ISSN 2082-2553. Wydanie nr 4771, 26 listopada 2020r.
zaloguj się
zarejestruj się
reklama Mrowka zaprasza
reklama Zapraszamy
reklama

BolecFORUM Rozpocznij nowy temat
ROZPOCZNIJ NOWY TEMAT
reklama

reklama

BolecForum

W górę   Wypowiedz się w tym temacie Strona << < 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 > >>

magnum44   7 lutego 2013r. o 22:51

magnum44

Postów: 14635

Dalej ta sama strona...

Kazimierz Tetmajer

Do snu...

Nie mam dosyć odwagi, aby przed złem życia
w śmierci szukać zbawienia
i wiecznego ukrycia,
ani wiem, czy śmierć kresem ludzkiego istnienia
jest wieczystym?... Ani wiem, czy zło w tej zaziemnej
bezwiednie przeczuwanej przestrzeni tajemnej
nie władnie? Lecz strudzony walką bezowocną
z siłą losu przemocną,
ciebie wołam, śnie cichy... O! gdybyś przez wieki
nie schodził z mej powieki...
Śnie! Ileż razy westchnę do ciebie, gdy jasna
okrutna prawda mózg mój i serce rozdziera...
Jeszcze godzina jedna, dwie - - a potem zasnę
i cichość mnie śmiertelna
kołysze na swym łonie... Duch we mnie umiera,
i jestem, jak trup żywy, bez czucia, bez myśli,
więc złemu niedostępny... Ty mi słodycz zeszłej,
śnie - - chcę choć wizji szczęścia. O! gdybyś przez wieki
nie schodził z mej powieki...

A choćbym dziś zasnąwszy, zamiast spodziewanej
ulgi, miał śpiący stać się łupem widm cierpienia
lub choćby się jątrzyły w nocy owe rany,
zdobyte w walce dziennej,
których ja zapomnienia
szukam w martwości sennej:
jeszcze do cię zawołam, śnie, obyś przez wieki
nie schodził z mej powieki...


Ironia

Na każdym miejscu i o każdej dobie
byłam i będę przy tobie:
każdą myśl twoją, każdą chęć twą truję,
każdy twój poryw, każdy czyn twój psuję,
jestem twą klątwą, twą klęską żywota
i nic cię nigdy nie wyrwie z mej ręki;
niczym jest strata, ucisk i zgryzota
wobec straszliwej mej męki.

Cokolwiek czujesz, czegokolwiek żądasz,
wszędzie twarz moją oglądasz.
Miłość, braterstwo, poświęcenie, wiara,
szlachetne męstwo i czysta ofiara:
wszystko, co duszy zowie się wzniosłością,
ja moim strasznym naznaczam ci piętnem,
i co ci miało zdawać się Pięknością,
staje się brzydkiem i wstrętnem.

W własnej istocie twej od urodzenia
źródło mojego istnienia.
Bez żadnej winy ni za jaką karą
stałeś się moim łupem i ofiarą.
Niewinnie cierpisz, z Tajemniczej Woli,
z Woli, co rządzi losami człowieka;
wieś?, że cię z rąk mych śmierć kiedyś wyzwoli,
lecz nie wiesz, co za nią czeka?

Tak nawet z twojej godziny śmiertelnej
mój śmiech wyziera piekielny.
Jak zwierzę, węża czarowane wzrokiem,
nie możesz skryć się przed moim widokiem;
na duszy twojej leżę ciężkim głazem,
jak sztylet szpon mój w sercu ciebie boli:
bezskrzydłym ptakiem i skrzydlatym płazem
z mojej nazywasz się woli.

I sam dla siebie jesteś pośmiewiskiem,
losów już będąc igrzyskiem.
Najsroższą męką, jaka cię nawiedza,
jest twa świadomość, twoja samowiedza.
Znasz się, znasz los twój i wiesz, że bez winy
cierpisz z przekleństwa swego Przeznaczenia -
jestem przy tobie od pierwszej godziny
twego ziemskiego istnienia.



Niczego w życiu nie należy się bać, należy to tylko zrozumieć. M.S.C.
Zgłoś do moderacji Cytuj tego posta - Dodaj swoją odpowiedź  

De_Tourvel   13 lutego 2013r. o 15:52

De_Tourvel

Postów: 2678

Marcin Świetlicki - Olifant

Zobaczyłem światło więc przyszedłem. Zadzwoniłem i otworzyłaś.

Nie przyszedłem rozmawiać, nie przyszedłem się kłócić,

nie przyszedłem prowadzić odwiecznej wojny.

Ja przyszedłem się kochać.

