ISSN 2082-2553. Wydanie nr 4833, 27 stycznia 2021r.
zaloguj się
zarejestruj się
reklama Zapraszamy
reklama
reklama

BolecFORUM Rozpocznij nowy temat
ROZPOCZNIJ NOWY TEMAT
reklama

reklama

BolecForum


Zgłoszenie treści posta do moderacji

Zgłaszający:

Temat dyskusji: Tajemnica szmaragdu - odcinek piąty

Treść posta:
c.d. i napięcie rośnie
-------------------------------
Bolek zostawił włączone światła reflektorów i wysiadł. Julia nabrała uzasadnionych jej zdaniem podejrzeń, że leciwa Pani Mercedes nie będzie w stanie ponownie zagadać silnikiem, kiedy jej były chłopak ponownie zajmie miejsce kierowcy. Patrząc tak w ciemności na Bolesława krzątającego się pomiędzy samochodem, a rzeczywiście nowocześnie wykończonym garażem, Julia zastanawiała się, co pomyślą sąsiedzi Bolka widząc tę podejrzaną nocną bieganinę pod ich oknami. Pewnie będą go podejrzewali o jakiś nielegalny przemyt, albo co najmniej o bimbrownictwo na własny użytek.

W światłach reflektorów przez otwarte drzwi garażu widziała wiszące na ścianach uporządkowane narzędzia, pod ścianą komplet dodatkowych opon zakryty pokrowcem, a także powieszony na wieszakach ściennych nowiutki rower terenowy. Po przedpotopowym gracie nie było już ani śladu. Taki porządeczek nie był w stylu dawnego Bolesława. Czyli co? Zdaje się, że się zmienił. Może nawet dojrzał. Ale jak bardzo? A co , jeśli to jednak kobieca ręka? Eee, na pewno nie. Kobiece ręce nie są dopuszczane do porządków w królestwie facetów, nazywanym garażem albo warsztatem.

Podążając tropem swoich kolejnych myśli, Julia ponownie wróciła do wydarzeń sprzed ponad dwudziestu lat. W tamtym momencie, kiedy Bolesław doszedł do siebie, a myśliwy po wskazaniu im miejsca znikania wydr wreszcie ich opuścił, nie wiedzieli jeszcze, że jedno z nich jeszcze tej samej nocy niemal pożegna się z życiem. A całe ich dalsze życie pod wpływem nadchodzących wypadków ulegnie zmianom. Diametralnym i niestety dla nich obojga niekorzystnym. Ale teraz jest już zdecydowanie za późno na gderanie w stylu „Ciekawe co by było, gdyby…”.

Myśliwy poprowadził ich do miejsca znikania wydr. Następnie grzecznie pożegnał się i objuczony wszystkimi swoimi akcesoriami badawczymi, zostawił ich samych, po czym odszedł w kierunku skrzyżowania z drogą prowadzącą na Żeliszów. Pewnie tam gdzieś w bocznej drodze zostawił swój zabłocony samochód. Myśliwi zawsze jeżdżą ufajdanymi błotem samochodami. Z odręcznym napisem BRUDAS.

Julia i Bolek spędzili około godziny na obserwacji terenu i analizowaniu przebiegu byłej linii brzegowej dawnego zbiornika wodnego przy Waldschloss. Po obecnym przebiegu strumienia i widocznych jeszcze elementach nieco już zatartej rzeźby terenu, starali się zlokalizować miejsce wszystkich wybudowanych wtedy urządzeń służących do napełniania i spuszczania wody ze zbiornika. Na piachu za pomocą długiego patyka rozrysowali, co i gdzie się ich zdaniem znajdowało. Na koniec za pomocą szyszki Bolesław zaznaczył na rysunku miejsce znikania wydr.

Nie zdziwili się, że miejsce to właściwie dokładnie pokrywa się z lokalizacją śluzy. Ale zdziwili się za to, że zamiast jak najbliżej drogi, co byłoby logiczne, gdyż w dalszej części strumień przepływał dokładnie pod drogą, śluza znajdowała się w tej części wału spiętrzającego wody strumienia, która znajdowała się najdalej od drogi prowadzącej do Jeleniej Góry. W ten sposób jakby „wydłużono” bieg strumienia, zakrywając szerokim wałem jego uregulowane koryto aż do przepustu pod drogą, ale Julia i Bolesław nie wnikali w przyczyny takiego rozwiązania. Zastanowiło ich zupełnie co innego.
Sądząc po rozmiarach usypanego wału nabrali przekonania graniczącego z pewnością, że wał jest na tyle szeroki, że może kryć w sobie nie tylko spory tunel odprowadzający wody strumienia w kierunku drogi. Wał od strony lasu, po drugiej stronie śluzy mimo, że nie było takiej potrzeby, był także na tyle szeroki, że mógł równie dobrze służyć do zasilania wodą czegoś jeszcze, może nawet jakiegoś podziemnego zbiornika zlokalizowanego po tej samej stronie dawnego stawu, po której stał budynek Waldschloss. Po tej samej stronie, gdzie ledwo 200 metrów dalej w linii prostej, w środku lasu znajdowały się też przecież dawne poniemieckie i obecne tereny wojskowe. Kiedyś ktoś, kto tam miał okazję zajrzeć, opowiadał im, że stoją tam jeszcze do dziś jakieś tajemnicze poniemieckie magazyny, być może nawet z częścią podziemną.

Wlepiali oczy w piaszczystą mapę z szyszką przez kilka długich minut. Wreszcie popatrzyli po sobie i poczuli jednoczesny przypływ adrenaliny, zapewne taki sam jak Schliemann przed pierwszym wbiciem łopaty w prawdopodobnym miejscu istnienia Troi.
- To co? Chyba ponurkujemy z wydrami? – właściwie Bolesław nie musiał o to pytać. Odpowiedź bowiem była obojgu już znana. Pobiegli po rowery.
------------------------------------------
c.d.n.
Pozdrawiam
M.

Powód zgłoszenia:
Przepisz kod z obrazka