ISSN 2082-2553. Wydanie nr 4827, 21 stycznia 2021r.
zaloguj się
zarejestruj się
reklama

BolecFORUM Rozpocznij nowy temat
ROZPOCZNIJ NOWY TEMAT
reklama

reklama

BolecForum


Tylko na Bolcu5 grudnia 2020r. godz. 15:58, odsłon: 1376, Bolec.Info/Bolecnauci
Część w której Bolesław walczy ze śmiercią, próbując podrapać się po nosie, a Julia składa wymagającą obietnicę.
Bolesławiec - Informacje: Tajemnica szmaragdu - odcinek dwudziesty ósmy Sala operacyjna (fot. pixabay)

Już jest dwudziesta ósma część naszej bolesławieckiej powieści w odcinkach!

Dwudziesta piąta część tajemnicy szmaragdu - TUTAJ

Dwudziesta szósta część tajemnicy szmaragdu - TUTAJ

Dwudziesta siódma część tajemnicy szmaragdu - TUTAJ

Niezastąpiony Bolecnauta o pseudonimie M. znowu zdradza nam dalsze losy bohaterów. Zachęcamy gorąco wszystkich do komentowania! Czekamy na Wasze pomysły i opinie! Dzisiaj będziemy przy Bolesławie w szpitalu.


Pierwszy dźwięk, jaki usłyszał Bolesław, powoli odzyskując świadomość w miejscu, którego zapach wskazywał na salę szpitalną, był zwyczajnym i regularnym pikaniem. Dotąd taki dźwięk słyszał głównie w telenowelach, których akcja działa się w środowisku lekarskim. W filmach pikaniu zwykle towarzyszyło chlipanie najbliższej rodziny, stojącej za jakąś przeszkloną ścianą i wpatrującą się z niesłabnącą nadzieją w nieprzytomnego, walczącego o życie pacjenta. Scenarzyści melodramatów i seriali rzadko kiedy są na tyle okrutni, żeby pozwolić podłączonym do urządzeń monitorujących i podtrzymujących funkcje życiowe bohaterom pożegnać się z życiem. Ale oczywiście nie znaczyło to, że Bolesław mógł być pewny, iż zdołał skutecznie i trwale wyrwać się z kostuszych kościstych, zimnych łap.

Bolesław zastanawiał się, czy sala, w której się znajduje, również wyposażona jest w taką przeszkloną ścianę, zza której wszyscy przechodzący mogliby go sobie obserwować, jak gdyby był iskającym swoje futro rudym orangutanem w jakimś ogrodzie zoologicznym. Myśl o tym, że nawet zwyczajne podłubanie w nosie może być zauważone i wyśmiane, sprawiła, że poczuł ogromny wewnętrzny psychiczny dyskomfort. Miał nadzieję, że chociaż jego rodowe klejnoty nie są teraz wyeksponowane, jak u jubilera na wystawie.

A’propos klejnotów. Co z zielonym sześcianem? Czy włamywacz zdołał go odnaleźć w bagażniku czy może zadowolił się skrzynką ukradzioną z sejfu? Czy wiedział, że jest pusta? Bolesławowi trudno było na razie skupić myśli i przypomnieć sobie precyzyjnie przebieg wydarzeń w dniu strzelaniny. Obrazy mieszały mu się w głowie, przychodziły i uciekały na przemian. Było to bardzo irytujące, nie udawało mu się na razie przeanalizować sytuacji i wyciągnąć jakichkolwiek sensownych wniosków.

Regularność i ton pikania oraz to, że potrafił ten dźwięk zidentyfikować, wskazywały na to, że jeszcze nie opuścił tego padołu pełnego zła. Zła, które dla Bolesława przybrało nie tak dawno postać typa z twarzą pokrytą bliznami, trzymającego rewolwer wyciągnięty z kabury ukrytej pod nogawką. Ostatnie, co Bolesław pamiętał z okresu pełnej świadomości, to rozbłyski w lufie tego rewolweru, przeszywający ból, nagła jasna błyskawica w głowie i akrobatyczny obrót dookoła własnej osi tuż przed upadkiem na świeżo odnowioną posadzkę w jego garażu.

Oprócz regularnego „pik, pik, pik” oznaczającego, jak się domyślał, rytm jego bijącego serca, słychać było buczenie kilku urządzeń oraz miarowe syczenie aparatu wspomagającego oddech, przypominające pracę miecha kowalskiego. Nie mógł na razie stwierdzić, czy wszystkie te dźwięki pochodzą z maszyn podtrzymujących funkcje życiowe wyłącznie jemu, czy może ktoś jeszcze walczył o życie na tej sali, bo nie mógł otworzyć oczu, mimo, że próbował.

