Sylwester Łukasiewicz z Bolesławca o filmie „Back to One – Return to Ground Zero". Premiera w TVN24 BiS w 25. rocznicę zamachów 11 września
Pochodzący z Bolesławca Sylwester Łukasiewicz, dwukrotny laureat nagrody Emmy, opowiada nam o kulisach powstania filmu „Back to One – Return to Ground Zero".
Sylvester Łukasiewicz (fot. arch. prywatne)
W 25. rocznicę zamachów na World Trade Center polscy widzowie zobaczą dokument „Back to One – Return to Ground Zero", którego autorem jest pochodzący z Bolesławca Sylwester Łukasiewicz (pisaliśmy o tym w artykule „Film bolesławianina Sylwestra Łukasiewicza w TVN24 BiS - w 25. rocznicę zamachów 11 września film o powrocie na Ground Zero"). Film opowiada historię Stephena Lindseya, byłego pracownika słynnej restauracji Windows on the World na szczycie jednej z wież WTC, który po 24 latach wraca na teren odbudowanego kompleksu.
Twórca od lat mieszka i pracuje w Nowym Jorku, gdzie związany jest z telewizją publiczną CUNY TV i PBS. To dwukrotny laureat nagrody Emmy w kategorii montażu i produkcji wideo, a na jego koncie jest także osiemnaście nominacji do New York Emmy, dwadzieścia nagród Telly i czternaście Communicator Awards. Dla mieszkańców Bolesławca jego droga – od rodzinnego miasta po międzynarodowy dorobek w filmie dokumentalnym – jest szczególnie interesująca.
Zanim film trafi na antenę, porozmawialiśmy z Sylwestrem Łukasiewiczem o tym, skąd wziął się pomysł na dokument, jak wyglądały prace nad nim i co zaskoczyło samego reżysera. Oto nasza rozmowa.
Marcin Marczewski (Bolec.Info): Skąd pomysł na film?
Sylvester Lukasiewicz: Pomysł na nagranie filmu był bardzo spontaniczny. Od początku naszej znajomości, a później przyjaźni ze Stephenem, wielokrotnie opowiadał mi o swoich przeżyciach związanych z 11 września. Przez prawie pięć lat pracował jako kelner w restauracji Windows on the World na 107. piętrze jednej z wież World Trade Center.
Jak się poznaliście?
Po raz pierwszy spotkaliśmy się na uczelni kilka miesięcy po wydarzeniach 11 września. Ja kontynuowałem wówczas studia filmowe, a on - w wyniku utraty miejsca zatrudnienia oraz niemal siedemdziesięciu swoich współpracowników - postanowił powrócić do wieloletniej pasji i miłości do scenopisarstwa.
Jakiś czas po ukończeniu studiów, w 2004 roku, Stephen przeprowadził się do Los Angeles i podjął pracę w Hollywood. Od tamtej pory pozostawaliśmy w kontakcie telefonicznym. Umówiliśmy się, że raz w tygodniu - w każdy czwartek - będziemy rozmawiać lub wymieniać SMS-y. Z czasem stało się to stałym, wręcz naturalnym elementem naszej znajomości.
Jak zrodził się sam pomysł nagrania?
Przy każdej rocznicy 11 września Stephen opowiadał mi o swojej nadziei, że w kolejnym roku zdobędzie się na podróż do Nowego Jorku i odwiedzi odbudowany teren World Trade Center oraz znajdujący się tam memoriał.
Po wielu latach starań, w ubiegłym roku, wraz ze swoją nową żoną zdecydował się przyjechać do Nowego Jorku z okazji 24. rocznicy 11 września. Dzień przed ich przyjazdem zaplanowaliśmy, że następnego ranka spotkamy się na śniadaniu, a później przejdziemy się po odbudowanym terenie WTC. Bardzo zależało mu na tym, żebym towarzyszył mu w tak trudnych i emocjonalnych chwilach.
Jeszcze tego samego dnia, po przemyśleniu naszej rozmowy, przyszedł mi do głowy pomysł, żeby w jakiś sposób uwiecznić to wydarzenie. Miałem przeczucie, że może to być dla nas obu niezwykłe i nieoczekiwane przeżycie. Oddzwoniłem do Stephena i zaproponowałem nagranie. Chciałem użyć minimalnej ilości sprzętu, aby zapewnić mu swobodę i możliwość skupienia się na własnych przeżyciach.
