REKLAMA
REKLAMASINMAG zaprasza
BolecFORUM
+ nowy temat
REKLAMABricomarche zaprasza
reklama
reklama
Okruszki Historii
22 sierpnia 2026r. godz. 10:13 Dariusz Gołębiewski ~7 min

Przyjechali pociągami z Jugosławii... i co było dalej?

Pierwsze miesiące życia osadników przybywających w nasze okolice z Jugosławii był wyjątkowo ciężkie i niebezpieczne - w każdej chwili można tu było stracić dobytek, a nawet życie.

Inscenizacja przybycia osadników z Jugosławii do Bolesławca
Inscenizacja przybycia osadników z Jugosławii do Bolesławca (fot. Dariusz Gołębiewski)

Powiat bolesławiecki w 1946 roku zdecydowanie nie był miejscem, które można byłoby nazwać bezpiecznym. Bolesławiec i Nowogrodziec leżały w gruzach, Polaków była tu ledwie garstka, dramatycznie brakowało lekarzy, a aprowizacja była fatalna. Największe wiejskie posiadłości zajmowała Armia Czerwona, bezkarnie grabiąca miejscową ludność, a strach przed niemiecką partyzantką stał się więcej niż uzasadniony po tym, jak banda uzbrojonych Niemców zaatakowała cegielnię w Czernej. 

5 kwietnia 1946 roku, gdy na bolesławiecki dworzec kolejowy wjechał pierwszy transport z przybywającymi tutaj z Jugosławii Polakami , byli oni dla regionu dosłownie wybawieniem. Większość z nich była co prawda bardzo uboga, wielu musiało zostawić na Bałkanach sporą część dobytku, ale nadal byli doświadczonymi, chętnymi do pracy rolnikami i rzemieślnikami. Część z nich przystąpiła do pracy w polu niemal natychmiast po zajęciu nowych gospodarstw, na gorąco zdobywając wiedzę o tym, jakie są tutaj gleby i jak należy na nich gospodarzyć. Niekiedy między osadnikami wybuchały nieuniknione spory o granice ich gruntów, rozstrzygane na bieżąco przez urzędników.

Gdy przyjeżdżały pierwsze transporty, Polaków z innych stron było tu nadal niewielu, za to w całym powiecie wciąż mieszkało wielu Niemców. W tej sytuacji wielu osadników musiało przez pewien czas mieszkać z niemieckimi właścicielami swoich nowych domów, co było dość niezręczne nie tylko dlatego, że w jednym domu nagle musiały się zmieścić dwie rodziny - dla ludzi, którzy przez ostatnie lata wiele wycierpieli z rąk Niemców i ich kolaborantów, słuchanie na co dzień języka wroga mogło być wręcz traumatyczne. 

A jednak wielu osadników i wysiedleńców zdołało się jakoś ze sobą dogadać. Mieszkając z Niemcami pod jednym dachem, Polacy niejednokrotnie zaczynali się z nimi zżywać, a nawet im współczuć. W owdowiałej kobiecie z dwójką dzieci nie widzieli niczyjej oprawczyni - prawdziwi zbrodniarze zdążyli stąd uciec przed wkroczeniem sowietów, nie żyli lub gnili już w celach - tylko brutalnie doświadczonego przez życie człowieka, którego czekało wygnanie z jego rodzinnych stron. 

Kolejnym problemem była bariera językowa. Wielu młodych ludzi, którzy nigdy nie mieszkali w Polsce - ba, nigdy wcześniej w niej nie byli - słabo mówiło po polsku. Między sobą mogli się co prawda dogadać po serbskochorwacku, ale kiedy szli do szkoły, musieli uczyć się języka przodków często niemal od zera. Ta bariera powodowała też, że nieraz wdawali się w konflikty z przybyszami z innych regionów, którzy Polaków niemówiących po polsku traktowali jako gorszych od siebie, a czasem odmawiali im nawet polskości. 

Prawdziwą plagą byli czerwonoarmiści, którzy nieustannie się upijali i napadali na każdego, kto stanął im w jakikolwiek sposób na drodze. Armia Czerwona, która nawet dziś bywa przez niektórych gloryfikowana i stawiana w roli "wyzwolicieli", szybko dała się we znaki także osadnikom z Jugosławii. W maju 1946 roku grupa pijanych sołdatów zaatakowała dom milicjanta w Parzycach - wiosce zasiedlanej właśnie przez osadników z bośniackiego Rakovca - mordując gospodarza dosłownie na jego progu. W czerwcu 1946 roku starosta Karol Bieniaszek tak pisał o zaistniałej sytuacji:

Na teren tut. Obwodu (...) napłynęła duża ilość różnych jednostek wojskowych Armii Czerwonej, w związku z tym stan bezpieczeństwa (...) pogorszył się, bowiem zaistniały masowe kradzieże w ogrodach owocowych i warzywnych, gwałcenie kobiet, zabójstwa, kradzieże i rabunki w mieszkaniach i na ulicach, oraz kradzieże krów i koni dokonywane przez żołnierzy Armii Czerwonej w dobytku (...) Polaków i ludności niemieckiej. 

