tel. +48 693-375-790
