ISSN 2082-2553. Wydanie nr 4770, 25 listopada 2020r.
zaloguj się
zarejestruj się
reklama Zapraszamy
reklama Zapraszamy
reklama

BolecFORUM Rozpocznij nowy temat
ROZPOCZNIJ NOWY TEMAT
reklama

reklama

BolecForum


Zgłoszenie treści posta do moderacji

Zgłaszający:

Temat dyskusji: Tajemnica szmaragdu - odcinek ósmy

Treść posta:
c.d.
*************************
Siedząc i opierając się o przeciwległe ściany garażu, rywale mierzyli się nienawistnym, zimnym wzrokiem. Bez ustanku, dysząc, pompowali adrenalinę do układów krwionośnych i zbierali niezbędne na dalszą walkę siły. Nie spuszczając się z oczu rzucali też mimowolne spojrzenia po przestrzeni garażu. Bolesław oceniając, jakich zniszczeń podczas jego nieobecności dokonał intruz, a intruz analizując dostępne narzędzia, których mógłby użyć w celu unieszkodliwienia przeciwnika, bo przecież nie znał garażu aż tak dobrze, jak jego właściciel. Obydwaj chcieli też mieć jak najlepszy ogląd przyszłego pola bitwy.

W obydwu głowach musiało też jednocześnie następować przegrupowanie myśli, obmyślanie zmiany taktyki i planowanie dalszych posunięć w celu zdobycia przewagi. W tej grze brakowało tylko dużej szachownicy na około trzymetrowej przestrzeni pomiędzy nimi. Obydwaj doskonale rozumieli, że ta nietypowa partia szachów raczej będzie krótka i że tylko jeden z nich wyjdzie z tego pojedynku zachowując swoje życie, tak jak w „Nieśmiertelnym” z Christopherem Lambertem. „There can be only one!” – cisnęło się na usta Bolesławowi, który bardzo pragnął stać się w tym momencie Connorem MacLeodem lub przynajmniej być w posiadaniu jednego z jego mieczy. Żaden z mężczyzn opierających się o ściany garażu nie był nieśmiertelny, zatem żadne błyskawice raczej nie spłyną dzisiaj na któregokolwiek z nich, po wygranym poprzez ścięcie przeciwnikowi głowy starciu. Obaj byli realistami i liczyli się z tym, że czeka ich już za chwilę ostateczna rozgrywka twarzą w twarz, a nie naparzanka kiboli jak po meczu trzecioligowym, czy bójka o honor kobiety na parkingu przed barem. Pytanie tylko, kto dostanie końcowego mata? I w ilu ruchach?

Bolesław, mimo słabego światła, zobaczył na podłodze koło nadal zamkniętego sejfu odłożony łom, którego włamywacz zapewne użył do brutalnego potraktowania szafki z szyfrem, znajdującej się na stole po prawej stronie garażu. Tuż obok łomu leżał poplątany stetoskop, który miał służyć do cichego otwarcia sejfu ukrytego pod stołem po jego lewej stronie, a który to lekarski przyrząd wybawił Bolesława niewątpliwie od niechybnej i szybkiej śmierci w wyniku cichego postrzału. Zapewne raz w środek czoła, a potem dwa razy w klatkę piersiową dla pewności. Tak, jak likwidował swoje cele zawodowy morderca w ostatnio obejrzanym przez Bolesława „Zakładniku” z Tomem Cruise’m w roli głównej.

Bolesław nie miał pojęcia, dlaczego akurat ten film przyszedł mu teraz na myśl, ale miał nadzieję, że nie będzie to zarazem ostatni obejrzany film sensacyjny w jego życiu. Nie da się ukryć, że po zakończeniu kariery w wojsku liczył też na sowitą emeryturę, więc musiał szybko podjąć dalszą walkę o utrzymanie i życia, i widoków na tę sowitą emeryturę. Nie poznał jak dotąd wszystkich możliwości ani umiejętności przeciwnika. Na żółtodzioba to mu jednak koleś nie wyglądał, a raczej na zawodowca, skupionego na celu i doprowadzającego zadania do samego końca, bez względu na koszty. Tu przyszedł Bolesławowi do głowy kolejny świetny film, tym razem „Żółtodziób” z Clintem Eastwoodem, który jako policjant Nick Pulovski, dochodząc sprawiedliwości urządził rozpierduchę na pół Los Angeles. Jeżeli bandyta jest podobnie zdesperowany, niewykluczone, że będzie próbował wkrótce otworzyć sejf za pomocą walizki semtexu i w ten sposób w miejscu garażu Bolesława powstanie wkrótce drugi staw miejski.