Mam już jeden nóż w plecach i nie ma tam miejsca na następne.

Odpada dylemat: kawa - herbata?

Przyszedłem się kochać.

Zobaczyłem światło więc przyszedłem. Zadzwoniłem i otworzyłaś.

Nie przyszedłem rozmawiać. Nie przyszedłem namawiać.

Nie przyszedłem zbierać podpisów. Nie przyszedłem pić wódki.

Ja przyszedłem się kochać.

Żadna kobieta nie byłaby na tyle głupia, żeby zakochać się w facecie tylko dlatego, że on ma długie nogi! G. Garbo
Zgłoś do moderacji Cytuj tego posta - Dodaj swoją odpowiedź  

panda   13 lutego 2013r. o 16:54

panda

Postów: 463

na antywalentynki :)


RANDKA


Tak myślałam te głupoty mam za sobą
już nie dla mnie kupowanie kota w worku
niezły dystans te trzydzieści lat do tyłu
do serduszek, tulipanów i amorków

tak mu właśnie powiedziałam dzisiaj rano
(chodzik w łapie guzik w uchu i bajpasy)
walentynki są dla młodych i przygłupów
stara miłość wypatrzona z naszej klasy

dobrze stary niech cię wnuczka przytelepie
pogadamy jak to było przed wiekami
możesz kupić czekoladki bukiet kwiatów
coś ty kupił to jest viagra koniec z nami
Zgłoś do moderacji Cytuj tego posta - Dodaj swoją odpowiedź  

Pynchoon   13 lutego 2013r. o 17:21

Pynchoon

Postów: 561

panda napisał(a): na antywalentynki :)


A może walentynki z elementami "Piły III" ;)

Zgaś moje oczy: ja cię widzieć mogę,
zamknij mi uszy, a ja cię usłyszę,
nawet bez nóg znajdę do ciebie drogę,
i bez ust nawet zaklnę cię najciszej.
Ramiona odrąb mi, ja cię obejmę
sercem mym, które będzie mym ramieniem,
serce zatrzymaj, będzie tętnił mózg,
a jeśli w mózg mój rzucisz swe płomienie,
ja ciebie na krwi mojej będę niósł.

(R. M. Rilke)
Zgłoś do moderacji Cytuj tego posta - Dodaj swoją odpowiedź  

panda   13 lutego 2013r. o 17:24

panda

Postów: 463

Pynchoon napisał(a):
panda napisał(a): na antywalentynki :)


A może walentynki z elementami "Piły III" ;)


(R. M. Rilke)


super skojarzenie! poezja i piła III, ale i Rilke się nieźle wpisał do tego :)
Zgłoś do moderacji Cytuj tego posta - Dodaj swoją odpowiedź  

magnum44   13 lutego 2013r. o 17:57

magnum44

Postów: 14635

Miło, że "Poezja" ujrzała światło dzienne!

Bolesław Leśmian

***Ty pierwej mgły dosięgasz

Ty pierwej mgły dosięgasz, ja za tobą w ślady
Zdążam, by się w tym samym zaprzepaścić lesie,
I tropiąc twoją bladość, sam się staję blady,
I zdybawszy twój bezkres, sam ginę w bezkresie.

A potem wzieram w oczy, by zgadnąć, czy dość ci
Omdlenia, co się nogom udziela, jak szczęście,
I twe dłonie, jak w pąki, mnę w zdrobniałe pięście,
By się w nich docałować twych chrząstek i kości.

A one wypukleją na dłoni przegubie,
Niby pestki owoców, zróżowionych znojem,
I nieśmiałym do ust mych garną się wyrojem,
Zatajone w swej ciepłej od pieszczot siedzibie.

Ich dotyk budzi wzruszeń zaniedbanych krocie,
A ty, tuląc je w warg mych rozrzewnioną ciszę,
Dziecinniejesz w uścisku, malejesz w pieszczocie,
Chwila — a już cię do snu z lat dawnych kołyszę.


Ty przychodzisz jak noc majowa...

Ty przychodzisz jak noc majowa...
Biała noc, noc uśpiona w jaśminie...
I jaśminem pachną twe słowa...
I księżycem sen srebrny płynie...
Kocham cię...

Nie obiecuję ci wiele...
Bo tyle co prawie nic...
Najwyżej wiosenną zieleń...
I pogodne dni...
Najwyżej uśmiech na twarzy...
I dłoń w potrzebie...
Nie obiecuję ci wiele...
Bo tylko po prostu siebie...

Jak powietrze.
Jak dziurę w starym swetrze.
Jak drzewo na polanie...
Po prostu kocham cię... kochanie.

