ISSN 2082-2553. Wydanie nr 4827, 21 stycznia 2021r.
zaloguj się
zarejestruj się
reklama Zapraszamy
reklama Mrowka zaprasza
reklama

BolecFORUM Rozpocznij nowy temat
ROZPOCZNIJ NOWY TEMAT
reklama

reklama

BolecForum


Zgłoszenie treści posta do moderacji

Zgłaszający:

Temat dyskusji: Tajemnica szmaragdu - odcinek piąty

Treść posta:
c.d., nie ma co czekać, trzeba skrobać, mało casu, kruca bomba
--------------------------------
- Bolek? Wiesz, że nie możemy wejść pod wodę tak jak stoimy. – oceniła Julia, kiedy stanęli już z rowerami przy dawnej śluzie.
- Jasne, Jula, teraz tylko zbadamy teren. – Zapewnił Bolek, chociaż nie udawało mu się ukryć zniecierpliwienia. – Chwilę popatrzymy, powęszymy, bo jak tu wrócimy w nocy…
- Jak to, w nocy, Bolek? Dobrze wiesz, że moi starzy nigdzie mnie nie puszczą po dwudziestej drugiej. Tacy nowocześni, to oni niestety jeszcze nie są, chociaż mamy już japoński telewizor na pilota.
- Wykradniesz się, Julka. Ja będę czekał z rowerem pod twoją klatką. Wyjdziesz przez balkon i pojedziemy razem moją Gazelą… - Bolek układał już szczegółowy, choć nie do końca realny i przemyślany plan dla nich obojga na dzisiejszy wieczór. Julia przerwała mu stanowczo w pół zdania.
- Zwariowałeś? Co ty, Romeo jakiś jesteś? Ja mam skakać z balkonu? Poza tym z Bielskiej do Waldschloss w środku nocy jednym rowerem? Przez pół miasta chcesz jechać z kumpelą i torbami na bagażniku i myślisz, że nikomu nie wydamy się podejrzani? Chcesz trafić na dołek, czy jak? Przez ciebie i te twoje pomysły kiedyś zgnijemy w kryminale! – ostro zasypała Bolka pytaniami, a raczej oskarżeniami Julia.
- Jula, przecież ty mieszkasz na parterze. Ot, po prostu przejdziesz przez balustradę, a ja chwycę cię w me umięśnione ramiony i pomogę ci zejść. Pierwszy raz tak zrobimy? – bronił się Bolesław.
- No, niby zdarzyło się parę razy. Ale proszę cię, nie dzisiaj. Za dużo wrażeń, jak na jeden dzień. Ledwo uniknąłeś śmierci z rąk myśliwego, a już ponownie chcesz się narażać? Umówmy się na jutro. Rodzice idą do znajomych na imieniny, to pewnie będę mogła wyjść normalnie, czyli drzwiami i pojedziemy normalnie, czyli dwoma rowerami. – Już ze spokojem w głosie zaproponowała idealne, wydawałoby się rozwiązanie Julia. Dobrze, że jej rodzice tego nie słyszeli.

Bolesław długo rozważał tę nową opcję. Całą wieczność ofiarnie walczył sam ze sobą i dopiero po około dwóch sekundach z niesłabnącym entuzjazmem zawołał:
- Dobra! Umowa stoi. – I nie byłby sobą, gdyby nie dodał czegoś od siebie. – Akcja „NAUTILIUS” jutro, dwudziesta pierwsza trzydzieści pod twoją klatką. A teraz zsynchronizujmy zegarki! – naigrawał się Bolesław i postawił palec wskazujący prawej ręki pionowo na nadgarstku lewej ręki, jakby chciał odczytać godzinę z tarczy zegara słonecznego. Bolek nigdy nie nosił zegarka, chociaż twierdził, że u komunii był. Tyle, że u niego w rodzinie od chrzestnych dostawało się złoty łańcuszek ze złotym krzyżykiem. Którego także zresztą nie nosił, ale już nie wyjaśnił dlaczego.

Julia podchwyciła temat, zaśmiała się wyjątkowo głośno i przepięknie, aż roześmiało się także leśne echo, po czym zasalutowała do rudej, rozwichrzonej już nieco czupryny:
- Tak jest, kapitanie Nemo! Ruszajmy w podróż. Przed nami dwadzieścia tysięcy mil podwodnej żeglugi!

Pokręcili się jeszcze chwilę, chodząc raz w lewo, raz w prawo, zaglądając z brzegu jak najdalej przez trzciny i wypatrując jakiejkolwiek wskazówki, w którym miejscu wejść jutrzejszego dnia do wody i próbować znaleźć ukryte ich zdaniem wejście do tajemniczego tunelu. Najbardziej podejrzane miejsce postanowili oznaczyć, wbijając w ziemię znalezioną pustą, zieloną butelkę po piwie szyjką w dół. Po tym znaku poznają w nocy, gdzie należy zejść pod wodę i zacząć poszukiwania.

Odjeżdżając na pełnej prędkości w kierunku Bolesławca nie zauważyli, że na wodzie tuż przy brzegu pojawiły się bąbelki, a po chwili spod powierzchni wody wyłoniła się głowa wydry z małą rybką w pysku. Na malutkim uchu wydry widniał malutki kolczyk. Wydra wydostała się na brzeg, weszła między trzciny i wychodząc z sitowia na ścieżkę, nie zauważywszy nowej przeszkody na swojej drodze z powodu niesionej zdobyczy, trafiła łebkiem centralnie w wystającą zieloną butelkę, upuszczając na ziemię swoje niesione, upolowane kilka chwil wcześniej trofeum. Musiała najwyraźniej szybko zdecydować, że zamiast wałęsać się z pożywieniem, lepiej będzie posilić się na miejscu, bo mlaszcząc niezwłocznie przystąpiła do konsumpcji.
-------------------------------
c.d.n. ale już na pewno nie dzisiaj
Pozdrawiam
M.

Powód zgłoszenia:
Przepisz kod z obrazka