Otwarcie powiek było zdecydowanie ponad jego siły. Przestraszył się przez chwilę, czy aby nie oślepł. Próbował poruszyć także którąkolwiek z rąk, ale także one musiały ważyć tonę każda. Zdołał jedynie na razie poruszyć palcami u rąk. Na początek może być. Chwilowo odpadała możliwość podrapania okrutnie swędzących pleców, czy brzucha w okolicy lewego biodra, ale potem może spróbuje chociaż sięgnąć do nosa. Chrzanić przeszkloną ścianę. Podrapać się i podłubać chyba wolno?

Nigdy w życiu nie czuł się jeszcze tak bezradny jak obecnie. Nie miał pojęcia, w jakim stanie ogólnym, ani tym bardziej szczególnym się znajduje, ani też ile czasu już tu leży. Nie czuł żadnego mocnego, ani dokuczliwego bólu, więc na pewno faszerowano go niezłymi prochami. Gdyby nie te super medykamenty, ból z pewnością byłby nie do wytrzymania. Kilka razy w życiu odczuwał już skutki postrzałów i innych zadanych mu ran, więc potrafił docenić dobroczynne działanie silnych leków.

Usłyszał niewyraźne dźwięki przypominające odgłos kroków, które szybko ucichły i po chwili ponownie i łagodnie odpłynął. Nie wiadomo dokąd, ale w każdym razie bardzo daleko od samego siebie.

***

W następnych godzinach, a pewnie i dobach, okresy świadomości u Bolesława przeplatały się z zapadaniem w sen. Domyślał się, że sekwencje te wynikają z częstotliwości i wielkości dawek leków podawanych mu dożylnie za pomocą kroplówek. Wielokrotnie słyszał raz bliżej, raz dalej pomieszane rozmowy głosów męskich i kobiecych, więc wiedział, że cały czas znajduje się pod opieką personelu medycznego. Nie mógł jednak nic zrozumieć. Widocznie ze słuchem miał podobne problemy, jak ze wzrokiem. Póki co.

Nie pozostawało mu nic innego, jak tylko cierpliwie znosić swój stan. Na przemian budzić się i zasypiać. Wynurzać się z nieświadomości i się w nią z powrotem zapadać. Sam nie wiedział, które z tych stanów trwały dłużej. Wiedział jednak, że utrzymywanie go w tym stanie jest celowe. Robiono to dla jego dobra, aby jego organizm był w stanie zachować siły do walki o swoje zdrowie, a być może i życie. Zastanawiało go, czy gdyby to był jednak odcinek jakiegoś serialu o lekarzach i gdyby ściana jednak była przeszklona, to czy ktoś w ogóle by za tą ścianą stał i chlipał, niepokojąc się o niego?

Kolejne kroki, ciche krzątanie, i znowu… odpływ.

***

Cholera, czemu nadal nic nie widział? Na początek przydałoby się podniesienie chociaż jednej powieki. Choćby i do połowy. Utwierdziłoby go to przynajmniej w przekonaniu, że znajduje się na dobrej drodze, czyli odwrócony plecami do światełka w tunelu.

Próbował z nudów nucić w głowie jakieś melodie, pasujące do rytmu pikania urządzenia monitorującego pracę jego serca. I nawet udało mu się z kilkoma piosenkami, przy czym niektóre z nich musiały zmienić swoje tempo i brzmiały trochę jak mała winylowa płyta puszczana na prędkości 33. Najlepiej szła mu ta zabawa z przebojami Modern Talking. Dzięki wam, Dieter i Thomas. Jesteście najlepsi! Pik, pik, rytm i jedziemy…

Pik, pik, Geronimo’s Cadillac
Pik, pik, is making all girls too mad
Pik, pik, Geronimo has a heart
Pik, pik, oh, it’s a drag…

Ktoś głośno szurając butami przydreptał do sali, chyba zmienił kroplówkę na nową z kolejną porcją uśmierzającego specyfiku i za chwilę Bolesław znów miał wrażenie, jakby zanurkował na samo dno Rowu Mariańskiego.

***

- Proszę pana?

To do mnie? Ktoś wypowiedział moje imię. Ale ewidentnie musimy się nie znać, bo imię poprzedzone było oficjalnym „pan”. Głos jakby męski. Na pewno męski. Może lekarz?

