Czy to, co klikamy serduszkiem naprawdę istnieje?
Każdego dnia zostawiamy setki polubień pod zdjęciami i filmami, którym bliżej do marzeń niż rzeczywistości.
Instagram (fot. Bolec.Info)
Na początek, ślepa prawda. Wystarczy kilka minut spędzonych na social mediach, by odnieść wrażenie, że wszyscy prowadzą idealne życie - podróżują, rozwijają kariery, świetnie wyglądają i dzielą się wszystkim co możliwe, dbając o to, by wyglądało na idealne i bez zmartwień. Rzadko jednak zastanawiamy się nad tym, co dzieje się poza kadrem.
Nie widzimy stresu, zmęczenia, nieudanych dni ani chwil zwątpienia, a zamiast tego wyświetlają nam się momenty, które mają zachwycać i przyciągać uwagę. Jesteśmy ślepo zapatrzeni w fałszywą rzeczywistość, specjalnie stworzoną kosztem celebrytów, by karmić nas nieosiągalnymi fantazjami o życiu, które moglibyśmy osiągnąć. Dlatego łatwo uwierzyć, że życie innych jest pozbawione wad, podczas gdy nasze wydaje się mało interesujące. Warto więc zadać sobie pytanie, czy to, co tak chętnie nagradzamy serduszkiem, rzeczywiście odzwierciedla prawdziwe życie, czy jest jedynie jego starannie wykreowaną wersją?
Największym paradoksem Instagrama jest to, że doskonale wiemy, jak funkcjonuje ta aplikacja, a mimo to wciąż dajemy się jej zwieść. Mamy świadomość, że zdjęcia są przerabiane, wykonane z odpowiedniej perspektywy i wybrane spośród kilkunastu, a czasem nawet kilkudziesięciu ujęć. Wiemy również, że większość użytkowników pokazuje głównie swoje sukcesy, wyjątkowe chwile i osiągnięcia, pomijając wszystko to, co mniej atrakcyjne. Mimo tej wiedzy bardzo łatwo zacząć porównywać swoją codzienność do czyichś najlepszych momentów.
Fikcja a rzeczywistość
Szczególnie mocno mogą to odczuwać młodzi ludzie. Studia, pierwsza praca, wyprowadzka z domu czy poszukiwanie własnej drogi to etapy, które często wiążą się z niepewnością i stresem. Tymczasem media społecznościowe mogą sprawiać wrażenie, że wszyscy rówieśnicy już odnieśli sukces, podróżują po świecie, rozwijają swoje pasje i doskonale wiedzą, czego chcą od życia. Takie porównania potrafią skutecznie obniżyć samoocenę, choć w rzeczywistości opierają się jedynie na fragmentach cudzej codzienności, czego nie wszyscy są do końca świadomi i żyją w przekonaniu, że nie są w stanie osiągnąć tego samego w tak młodym wieku jak ich rówieśnicy oraz że nie podołają lub jeśli spróbują, to mogą mieć z tyłu głowy iż to, co planowali w bliskiej przyszłości, może nie pójść w tym kierunku, który by chcieli. Taki sposób myślenia może z czasem doprowadzać do poczucia bezradności, a zdarzają się przypadki, że nawet i do niechęci wobec próbowania osiągania własnych sukcesów, co często przez wielu ludzi jest postrzegane jako lenistwo oraz brak zaangażowania.
Sztucznie wykreowane życie może także wywoływać presję, zmuszając odbiorców do podejmowania drastycznych działań, takich jak przepracowywanie się bądź stawianie sobie większych poprzeczek w nauce oraz codziennym życiu, co natomiast skutkuje odcięciem się od rodziny i bliskich, a to może doprowadzić do dogłębnej samotności. Bajkowe życia nastoletnich dzieci bogatych ludzi może pokazać zakłamany obraz świata, powodując u młodych ludzi obawy o swoją przyszłość. Boją się oni oto czy będzie ich stać na utrzymanie samych siebie, gdy opuszczą domy rodzinne i pójdą na studia, tym bardziej, że w obecnych czasach trudno o znalezienie dobrze płatnej pracy, gdyż często pracodawcy wymagają kilkuletniego doświadczenia w swojej branży i ciągłej dostępności.
Jak wygląda "idealne" ciało?
