Konflikt w wesołym miasteczku
Początek Święta Ceramiki ujawnił aferę dot. wesołego miasteczka. Kto popełnił błąd? Kto poniesie konsekwencje?
Wesołe Miasteczko (fot. Kazimierz Marczewski)
W czasie Bolesławieckiego Święta Ceramiki na placu Popiełuszki ma funkcjonować wesołe miasteczko. Firma z Czech, która wygrała przetarg otrzymała od miasta (organizatora BŚC) prawo wyłączności płacąc za to odpowiednią kwotę pieniędzy. W przetargu wystartowały inne firmy, ale deklarowały mniejsze sumy i przetarg przegrały.
Tymczasem dyrektor Szkoły Pijarów podpisał na trzy lata umowę z innym, polskim, wesołym miasteczkiem z okolic Warszawy na wynajem swojego placu podczas Święta Ceramiki. Drugie wesołe miasteczko zainstalowało się więc na boisku Szkoły Pijarów i zaproponowało konkurencyjne ceny.
To nie spodobało się właścicielom pierwszego wesołego miasteczka, które dostało od organizatora Święta Ceramiki prawo dot tzn. wyłączności. Zainterweniowali więc oni u organizatora.
Pijarzy organizując wesołe miasteczko, chcieli zebrać środki na potrzeby szkoły. Po interwencji i naciskach ze strony miasta dyrektor szkoły, który według naszych informacji nie chciał wchodzić w konflikt z miastem, zdecydował o zerwaniu umowy drugiemu lunaparkowi. Firma jednak się z tym nie zgodziła i uznała, że zerwanie umowy nie może być skuteczne. Zdaniem firmy, zgodnie z prawem decyduje o tym sąd.
Potem już działy się tylko rzeczy dziwne i szokujące. Najpierw wynajęta została ochrona oraz zaangażowana Straż Miejska - mimo, że sprawa dotyczyła prywatnego terenu. Była też policja. W akcji "odbijania terenu" brały też udział spółki miejskie, choć nie wiadomo na czyje zlecenie działały. Wszystko po to, aby zmusić siłą drugie miasteczko do zaniechania swojej działalności.
Zamknięto wszystkie bramy wejściowe i obstawiono drugie miasteczko firmą ochroniarską i strażą miejską. Wypuszczano bawiące się dzieci i młodzież, ale kolejnych gości nie wpuszczano na teren lunaparku. Mało to - i tak większość dzieci przeskakiwała przez płot. Było to niebezpieczne, ale nikomu nic na szczęście się nie stało.
Według świadków zdarzenia policja pod nieznanym nam pretekstem skuła w kajdanki właścicieli wesołego miasteczka wyprowadzając ich ostentacyjnie wśród bawiących się dzieci.
Spółka miejska zaspawała furkę, którą wchodzili ludzie. Furtka, jak i ogrodzenie jest terenem prywatnym, nie wiadomo wiadomo więc na jakiej podstawie spółka miejska realizowała takie zlecenie.
Ostatecznie, ponieważ dzieci i rodziców bawiących się na miasteczku raczej przybywało, nie pytając nikogo, odcięto prąd elektryczny.
Jakie będą dalsze działania dyrektora szkoły i władz lokalnych - nie wiadomo. Wygląda na to, że cały konflikt powstał z winy organizatora Święta Ceramiki, który nie porozumiał się na czas ze Szkołą Pijarów. Nie wiadomo, czy w analogicznej sytuacji i na jakiej podstawie, np. restauracja, która podczas BŚC zacznie sprzedawać kiełbaskę z grilla i piwo, na którą "wyłączność" mają inne podmioty zostanie także zamknięta a Straż Miejska obstawi wejście.
Zapytaliśmy Rzecznik Prasową Urzędu Miasta, ale nie chciała tej sprawy komentować.Nie udało nam się skontaktować z oficerem Prasowym Komendy Powiatowej Policji.
- O skuteczności zerwania umowy powinien zdecydować sąd. Wszystkie działania policji czy straży miejskiej, które miały miejsce mogą być uznane za niezgodne z prawem - powiedział w rozmowie z Bolec.Info znany bolesławiecki prawnik. - Warto zapytać czy działania władz miasta, straży miejskiej, policji i spółek miejskich były legalne, skoro nie doszło do przestępstwa - dodał.
Według nieoficjalnych informacji obie firmy organizujące wesołe miasteczko mogą wystąpić o odszkodowanie.
Do sprawy wrócimy.




W ramach Bolcowego Święta Ceramiki prezentujemy informacje o procesie wytwarzania bolesławieckiej ceramiki, ceramicznych produktach,ludziach ceramiki. Relacjonujemy także wydarzenia związane z obchodami Bolesławieckiego Święta Ceramiki.