- …yszy mnie pan? Halo?

No, nieźle. Próbuj dalej, panie nieznajomy lekarzu. Przepraszam, ale na razie panu nie odpowiem, bo nie mogę mówić, nic nie widzę, a i słabo słyszę, usprawiedliwiał się bezgłośnie wewnątrz swojej głowy Bolesław.

- Jutro wrócimy na OIOM, pani Olu. Siostro, pacjentowi kończy się eliksir snu – głosy wychodzą.

Halo, ja was słyszę i nawet rozumiem!

Pik, pik, Cheri cheri lady
Pik pik, goin’ through emotion
Pik pik, love is where you find it
Pik, pik…

Chyba ponowna wymiana flaszki, bo znów robi się cieplutko i przyjemnie, a potem zaliczenie czegoś w rodzaju lądowania po skoku na zbyt głębokie, ale mięciutkie łóżko wodne, które pochłania człowieka w całości.

***

Teraz Bolesław był już pewny, że dłużej nie śpi, niż śpi. Wnioskował to po tym, że znajdował już w sobie coraz więcej siły na utrzymywanie stanu skupienia i przypominanie sobie coraz obszerniejszych fragmentów ze swojego dotychczasowego życia. Zwłaszcza ostatnich, wywracających wszystko do góry nogami, kilkunastu dni jego życia.

Od momentu kiedy przypadkiem ponownie spotkał na swojej drodze Julię, opowiedział jej o poniemieckich wojskowych mapach Bolesławca, widzianych niedawno w archiwum, do chwili, kiedy dał się jej namówić na spacer po zakopaną przed laty skrzynkę. A przy okazji sprawdzenie, czy krzyżyki i przerywane linie na tych starych mapach nie kłamią i czy mogą pomóc w wyjaśnieniu tajemnicy istnienia zalanych tuneli pomiędzy zbiornikiem wodnym a magazynami jednostki wojskowej. Tuneli, które odkryli jeszcze jako nastolatkowie podczas nocnej, obfitującej w niebezpieczeństwa eskapady, zakończonej dla niego spotkaniem znienawidzonego brata, a dla Julii na tyle tragicznie, że to ona trafiła wtedy do szpitala w stanie zagrożenia życia, zupełnie tak jak obecnie Bolesław. Jak zna Julię, wkrótce żartobliwie obwieści remis.

Zabawa z przebojami Modern Talking musiała wreszcie się skończyć. Aż tyle ich przebojów Bolesław nie znał. Nawet „You can win if you want” znudziło się po piętnastym razie, mimo iż tytuł utworu stał się jego tymczasową dewizą. Pragnął, aby zdanie „Możesz wygrać, jeśli chcesz” towarzyszyło mu do czasu całkowitego wyzdrowienia i opuszczenia szpitala. A może i dłużej.

Bardzo chciał wygrać swoją walkę o zdrowie po to, by powrócić do Julii i aby ziściło się bajkowe „I żyli długo i szczęśliwie”. Bardzo chciał ją ponownie zobaczyć i usłyszeć jej głos. Przeprosić za to, że musiała się o niego martwić. Przeprosić za to, że leżał na tej sali, bo zamiast poczekać, aż bandyta spokojnie wyjdzie ze skrzynką z garażu, postanowił wcielić się w skazaną na porażkę rolę miotacza rowerów. Przeprosić za wszystkie swoje durne pomysły.

Nie wiedział, że życie Julii po kilkugodzinnej, nocnej operacji ratującej jego życie diametralnie się zmieniło. Że wzięła w swojej pracy kilkudniowy urlop, aby niemal każdą wolną chwilę stać za przeszkloną ścianą i ze strachem obserwować każdą nieregularność w przebiegu kilku linii wyświetlanych na monitorze. Że Julia nie chlipie, nie załamuje rąk, nie rwie włosów z głowy, ale jedynie się modli. Tak samo jak modlił się on w nieodległym od jego domu kościele na Placu Zamkowym wtedy, kiedy to Julia leżała w tym samym szpitalu niemal dokładnie trzydzieści lat wcześniej.

No to teraz skup się chłopie, musisz próbować, pomyślał Bolesław. Dla Julii. Monitor pika, więc spróbujemy z rytmem tego pikania.

Powieka lewa. Raz, pik, dwa, pik, i... Jest! Otworzyła się.
No to teraz druga. Pik, pik. I… już!