Dużym problemem personalnym jak i społecznym jest dążenie do nieskazitelnej perfekcji młodych kobiet, rozprzestrzeniając fale kompleksów, problemów z odżywianiem i depresji u odbiorczyń. Niekiedy też owe "celebrytki" zachęcają do niezdrowego stylu życia, promując leki odchudzające. Na przykład w ostatnim czasie, mogliśmy zobaczyć, jak Serena Williams stosuje zastrzyki odchudzające w kampanii reklamowej na swoim Instagramie.
Na tym medium społecznościowym bardzo popularne jest także gloryfikowanie anoreksji, a najlepszym przykładem jest światowej sławy gwiazda Ariana Grande. Od dłuższego czasu pokazuje się w wątpliwym dla zdrowia stanie, oznajmiając w wywiadach i przed fanami, że czuje się świetnie. Wiele fanów może mieć tendencję do bycia ślepo zapatrzonym w "ideał", jaki kreują sobą znani ludzie.
Codziennością na Instagramie jest również marketing, gdzie popularne influencerki co chwilę promują nowy produkt, nakłaniając do jego kupna, pogłębiając problem konsumpcjonizmu. Kreuje to poczucie pełności u odbiorców, którzy zawsze za wszelką cenę spróbują zdobyć każdą nowość na rynku mody i kosmetyków lub znajdującą się w aktualnych trendach. Może to również skutkować chęcią bycia idealnym.
To, co ważne, to ulotne chwile
Coraz częściej można zauważyć również inne zjawisko – zamiast przeżywać ważne chwile, próbujemy je przede wszystkim udokumentować. Koncert oglądany przez ekran telefonu, zachód słońca fotografowany z każdej strony czy posiłek, którego nie można zacząć jeść przed zrobieniem zdjęcia, stały się codziennością. Wywołuje to u użytkowników lęk przed pominięciem wydarzeń (FOMO- ang. "fear of missing out"), gdzie każdy chce być wszędzie tylko po to, by pochwalić się tym na swoich social mediach. Niekiedy bardziej zależy nam na tym, by pokazać innym, gdzie jesteśmy, niż na tym, by naprawdę cieszyć się daną chwilą, ale Instagram to nie tylko piękne zdjęcia, ale również ogrom dyskusji pod tymi postami.
Czy na pewno wszyscy jesteśmy prawdziwi?
Okazuje się, że wiele kont, które komentują posty, może być fałszywych, często zaprogramowanych do wystawiania negatywnych opinii. Takie działania mają na celu w dużej mierze obniżenia samooceny danej osoby lub nastawienia innych przeciwko niej. Niektóre konta stworzone przez boty tworzą kontent, który z reguły zawiera fałszywe informacje, często oczerniające daną osobę lub grupę społeczną, powodując u odbiorców zniechęcenie do tych ludzi oraz prowadząc do politycznych i poglądowych konfliktów.
Stajemy więc na rozdrożu pomiędzy tym, co autentyczne, a tym, co wygenerowane przez algorytmy na potrzeby chwilowego zachwytu. Media społecznościowe – mające z założenia łączyć ludzi i budować mosty – w praktyce wybudowały cyfrowe mury, za którymi kryją się nasze lęki, kompleksy i samotność. Dajemy się wciągać w grę, w której reguły zostały ustalone przez algorytmy i marketingowych strategów, zapominając, że prawdziwa wartość życia leży zupełnie gdzie indziej niż w liczbie polubień czy wirtualnych komplementów.
Może więc najwyższa pora na solidny, cyfrowy detoks i powrót do tego, co naprawdę cenne?
Wyłączyć media społecznościowe, zamknąć smartfon i rozejrzeć się, jak marnujemy swój czas na gonienie za czyimś wykreowanym życiem. Najlepszym detoksem od social mediów jest chociażby wyjście na dwór i odetchnięcie świeżym powietrzem, lub spędzanie czasu z rodziną i przyjaciółmi. Nasza egzystencja jest czymś więcej niż pięknem wyretuszowanych zdjęć z Instagrama, dlatego warto zająć się tym, co dla nas najważniejsze, jak rodzina, czy przyjaciele, i nie dać sobie wbić do głowy, że nie może być równie wspaniałe.