Czy pozwolisz, że ci powiem...
W wielkim skrócie i milczeniu...
Że ci oddam i otworzę...
W ciszy serc, w potoków lśnieniu...
Słowa dwa przez sen porwane...
Przez noc ukryte... przez czas schwytane...
Słowa dwa, co brzmią jak śpiew,
dwa proste słowa.... kocham cię.



Luna Gaj

Ach ta rutyna...


Ach, ta rutyna codziennych czynności -
raz to cię bawi, a raz trochę złości.
Poranne ablucje, potem golenie,
umyć protezy - włożyć uzębienie.

Taki kalendarz - dziś kończy się pasta,
jutro po mydło trzeba iść do miasta.
W piątek - bazarek, warzywa czas kupić,
tu się nachodzisz, by nie dać się złupić.

Dobra pogoda - można trawę kosić,
potem wieczorem pamiętać by zrosić.
Od rana na różach mszyce grasują.
Czy mam opryski, które je wytrują?

Jesień nadeszła - będą szybko chłody,
czas przygotować do kominka kłody.
Samochodu przegląd, koła zimowe,
słabo już widzę - okulary nowe.

Ostatni proszek na spadek ciśnienia,
trzeba opłacić znów ubezpieczenia,
co - już minął kwartał? Ale czas leci,
niedawno był drugi, teraz już trzeci.

Niedługo Święta, Mikołaj, prezenty,
a do drukarki czas włożyć pigmenty,
paznokcie za długie, czas do fryzjera,
kto się do licha z tym wszystkim pozbiera?

Czy mam prowadzić codzienne zapiski?
Psu żarcie wieczorem wsypać do miski,
za tydzień ważne w szpitalu badania,
a ile jeszcze mam do pamiętania...

Internet w rachunkach bardzo pomocny,
faktury zapłacisz w godzinach nocnych,
za gaz czy telefon, książek zakupy,
wszystko to po to, by nie ruszać dupy!

Ale są tego i ujemne strony.
Coś tam zapomnisz i słychać głos żony:
Jeszcze za radio zapłać abonament!
Już nie wyrabiam - czas pisać testament...


Brak pokory

Pycha ludzka, brak pokory - nie zna granic,
znana jest ogólnie prawda ta od dawna...
Gdy rozpatrzyć coś w szczegółach ma botanik,
by rozprawa naukowa była jawna,

musi wesprzeć ją Darwinem, nie wystarczy
mieć dowody całkiem nowe, by się przebić
przez zwierzchników pychę, siebie nie obarczyć
mianem wierzącego i piętna nie przybić.

Każdy inny naukowiec, czy to medyk
akademik, wszechwiedzący w sprawach zdrowia,
czy socjolog, czy psycholog, jest jak cadyk
dla łaknących jego rady ludu mrowia.

Tu wyjątkiem są fizycy - wiedza ścisła,
tak ogólnie chemia, matma, astronomia,
gdzie nauka od poglądów niezawisła,
intelektu najczystszego anatomia.

Weźmy przykład z innej beczki – klimatolog.
Nowa wiara to globalne ocieplenie!
Chociaż jego młodszy brat meteorolog,
gdy prognozy głosi – to zwykłe ględzenie!

Jak bezkarnie mówi co niebo przynosi
wszyscy go traktują jak swego górala.
Gdy zaś klimatolog nową wiarę głosi,
wszyscy już uznali – w Bogu ma rywala!

Człowiek, mając Wiarę Świętą, różnych świętych
dziś namaszcza, do wierzenia nam wskazuje.
Tych przez ludzi nazwanych, a nie Wybranych!
Chyba wie, w tej swojej pysze, co Bóg czuje...


:)

Niczego w życiu nie należy się bać, należy to tylko zrozumieć. M.S.C.
Zgłoś do moderacji Cytuj tego posta - Dodaj swoją odpowiedź  

De_Tourvel   13 lutego 2013r. o 18:45

De_Tourvel

Postów: 2678

Józef Czechowicz


"Knajpa"