Sytuacja była tak zła, że latem 1946 roku osadnicy z Kraszowic i Nowej Wsi Zebrzydowskiej skierowali oficjalną petycję do władz wojewódzkich, pytając o możliwość powrotu do Jugosławii. Było to oczywiście niewykonalne, bo wyjeżdżając do Polski, osadnicy zrzekali się nie tylko jugosłowiańskiego obywatelstwa, ale i całego pozostawionego przez siebie mienia - byli więc w sytuacji bez wyjścia. 

Aby zaradzić zagrożeniu, jakie poza pijanymi czerwonoarmistami tworzyli szabrownicy i zwyczajni bandyci, osadnicy zaczęli formować w poszczególnych wioskach straże obywatelskie. Zadanie było dosyć proste, bo na stacje kolejowe w Bolesławcu i Zebrzydowej przybywały kolejne transporty Polaków z Bałkanów, a gdy przydzielano im nowe domy, przyjęto prostą zasadę - mieszkańcy poszczególnych wsi z Jugosławii mają mieszkać jak najbliżej siebie. Ludzie dobrze się znali, a wielu z nich w czasie wojny służyło w partyzantce, więc takie straże nie tylko dawało się łatwo sformować, ale też były one umiejętnie dowodzone i mogły skutecznie bronić mieszkańców przed napastnikami.

Służba w takiej straży była jednak poważnym ryzykiem. Dowodem na to była tragiczna śmierć współtwórcy takiej formacji w Parzycach, Andrzeja Grabarza. W okolice Bolesławca przyjechał jednym z pierwszych transportów, a jego bogate doświadczenie z czasów walk partyzanckich w Bośni było niemałym wzmocnieniem dla straży, w której służył. Na początku grudnia 1946 roku wyjechał po przydział butów wojskowych do Bolesławca, ale kiedy wracał do domu, został zaatakowany przez grupę czerwonoarmistów, brutalnie pobity, ograbiony i porzucony w przydrożnym rowie. Partyzant zmarł, pozostawiając po sobie żonę i dwójkę dzieci, w tym jedno jeszcze nienarodzone. 

Polacy przybywający z Jugosławii nie mieli tu łatwego startu. Przybyli na zupełnie obce sobie ziemie, które choć krajobrazowo przypominały im dawny dom, były dla nich zupełnie nowym miejscem. Dla najstarszych z nich przybycie tutaj było już drugą wielką wędrówką życia, bo kilka dekad wcześniej też zostawili za sobą wszystko, aby osiedlić się na bośniackiej ziemi. Przyjeżdżali z często bardzo skromnym dobytkiem, zastając gospodarstwa, które czasem były niemal nietknięte, a czasem kompletnie zniszczone. Przez długi czas ich zdrowie i życie było zagrożone, bo musieli liczyć się z tym, że w każdej chwili może ich napaść pijany czerwonoarmista lub wyzuty z moralności szabrownik.

A jednak to właśnie oni przez kolejne lata byli oceniani przez miejscowych komunistów jako grupa najbardziej oporna na ich czerwoną propagandę. Wraz z osadnikami z innych regionów podjęli niełatwy trud odbudowy, tworząc miejsce, w którym możemy dzisiaj żyć. I powinniśmy być im za to zwyczajnie, po ludzku wdzięczni.

Źródła:

  • Archiwum Akt Nowych, Ministerstwo Ziem Odzyskanych, sygn. 1978.
  • Archiwum Akt Nowych, Państwowy Urząd Repatriacyjny - Zarząd Centralny w Łodzi, sygn. 216.
  • Archiwum Państwowe we Wrocławiu, Komitet Powiatowy PZPR w Bolesławcu, sygn. 52, 79.
  • Archiwum Państwowe we Wrocławiu Oddział w Bolesławcu, Miejska Rada Zarząd Miejski w Nowogrodźcu, sygn. 1.
  • Archiwum Państwowe we Wrocławiu Oddział w Bolesławcu, Starostwo Powiatowe w Bolesławcu, sygn. 1, 53, 97, 178.
  • Wydzierając puszczy ziemię. Wspomnienia bolesławieckich reemigrantów z Jugosławii, red. G. Strauchold, Bolesławiec 2016.
  • Materiały własne autora.

Oryginalne "Okruszki Historii" Dariusza Gołębiewskiego, oparte na kwerendach źródłowych i rozmowach ze świadkami historii, są dostępne tylko na portalu Bolec.Info. Jeśli w innym miejscu ukazują się ich streszczenia, niezawierające informacji o tekście oryginalnym, nie posiadają one autoryzacji autora i mogą być uznane za plagiat. 

Opracowane przez
Dariusz Gołębiewski
Dariusz Gołębiewski

współpracownik portalu i gazety Bolec.Info. Autor działu "Okruszki historii", historyk.

Kontakt z Redakcją: redakcja@bolec.info  ·  tel. +48 693-375-790
Oceń ten artykuł
Średnia ocena: 2,67 / 5  ·  głosów: 3
Daj nam cynk — zgarnij nagrodę!

Byłeś świadkiem wypadku lub innego zdarzenia? Wiesz coś, o czym jeszcze nie napisaliśmy? Daj nam znać!

REKLAMA
REKLAMA SRG zaprasza