Jak wyglądał sam dzień zdjęciowy?
Następnego dnia, po długim i serdecznym uścisku - pierwszym od czternastu lat - przypiąłem Stephenowi mikrofon do marynarki. W tym momencie zupełnie jakby zapomniał o kamerze i nagraniu. To, co wydarzyło się później, zostało zarejestrowane na filmie.
Co działo się z materiałem po nagraniu?
Po zakończeniu nagrań odłożyłem materiał na półkę i przez długi czas o nim nie myślałem. Dopiero w grudniu, podczas jednej ze śnieżnych zamieci, postanowiłem przejrzeć surowe nagrania i przypomnieć sobie naszą rozmowę sprzed trzech miesięcy.
Już po obejrzeniu zaledwie kilku minut z trzech godzin materiału zorientowałem się, że w opowieściach Stephena kryją się niezwykle żywe i sugestywne historie. Bardzo szybko odezwał się we mnie instynkt dokumentalisty oraz potrzeba wyłuskania poszczególnych wątków i scen, a następnie zbudowania z nich czegoś interesującego i przystępnego dla widza.
Jak powstawała ostateczna forma filmu?
Po kilku tygodniach przeglądania materiału i montowania poszczególnych scen doszedłem do wniosku, że brakuje mi wielu obrazów - tak zwanych przebitek - które mogłyby wypełnić luki lub wizualizować wypowiedzi bohatera.
Z czasem podjąłem również decyzję dotyczącą stylistycznego kierunku filmu. Nie chciałem tworzyć typowego filmu przedstawiającego tragedię, jaką były ataki z 11 września. Zależało mi raczej na niekonwencjonalnej, emocjonalnej podróży w przeszłość - przez wspomnienia i anegdoty z tamtych czasów. Dlatego zacząłem myśleć nie o setkach zdjęć i klipów, którymi mógłbym wypełnić film, lecz o tym, jak - koncentrując się na opowieściach Stephena - minimalistycznie pokazać widzowi coś równie znaczącego.
Co Cię zaskoczyło podczas pracy nad dokumentem?
To, co zaskoczyło mnie już chyba w trakcie nagrań, to swoboda, z jaką Stephen czuł się w moim towarzystwie, oraz łatwość, z jaką potrafił zagłębić się w swoje emocje i odległe wspomnienia.
W pełni uświadomiłem to sobie dopiero podczas montażu i budowania łuku narracyjnego. Zaskoczyło mnie wtedy, jak bardzo Stephen był zdezorientowany w miejscu, w którym się znajdował, a jednocześnie jak szybko powracała jego pamięć o miejscach, których już tam nie ma.
Dodało to filmowi kolejny ważny wątek: refleksję nad siłą ludzkiej pamięci w związku z miejscem i fizyczną obecnością. Dotknięcie wygrawerowanych imion zaginionych przyjaciół na parapetach memoriału przywracało ich do życia - przynajmniej na chwilę - w jego wspomnieniach.
Co chciałbyś, żeby widzowie wynieśli z tego filmu?
Mówiąc najprościej, ten film jest krótkim wycinkiem z życia jednego człowieka, podsumowującym wiele lat przyjaźni, wspomnień i niezapomnianych przeżyć.
Mam nadzieję, że każdy, kto obejrzy ten film, odbędzie niezwykłą podróż w przeszłość - również do własnych wspomnień - ale także spojrzy przed siebie i dostrzeże innych ludzi, którzy, podobnie jak my, próbują odnaleźć się w świecie pełnym strat, pamięci i nieobecności.
Dziękuję za rozmowę.
Dziękuję.
Kiedy premiera? „Back to One – Return to Ground Zero" będzie można obejrzeć w czwartek 11 września na antenie TVN24 BiS – emisje zaplanowano na godz. 14:15 oraz 21:00. Dokument będzie dostępny również online dla subskrybentów platformy tvn24 GO w pakiecie tvn24plus. To 26-minutowy film krótkometrażowy, dostępny w języku angielskim z napisami – między innymi w języku polskim.
Sonda Bolec.Info
Co najbardziej interesuje Cię w filmie "Back to One – Return to Ground Zero"?
wydawca, redaktor naczelny i dziennikarz portalu i gazety Bolec.Info.
Kontakt z Redakcją: redakcja@bolec.info · tel. +48 693-375-790
