ISSN 2082-2553. Wydanie nr 4821, 15 stycznia 2021r.
zaloguj się
zarejestruj się
reklama
reklama Zapraszamy
reklama

BolecFORUM Rozpocznij nowy temat
ROZPOCZNIJ NOWY TEMAT
reklama

reklama

BolecForum


Zgłoszenie treści posta do moderacji

Zgłaszający:

Temat dyskusji: Tajemnica szmaragdu - odcinek piąty

Treść posta:
c.d.
---------------------------------
Bolesław schował wykopaną wcześniej tego dnia ciężką skrzynkę w solidnej zamykanej na szyfr szafce, w którą nie omieszkał wyposażyć swój pięknie utrzymany garaż. Zgasił światło, zamknął pilotem jeżdżące cicho do góry i na dół drzwi segmentowe, po czym użył jeszcze jednego pilota, jak domyśliła się Julia – pilota od alarmu. Zapobiegliwy ten Bolek, dba o swoją własność, z zadowoleniem podsumowała to, co właśnie zobaczyła. Ciekawe, czy jego mieszkanie również jest takie nowoczesne, zadbane i zabezpieczone? Z chęcią by to sprawdziła, gdyby tylko Bolek ponowił wcześniejsze zaproszenie, a drinka z oliwką to na pewno by już nie odmówiła. Dzień był długi, a zmęczenie dawało o sobie znać. Nie byli wszak już tacy niezmordowani, jak kiedyś.

Bolek wsiadł do samochodu, znów trzy razy trzasnął drzwiami zanim dały się domknąć (Jak ci sąsiedzi to znoszą?), a przed uruchomieniem silnika zgasił reflektory, aby akumulator był w stanie pokręcić rozrusznikiem. Silnik babci Mercedes zaskoczył, po czym wyjechali z podwórka i podążając ulicami miasta najkrótszą drogą zmierzali do Julki, na ulicę Graniczną.

Julka postanowiła przemóc się i znów patrząc na mijane, puste już o tej porze ulice, cicho zaczęła:
- Bolek?
- No? - Zachęcił Bolesław. I znów cisza.
Julia najwyraźniej miała coś ważnego do powiedzenia, ale nie wiedziała prawdopodobnie od czego zacząć. No i, pomyślał Bolesław, już się nagadali. Po kolejnej milczącej chwili Bolesław znów nabrał wątpliwości, czy Julce jeszcze kiedykolwiek wróci chęć na rozmowę. Tak bardzo mu jej i jej głosu brakowało, ale nie chciał absolutnie naciskać. Wszystko musi się wydarzyć samo.

- Chcesz mnie o coś zapytać? – nieśmiało zaczęła Julia.
„Jasne, mój ty kochany rudzielcu! Chcę cię zapytać o tysiąc spraw naraz! Tu i teraz! Chcę dowiedzieć się o tobie wszystkiego, czego jeszcze nie wiem! Wszystkiego, co mnie przez te ponad dwadzieścia naszych osobnych lat ominęło! Mów do mnie! Peplaj do mnie! Rechocz się ze mną, żabko ty moja!” – chciał wykrzyczeć infantylnie Bolesław na pełne gardło, nie zważając na późną porę i zbliżającą się ciszę nocną.
- Ty pierwsza. – zamiast tego wszystkiego zaproponował jednak wymijająco i także po cichu Bolesław.
Przejechali koło pustego dworca PKS. Nikt już donikąd nie chciał stąd dzisiaj odjechać. Po lewej minęli też remizę - miejsce pracy Julii, ale o tym jakoś nie wspomniała, pochłonięta innymi myślami.

- Masz kogoś? Czeka gdzieś ktoś na ciebie? – pierwsze pytanie Julii należało do rodzaju tych prosto z mostu. Rzadko kiedy kluczyła, najczęściej można się było po niej spodziewać prawdomówności, prostolinijności i z reguły trafiania krótkimi wypowiedziami w sedno lub też w czuły punkt rozmówcy. Dlatego nie każdy wytrzymywał z Julią dłuższe, a nawet krótsze konwersacje. Oczywiście Bolesław był tu wyjątkiem. Potwierdzającym regułę.
- Teraz już nie mam. Ale żonaty nie byłem. A ty? – Bolesław sam nie wiedział, czy chce znać odpowiedź. Za chwilę może być już bowiem, jak to mówią, „po fruktach”. Julia zaś znów długo kazała Bolesławowi czekać na odpowiedź.

- Też nie byłam żonata. Ani razu. Przysięgam! – zaręczyła przekonywająco Julia, podniosła w górę dwa palce lewej dłoni, a prawą stuknęła się dwa razy prawą pięścią w klatkę piersiową, aż zadudniło. No, pomyślał Bolesław, wreszcie wraca moja Julia, cała i zdrowa!
Gruchnęli śmiechem, aż zatrzęsło autem. Stali właśnie na światłach przy sądzie, przed zjazdem na Staszica. Śmiali się tak długo, aż zapaliło się zielone, ale Bolesław przeoczył to światło i drugie, trzecie i kolejnych kilka zmian też. Nie mogli opanować śmiechu, jakby chcieli się wyśmiać za te wszystkie lata rozłąki. Z tyłu na szczęście nie nadjeżdżał żaden inny pojazd, więc nie blokowali nikomu przejazdu.
Ktoś kto widziałby to trzęsące się auto, nie ruszające spod świateł mimo ich kilkakrotnej zielonej zmiany, pomyślałby zapewne, że albo kierowca ma atak epilepsji, albo może grają w nim w karty i właśnie wybuchła między graczami bójka o asy schowane w rękawie.
W końcu zapłakany ze śmiechu Bolesław ruszył i skręcił w lewo. Na czerwonym.
-----------------------------------------
c.d.n.
Pozdrawiam,
M.

Powód zgłoszenia:
Przepisz kod z obrazka



reklama Zapraszamy