Bolesław zdziwił się, że wciąż i wciąż nachodzą go w tym momencie te przedziwne skojarzenia filmowe. To zapewne dlatego, że podświadomie pragnął, aby to wszystko nie działo się naprawdę, a było jedynie hollywoodzkim planem filmowym, gdzie po zakończeniu zdjęć spokojnie można umówić się na kolację ze śniadaniem z rudowłosą odtwórczynią głównej żeńskiej roli pierwszoplanowej. Bolesław nie liczył oczywiście na Oscara, ale nadal wierzył, że scenarzysta nie planował uśmiercić go w końcowej scenie filmu i będzie jeszcze mógł wystąpić z Julią u boku w wielu arcydziełach światowej kinematografii albo choćby w krótkiej migawce z jakiegoś wydarzenia, zamieszczonej na stronie głównej lokalnego portalu internetowego. Oczywiście byle nie w żadnej rubryce kryminalnej, czy kolejnej relacji z miejsca zbrodni, opatrzonej chwytliwym, sensacyjnym tytułem, jak na przykład „Opowiem wam, jak zginął”.

Do Bolesława dotarło, że włamanie absolutnie nie jest dziełem przypadku, a włamywacz nie jest na głodzie narkotykowym i na pewno nie szuka w jego garażu kleju do wąchania. Na wszelki wypadek starał się jednak sobie przypomnieć, w której to szufladzie mógł przechowywać ten stary słoiczek z butaprenem, który służył mu zwykle do naprawiania rozklejonych kapci i obuwia, tak jak i kiedyś jego dziadkowi, parającemu się przez wiele lat amatorsko szewstwem. Biorąc pod uwagę upływ czasu istniała co prawda szansa, że klej będzie już całkiem wyschnięty, ale Bolesław miał nadzieję, że może jakikolwiek aromat da się jeszcze w słoiczku wywąchać i gość odejdzie stąd szczęśliwy i na haju, zapominając o celu swojej wizyty oraz pozostawiając cały swój ekwipunek Bolesławowi do wyłącznej dyspozycji.

Wszystko tutaj wyglądało na starannie zaplanowane: rozbrojony alarm, profesjonalny sprzęt i cicha broń na stole przygotowana na jakąś nieprzewidzianą komplikację. Niestety dla Bolesława, póki co to on był tą właśnie komplikacją. Żałował, że nie postanowił jednak odprowadzić Julki do domu, bo może jednak posunęliby się o kilka kolejnych płomiennych kroków do przodu na obecnym etapie ich odnowionej znajomości, a włamywacz na spokojnie zdążyłby w tym czasie uwinąć się ze swoją robotą. Wówczas Bolesław mógłby żałować co najwyżej utraty odkopanej skrzynki, nie licząc zniszczonego wyposażenia garażu, w tym uszkodzonego mechanizmu służącego do otwierania bramy. Cokolwiek by w tej skrzynce złodzieja jednak nie interesowało, na pewno nie było w tym momencie warte dla Bolesława więcej, niż jego własne życie. Nie chciał też, aby Julia została wdową, nie zostając uprzednio jego żoną.

W tym momencie musiał zdecydowanie odegnać mgliste wizje przyszłości ich związku z Julią, bo zauważył, jak jego przeciwnik, siedzący jak w lustrzanym odbiciu pod drugą ścianą, prawie niezauważalnie podciąga bliżej prawą nogę. Myśli w głowie Bolesława przyspieszyły jak rollercoaster po przejechaniu szczytu paraboli, a napięcie mięśni Bolesława zaczęło osiągać punkt krytyczny.

Jak można się było spodziewać włamywacz niesamowicie szybkim ruchem jednej ręki podniósł nogawkę i sięgnął po broń, a Bolesław, szurając plecami o ścianę, jednocześnie podniósł się gwałtownie do góry, przygotowując się na walkę wręcz. Ale zanim jeszcze się w pełni wyprostował uderzając przy tym głową o wiszący rower, zauważył, że bandyta uśmiecha się chytrze i trzyma w dłoni mały, srebrny, wyglądający trochę jak plastikowa dziecięca zabawka, gotowy do strzału rewolwer.

O, jasna cholera! Przecież to miał być nóż!
***********************
c.d. jutro
Pozdrawiam,
M.

Powód zgłoszenia:
Przepisz kod z obrazka



reklama Zapraszamy