Adrian Boczar i Szymon Wasylów ukończyli Bałtyk Bieszczady Tour
Dwaj bolesławianie dojechali rowerami z Wolina do Ustrzyk Górnych w niewiele ponad 55 godzin! Ukończyli ultramaraton o długości 1022 kilometrów.
Adrian Boczar podczas wyścigu. (fot. Szymon Wasylów)
Bałtyk Bieszczady Tour to morderczy ultramaraton kolarski zorganizowany już szesnasty raz. Wygrał go w tym roku Mariusz Cukierski, pobił zresztą własny rekord i ustanowił nowy rekord trasy wynikiem 30 godzin i 41 minut.
Adrianowi i Szymonowi pokonanie 1022 kilometrów zajęło niewiele ponad 55 godzin.
- Wrażenia to przede wszystkim olbrzymia satysfakcja z tego, że udało mi się przejechać do końca najbardziej kultowy ultramaraton w Polsce - mówi Adrian. - Poza tym niesamowita atmosfera, życzliwość ludzi, zarówno zawodników, którzy wspierali się nawzajem i pomagali w różnych sytuacjach na trasie, jak i ludzi, którzy zabezpieczali imprezę pod względem logistycznym.
Warto było wziąć w tym udział chociażby po to, żeby się sprawdzić fizycznie i psychicznie na tak długim dystansie. Każdy detal ma znaczenie, po jakimś czasie wszystko zaczyna być przeciwko tobie: zmęczenie, bóle, warunki atmosferyczne - to wszystko potrafi psychicznie i fizycznie cię upodlić.
Po dojechaniu na metę jesteś ogromnie szczęśliwy i dumny z siebie, że ukończyłeś jeden z najcięższych ultramaratonów w Polsce, endorfiny wygrywają z niesamowitym zmęczeniem. Jakieś 3 lata temu rozmawialiśmy o tym wyścigu z Szymonem mówiąc z uznaniem o zawodnikach, którzy podejmują się tego wyzwania, bo to jednak bardzo wymagający dystans. Czuję, że zrobiliśmy coś naprawdę dużego.
Adrian i Szymon na trasie wyścigu.
Warunkiem dopuszczenia do startu było wcześniejsze przejechanie co najmniej 500 kilometrów podczas innego ultramaratonu.
Obaj przejechali cały dystans w ciągu 55 godzin i 42 minut. Na metę wjechali razem.
Z Wolina wyruszyli w piątek 21 sierpnia o godzinie 19:05, dojechali do Ustrzyk 24 sierpnia o godzinie 2:47. Obaj Bolesławianie musieli jechać przez ponad 18 godzin w deszczu. Adrian i Szymon na 91 i 92 miejscu spośród 222 zawodników w ich kategorii. Około 30 kolarzy wyścigu nie ukończyło.
- Start w Bałtyk-Bieszczady Tour był dla mnie przygodą życia - mówi Szymon. - Po drodze przeżyłem wiele kryzysów, ale dzięki wsparciu Adriana i bardzo dobrze zorganizowanym punktom żywieniowym na trasie, udało mi się finalnie ukończyć maraton. Największym wyzwaniem był dla mnie brak snu - łącznie spaliśmy niecałą godzinę. Bardzo bolały mnie też nadgarstki. Po drodze przeżyliśmy wiele godzin jazdy w deszczu, kraksę i finalne wyniszczające 150 km po Bieszczadach, które musieliśmy przejechać nocą.
To było najtrudniejsze doświadczenie w moim życiu - zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Jestem szczęśliwy, że się udało i nie żałuję ani kilometra. Polska jest piękna, tym bardziej widziana z poziomu siodełka. Największe wrażenie zrobiły na mnie Góry Świętokrzyskie i trasa od Starachowic do Sandomierza. Piękny był także fragment trasy do Łańcuta. Po drodze wstąpiliśmy do sklepu, w którym nie można było płacić kartą - właścicielka poczęstowała nas wodą i słodkościami za darmo, życząc powodzenia. Zdaje się, że mieszkańcy wielu miejscowości kojarzą tę imprezę i są bardzo życzliwi dla kolarzy. Chciałbym podziękować wszystkim, którzy wysyłali do nas miłe wiadomości oraz pomogli na wiele różnych sposobów. Teraz czas na odpoczynek i planowanie kolejnych startów.
Nocny odpoczynek podczas Bałtyk Bieszczady Tour.
Szymon przygotowuje się do tego, aby w najbliższych latach przejechać jeden z najcięższych ultramaratonów kolarskich, Race Across America. To 5000 km od zachodniego do wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych. Jego przygotowania możecie śledzić na kanale YouTube https://www.youtube.com/@dokumentalista
Zmęczeni kolarze po wczorajszym powrocie do Bolesławca.
Sonda Bolec.Info
Jakie wyzwanie wydaje się najtrudniejsze podczas ultramaratonu?
dziennikarz i redaktor portalu i gazety Bolec.Info. Nie używa AI do pisania tekstów.
Kontakt z Redakcją: redakcja@bolec.info · tel. +48 693-375-790

