Nasi przodkowie uratowali Europę przed bolszewicką zarazą
Mija 106 lat od przełomowej kontrofensywy nad Wisłą i Wieprzem, która w ostatniej chwili ocaliła Polskę i Europę przed ofensywą bolszewickiej, leninowskiej Rosji.
Polska piechota maszerująca na wojnę z bolszewikami, lato 1920 r. (fot. domena publiczna)
W połowie sierpnia 1920 roku sytuacja wydawała się absolutnie krytyczna. Wojska bolszewickiej Rosji - dopiero dwa lata później przemianowanej na Związek Sowiecki - wyparły Wojsko Polskie i ukraińskie oddziały atamana Symona Petlury z Ukrainy i Białorusi, dosłownie zalewając kolejne regiony Polski. Jeden z bolszewickich głównodowodzących, Michał Tuchaczewski, nawoływał swoich żołnierzy, aby wraz z nim pomaszerowali po trupie pańskiej Polski na Niemcy i napoili swoje konie w wodach Renu. Odrodzona niecałe dwa lata wcześniej Polska wydawała się dosłownie rozpadać, a na okupowanym Podlasiu powstał już nawet zalążek bolszewickiego rządu "polskiego", sterowany przez czekistowskiego zbrodniarza, Feliksa Dzierżyńskiego. Powstał co prawda rząd ocalenia narodowego, a premier Wincenty Witos skutecznie agitował chłopów, aby masowo zaciągali się do wojska, ale bolszewicy stali już u bram Warszawy, Zamościa i Lwowa.
I stał się cud.
Autorstwo planu kontrofensywy na Wiśle i Wieprzu bywa przypisywane Józefowi Piłsudskiemu lub Tadeuszowi Rozwadowskiemu, faktem jednak jest, że polskie Naczelne Dowództwo zdołało odkryć lukę między dwiema bolszewickimi armiami, wbić w nią klin i uderzyć od tyłu na najeźdźców nacierających na przedmieścia Warszawy. Znakomicie spisały się nasze służby wywiadowcze, które zdołały złamać szyfry stosowane przez czerwonych, mogąc dzięki temu odczytywać ich wojskowe depesze. Niemałego wsparcia udzieliły nam Węgry, które same dopiero co uwolniły się od komunistycznych rządów, a teraz wysłały do Skierniewic potężny transport amunicji i uzbrojenia, wspierając polski wysiłek wojenny. Na froncie dzielnie bili się także Ukraińcy, których oddziały pod dowództwem pułkownika Marka Bezruczki obroniły przed bolszewikami Zamość. Z kolei bohaterska obrona niewielkiej stacji kolejowej w Zadwórzu, prowadzona przez niemal dobę przez 330 Polaków wobec stukrotnej przewagi Moskali, pozwoliła uratować Lwów i cały front południowy.
Zaskoczeni bolszewicy poszli w rozsypkę na całym froncie. Wojsko Polskie w zaledwie dwa miesiące dotarło spod Warszawy aż do Mińska, a w wyniku pozorowanego buntu oddziały generała Lucjana Żeligowskiego odebrały Litwie Wileńszczyznę, w miażdżącej większości zamieszkaną wtedy przez Polaków. Na południowym wschodzie oddziały polskie i ukraińskie (te drugie poważnie już przetrzebione) mogły ryzykować nawet drugą wyprawę na Kijów, ale ostatecznie w październiku 1920 roku Polacy i bolszewicy podpisali zawieszenie broni. Wojna się skończyła, a w marcu 1921 roku potwierdzono to traktatem pokojowym w Rydze.
Już wtedy dla części polskiej opinii publicznej traktat ryski był kontrowersyjny, bo Polska z własnej inicjatywy odstąpiła bolszewikom Mińsk, a jego podpisanie oznaczało skazanie Ukrainy na dekady życia pod krwawym komunistycznym jarzmem. Tym niemniej czerwona Rosja została pokonana i choć przez wiele lat na Kresy Wschodnie przenikała bolszewicka agentura, wszczynając liczne niepokoje, istnienie Polski udało się obronić. Ta historia pokazuje też, że w 1920 roku Polacy i Ukraińcy potrafili odłożyć na bok wzajemne różnice - nie zapominając jednak o nich -aby stawić czoła wspólnemu wrogowi, nadchodzącemu z Moskwy,. Naszym przodkom udało się dogadać i dzięki temu obronili Europę przed bolszewicką nawałą.
Mówienie o tym, że w sierpniu 1920 roku obroniliśmy Europę, nie jest wcale przesadzone. Celem bolszewików był marsz na Berlin, a ówczesne Niemcy faktycznie były wtedy na skraju rozpadu. W kraju szalały bojówki nacjonalistyczne i komunistyczne, gospodarka leżała na kolanach, a niemiecka armia rok wcześniej została okrojona do stanu zaledwie 100 000 żołnierzy. Gdyby Warszawa, Zamość i Lwów padły, bolszewicy już jesienią 1920 roku mogliby wieszać czerwoną flagę na wieży bolesławieckiego ratusza, defilować przed Bramą Brandenburską i zdobywać Drezno.
współpracownik portalu i gazety Bolec.Info. Autor działu "Okruszki historii", historyk.
Kontakt z Redakcją: redakcja@bolec.info · tel. +48 693-375-790