O, rany, ale tu wszystko wygląda niewyraźnie, stwierdził Bolek. No to teraz, mój drogi, musisz już poradzić sobie z ręką. Wydawała mu się wcześniej strasznie ciężka, ale stawiał pinezki przeciw zapałkom, że nie utył ani kilograma na szpitalnym, kroplówkowym wikcie. Wręcz odwrotnie.

O dziwo, z prawą ręką poszło dużo łatwiej niż z powiekami. Podniósł ją na kilka centymetrów i ponownie opuścił na prześcieradło. No to co, sięgnę do tego nosa, czy nie sięgnę?
Udało się!

- Rany Julek! – Bolesławowi wydawało się, że zakrzyknął. W rzeczywistości wydał z siebie jakiś taki niewyraźny skrzek. Nieważne. Może być i żabą. Ważne, aby wkrótce pojawiła się księżniczka Julia i złożyła na jego żabich ustach pocałunek.

***

Ktoś chwycił Julię za ramię i lekko potrząsnął. Szarpnęła się tak, że niemal spadła z krzesła, na którym siedziała. Musiała najzwyczajniej w świecie przysnąć ze zmęczenia z odchyloną do tyłu głową i otwartymi ustami. Klasyczna pozycja pasażera komunikacji publicznej, zwana popielniczką. Julia miała w repertuarze jeszcze kilka innych. Na przykład dzięcioł albo glonojad.

Julia zamknęła usta i otworzyła oczy. Tuż przed nią stała tylko trochę młodsza od Julii i nieco zbyt postawna siostra Żaneta, która całą sobą skutecznie zasłoniła widok całego korytarza.

- Pani Antonino, znaczy pani Julio! Obudził się. I chyba od razu panią zawołał! – poinformowała podekscytowana pielęgniarka, jakby to jej bliska osoba właśnie wybudziła się ze śpiączki.

Przez ostatnie kilka dni siostra Żaneta wysłuchiwała z cierpliwością, zrozumieniem i czasem popłakując, opowiadanej przez Julię historię ich znajomości z utrzymywanym w stanie śpiączki Bolesławem. A przynajmniej najważniejsze fragmenty tej wyciskającej łzy odysei, nadającej się co najmniej na hollywoodzki scenariusz filmowy. Oskar gwarantowany.

Julia nieco zbyt gwałtownie zerwała się z krzesła, o mało nie potrącając pielęgniarki, która przyniosła jej tą cudowną, długo wyczekiwaną wiadomość. Podbiegła do przeszklonej ściany, ale nawet nie spojrzała przez szyby na leżącego w sali Bolesława, tylko skierowała się od razu do otwartych drzwi po prawej stronie. Szybkim krokiem weszła do środka, popatrzyła na łóżko z pacjentem i zaskoczona krzyknęła na niego:

- Bolek, a co ty tam kombinujesz, bezwstydniku? Nie dłub w nosie!

Łzy same pociekły jej po twarzy. Zbliżyła się do swojego faceta z odzysku i złożyła dwa krótkie pocałunki, choć na pewno chciała więcej. Pierwszy na jego bladym czole, drugi na suchych, spękanych ustach, które na razie nie mogły jej jeszcze nic odpowiedzieć. A potem zbliżyła usta do jego ucha i wyszeptała:

- Teraz już nie pozwolę ci się wymknąć. Nigdy.


Czy Julia dotrzyma danego słowa? Czy w ogóle można złamać obietnicę daną w takim momencie? Koniecznie napiszcie w komentarzu jak podobają Wam się losy naszych bohaterów! Jak wyobrażacie sobie ich dalsze historie?

Kolejny odcinek już w środę!

Daj nam Cynk - zgarnij nagrodę!

Byłeś świadkiem jakiegoś wypadku lub innego zdarzenia? Wiesz coś, o czym my nie wiemy albo jeszcze nie napisaliśmy? Daj nam znać i zgłoś swój temat!

Wypełnij formularz lub wyślij pod adres: redakcja@bolec.info.

Kontakt telefoniczny z Redakcją Bolec.Info: +48 693 375 790 (przez całą dobę).


Pokaż/ukryj komentowany tekst

W górę   Wypowiedz się w tym temacie Strona < 1 2

~Piernikowy Migdałowiec   12 grudnia 2020r. o 14:52

~Piernikowy Migdałowiec

Postów:

Sobota już w stanie mocno zaawansowanym a odcinka brak. Niedobrze.
Zgłoś do moderacji Cytuj tego posta - Dodaj swoją odpowiedź  

W górę   Wypowiedz się w tym temacie Strona < 1 2

reklama Zapraszamy