ISSN 2082-2553. Wydanie nr 4770, 25 listopada 2020r.
zaloguj się
zarejestruj się
reklama

BolecFORUM Rozpocznij nowy temat
ROZPOCZNIJ NOWY TEMAT
reklama

reklama

BolecForum


Zgłoszenie treści posta do moderacji

Zgłaszający:

Temat dyskusji: Tajemnica szmaragdu - odcinek ósmy

Treść posta:
Skoro Karolina pyta, to ja odpowiadam, że tak, za chwilę zdarzy się ten cud...
******************
Już po trzech krokach Bolesław ocenił, że planowany manewr dosięgnięcia broni w biegu mu się nie powiedzie, więc odbił się od podłogi garażu, rzucając się do przodu na szczupaka. Zaczął lecieć z wyciągniętą przed siebie prawą ręką, znów trochę przypominając Supermana, ale bez peleryny i bez kosmicznego, puszystego kombinezonu. Przez chwilę rejestrował tylko pojedyncze klatki trwających wydarzeń. Wydawało mu się, że frunie nieruchomo i poziomo w nieskończoność, całkiem jak na japońskich kreskówkach, gdzie za lecącym bohaterem rysują się smugi oznaczające lot w powietrzu. Brakowało jeszcze tylko zbliżenia na jego wykrzywioną w grymasie i pokrytą kropelkami potu twarz, jak to bywa zwykle rysowane przez autorów tego rodzaju komiksów.

Bolesław doskonale wiedział, że ze względu na większy dystans miał mniejsze szanse w konkurencji doskoku do śmiercionośnej broni. Na szczęście dla niego, pomoc boska nadeszła i to nadeszła w sam czas, bo włamywacz przydeptał i zaplątał się w przewód stetoskopu, którego nie zdążył przed skokiem wyjąć z uszu. To spowodowało, że zanim jeszcze dobrze uniósł się na nogach, potknął się i nie znajdując żadnej podpory, machając rękami runął w przód jak kłoda, wprost pod nogi nadlatującego Bolesława.

Bolesław doleciał więc do pistoletu jako pierwszy, jednak z powodu znikomego oświetlenia powierzchni stołu, nie trafił dłonią precyzyjnie na uchwyt broni. Potrącony pistolet przesunął się głębiej pod ścianę i obrócił tłumikiem w kierunku wnętrza garażu. Bolesław próbował chwycić się blatu i podeprzeć nogami, aby jeszcze raz spróbować dosięgnąć broni, ale w tej samej chwili poczuł jak „kłoda” pod jego nogami chwyta go za nogawki i ściąga na podłogę. Bolesław stracił resztki równowagi i zsunął się w dół, ledwie unikając uderzenia brodą o krawędź stołu.

Na niedawno pomalowanej, jeszcze pachnącej żywicą epoksydową posadzce garażu, rozpoczęła się dynamiczna kotłowanina dwóch rosłych, silnych, zdesperowanych, byłych wojskowych. Walka wyglądała trochę jak mistrzowskie zapasy na macie. Każdy z zapaśników, polegając na swoim wyszkoleniu i doświadczeniu, usiłował unieruchomić zarówno kończyny górne, jak i dolne tego drugiego poprzez próbę objęcia przeciwnika wszystkimi swoimi własnymi kończynami. W takim zwarciu nie próbowali nawet wyprowadzić żadnego ciosu czy kopniaka, bo w tym momencie musieliby się odsłonić i narazić na kontratak nieprzyjaciela. Obydwaj sapali, stękali, ale nie odpuszczali i nie poddawali się. Tak byli wyszkoleni. Ktoś, kto by ich w tym momencie zobaczył, mógłby pomyśleć, że ewidentnie tą dziwną parę naszła ochota na jakieś gorące, wieczorne amory…

Amory trwały na podłodze jakieś półtorej minuty. Bolesław był świadomy, że uzbrojenie włamywacza mogło nie ograniczać się do leżącego gdzieś tam na stole pistoletu. Był przekonany, że przeciwnik może i nie wyciągnie zza pazuchy broni długolufowej, ale jakiś nóż na pewno tkwił gdzieś u niego w zwyczajowym miejscu chowania noża. Najbardziej prawdopodobne miejsca to pochwa przytroczona do paska spodni, albo pochwa przyczepiona do łydki i ukryta pod nogawką. Sądząc po ubiorze, zachowaniu i umiejętnościach włamywacza, Bolesław stawiał na łydkę. Musiał być więc bardzo czujny i starać się zawczasu wychwycić ewentualny moment sięgania przez kolesia w kierunku którejś z nogawek.

Podczas szamotaniny Bolesław osiągnął na razie tylko tyle, że zerwał z głowy bandyty opaskę z latarką. Nie licząc odcięcia go z sukcesem od dostępu do cichej i zabójczej broni, oczywiście. Opaska wylądowała dokładnie pośrodku garażu lampką do góry i mocnym strumieniem światła oświetliła sufit. Dzięki temu po całym garażu rozlała się rozproszona poświata. Od tego momentu szanse stron zdecydowanie się wyrównały.

Włamywacz pierwszy zrozumiał, że w przypadku niespodziewanego gościa, który nakrył go na włamaniu, a w którym zdołał rozpoznać faceta ze zdjęcia, taktyka unieruchomienia jednak się nie powiedzie. Wiedział już, skąd się wzięło to dziwne przeczucie, kiedy oglądał typa na zdjęciu. Czyli polowanie jednak będzie, ale nie z dystansu, lecz w bezpośrednim starciu i to na dużo groźniejszego zwierza, niż przypuszczał. Postanowił zastosować stary fortel. Udając opadnięcie z sił poczuł, jak również przeciwnik zwalnia uścisk, a wtedy lekko cofnął biodra, sprytnie uwolnił jedną nogę i wycelował nią precyzyjnie w brzuch Bolesława.

Ciężki wojskowy but zrobił robotę i Bolesław został z dużą siłą odrzucony pod prawą ścianę garażu, tę, na której wisiał rower. Przytrzymując się za brzuch i podpierając drugą ręką, Bolesław szybko przesunął się do ściany i oparł się o nią plecami. Włamywacz z kolei odwrotnym czworakiem także chwilowo wycofał się, ale pod drugą ścianę, tę bliżej której pod stołem znajdował się sejf. Stwierdziwszy, że długi płaszcz będzie przeszkadzał mu w dalszej walce, bez zbytniego odsuwania się od ściany powoli zsunął go z ramion, spuścił na podłogę między plecami a ścianą, po czym mocno popchnął zwinięty pakunek w kierunku otwartej bramy garażowej. Nie chciał widać, by cokolwiek z jego płaszcza dostało się w tej chwili przypadkowo w ręce rywala, gdyż był przekonany, że ten z wielu niepozornych nawet przedmiotów potrafiłby zrobić skuteczną i zadającą bolesne obrażenia broń. Wiedział też, że pozostawiony w płaszczu, co delikatniejszy ekwipunek z pewnością musiał ulec uszkodzeniu podczas zwarcia na podłodze.

Ale nie było to w tej chwili aż takie istotne, jak to, że jego przeciwnik ewidentnie pragnął i był zdolny z ofiary stać się myśliwym.
**************************
c.d. jutro
Pozdrawiam,
M.

Powód zgłoszenia:
Przepisz kod z obrazka



reklama Zapraszamy
reklama Mrowka zaprasza