Tłumnie mijały się auta

cętkowane kręgami lamp

wracano z rautu



Nagie ramiona w bransoletach pochylały się nad brukiem

równolegle poziomo i w ukos

z gestów dam

wynikało że chcą spędzić wieczór w gabinetach

pić wesoło i długo



Błysła zabawa



Nie było gwiazd

nie wiadomo było czy noc już schodzi

w czterech jedwabnych ścianach nie ma ulic miast

nikt nie przechodził

Głosy w pijaństwie gasły głaskały się coraz dalej

smukły pan całował ażurowe pantofelki

jedna para tańczyła

spadała komenda pij nalej

z ust panienki w sukience lila

gulgotały nad kieliszkami butelki



Nagle zaczęły się przesuwać kąty gabinetu

żeby nie upaść musieli usiąść

czarne nocne okno błądziło ze ściany na ścianę

kwadraty posadzki goniły za daleką metą

wydęte banie portier wirowały nad stołów oceanem



Usiedli usnęli

gabinet jak wagon pomknął ku świtowi

głowy pijane odrzucili w tył

żyły im nabrzmiewały krwią i alkoholem

a z niemocy tych głów z gorączki żył

realizuje się fantom-Golem



Byłby może zmiażdżył tę gromadę

ale oto

w liryce dalekiego tanga

zaczął warczeć codzienny motor

zmieniło się niebo blade

w jaskrawy prześwietlisty hangar



"Miłość"

przedświt się czule czołgał

przez mroczne puszcze i chaszcze

noc przed nim płynęła wołgą

górą krążyła jak jastrząb



u dróg ciemnych z niebem twarzą w twarz

chaty tłoczyły się w ciżbie

miłość bez gwiazd

miłość tlała po izbach



usta spadają na usta młotem

mocno ciemność sprzęga

pierwsze uściski młode

nieskończoną są wstęgą

ciało się ciałem nakrywa

pachnącym świeżą śliwą

ramiona w gorącej przestrzeni

zamykają się ciemnym pierścieniem

tapczan twardy zgrzany jak rola

orzą chyże lemiesze kolan

aż zamiast pszenic wschodzących i żyt

zaszemrze srebrem świt

zastuka do okna biało



podnieść oczy spojrzeć z uśmiechem

to kwitnącej czereśni gałąź

zgięła się pod strzechę



"Jedyna"

patrzę patrzę

smutne i wesołe rzeczy są jednakowe

przystanek tramwajowy wciska w ramiona głowę

fabryka zatopiona powietrza oceanem

grzeje kominami wieczór i tak już nagrzany

w domy nim je zamazał letni zmierzch smagły -

paciorki lamp chłodnawe sypnęły się gradem nagłym

sennie brzęczą witryny wtórując kołom krokom

bełkoce za żołnierzem pękaty wypukły bukłak

okna lampy gazeta żołnierze marokko



patrzę patrzę

i rzeczywistość tak jakoś sama w rękach jak granat wybuchła

fabryka domy przystanki może czekają

zmierzch tuli się do ulic może chce uwierzyć

na drobnych przedmiotach niepokój śniegiem leży

rzeczy matek nie mają

a moja



patrzę patrzę

schodzi ze schodów uśmiech siwy

twarz zmarszczek siatka geograficzna

według niej żegluję między ludźmi szczęśliwy

to szczęście w jakich wyliczyć liczbach



kiedyś

dzieciństwo złe szczenię szczekało w dni wodospadach

głodnego na tapczanie gorączka mnie żarzyła i jadła

połatane ubranko szeptem opowiada

ręce chropawe od pracy dla mnie kradły

pani na pierwszym piętrze ma powieki płatki liliowe

gdym poznał że malowane jak ciężko dusiły łzy

matka z gniewem chłonęła moją spowiedź

krzyczała pięścią groziła światu że zły



jeden kąt

w roku wojny

w rodzinnej izdebce szlocha

gdy synek wlecze się na front

zranione nogi ciągnąc w dróg prochu

wsparty towarzyszem karabinem



patrzę patrzę

teraz ręce oczy jak most przerzucają się do mnie

most miłości wspomnień przebaczeń zapomnień

fabryka palce kominów w ciepłym zmierzchu macza

przystanek czerwonym wzrokiem zerknął tu szyderczy

przedmioty czyżbym się wstydzić was musiał

dla was powiem słowa inaczej

siwy uśmiech silniejszy od śmierci

matusiu

Żadna kobieta nie byłaby na tyle głupia, żeby zakochać się w facecie tylko dlatego, że on ma długie nogi! G. Garbo
Zgłoś do moderacji Cytuj tego posta - Dodaj swoją odpowiedź  

~   13 lutego 2013r. o 18:59

~

Postów:

De_Tourvel napisał(a): Józef Czechowicz "Knajpa"


Poproszę o streszczenie bo nie chce mi się czytać
Zgłoś do moderacji Cytuj tego posta - Dodaj swoją odpowiedź  

W górę   Wypowiedz się w tym temacie Strona << < 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 > >>

reklama Zapraszamy
reklama Zapraszamy