ISSN 2082-2553. Wydanie nr 4774, 29 listopada 2020r.
zaloguj się
zarejestruj się
reklama Zapraszamy
reklama Zapraszamy
reklama

BolecFORUM Rozpocznij nowy temat
ROZPOCZNIJ NOWY TEMAT
reklama

Tylko na Bolcu3 października 2020r. godz. 15:30, odsłon: 826, Bolec.Info
Tajemnica szmaragdu - odcinek jedenasty
Kolejna część bolesławieckiej powieści w odcinkach.
Bolesławiec - Informacje: Tajemnica szmaragdu - odcinek jedenasty Rozbite szkło (fot. Pixabay)

Jesteśmy już w połowie naszej bolesławieckiej powieści w odcinkach, dzisiaj odcinek jedenasty!

Ósma część tajemnicy szmaragdu - TUTAJ

Dziewiąta część tajemnicy szmaragdu - TUTAJ

Dziesiąta część tajemnicy szmaragdu- TUTAJ

Cieszymy się, że tak chętnie bierzecie udział w zabawie. Jak zwykle serdeczne pozdrowienia kierujemy do tajemniczego pana M. Już niedługo losy Bolesława i Julii staną się jasne, a ich bohaterowie nie będą mieć przed nami żadnych tajemnic. No właśnie, bo tajemnice mnożą się, a akcja wciąż rozwija. Dzisiaj poznamy część świata Julii. Ostatnio wróciła do domu, gdzie czekali na nią domownicy. O jej relacji z córką możecie przeczytać dzisiaj:


Zamek w drzwiach łazienki został wreszcie otwarty od środka, a Julia w nerwach szarpnęła klamką tak, że mało drzwi nie urwała. Wparowała do środka i już miała się ponownie wydrzeć, gdy zobaczyła jak jej ubrana w piżamę córka, kucając stara się trzęsącymi się rękami pozbierać potłuczone szklane opakowanie po kremie przeciwzmarszczkowym 40+. Ola zdecydowanie nie była w tym przedziale wiekowym, więc drogą dedukcji Sherlock Julia Holmes stwierdziła, że zostało tu popełnione przestępstwo.

Kradzież maminego kremu zagrożona była karą dwutygodniowego mycia podłóg albo prasowania następnej partii koszul damskich. Zamiast jednak ogłosić bez sprawiedliwego procesu wyrok skazujący, porzuciła zamysł zrobienia afery i rzekła:

- Zostaw, Ola, ja się tym zajmę. Nie przejmuj się kremem. I tak się już właściwie kończył. A czego to się tak wystraszyłaś, kochanie?

- A to siebie nie znasz? Zaraz by było: „bla, bla, bla”, „to moje kosmetyki”, „masz przecież swoje”, „ja twoich nie używam”, „bla bla bla” i tak dalej, przez co najmniej trzy dni. Przestraszyłaś mnie tym waleniem w drzwi i upuściłam słoik – odparło złapane na gorącym uczynku kochanie, nadal zbierając ostre kawałki szkła na otwartą prawą dłoń.

Zbierającą szkło, piszącą i używającą sztućców dłonią u Oli była, tak jak i u Julii, dłoń lewa. Leworęczność odziedziczyła więc po swojej mamie. Podobnie jak wzrost i kolor oczu. I tu zewnętrzne podobieństwa międzypokoleniowe się niestety kończą. Nie licząc cech decydujących o płci, wszystkie inne cechy wyglądu nie były odziedziczone u Oli po matce. Co innego, jeśli zaczęlibyśmy analizować najważniejsze cechy charakteru. Tu zbieżnych dobrych i złych cech uważny psycholog odnotowałby dużo, dużo więcej.

- Przepraszam za walenie, ich los na sercu leży mi szalenie. Ha, ale mi się rymło. – zaśmiała się Julia, ale nie wywołała swoją wymyśloną na poczekaniu fraszką podobnej reakcji u Oli, więc odniosła się już tylko do zarzutów skierowanych pod swoim adresem. - Przecież nie gderam „bla, bla, bla”. A co do reszty to… hmm, z grzeczności nie zaprzeczę. - Julia postanowiła na dobre odpuścić zarówno kwestie ochrony ginących gatunków, jak i temat pożyczania kosmetyków. Olka to już nie było ani małe dziecko, ani nastolatka. Ale wciąż trudno było Julii zacząć traktować ją jak każdego innego dorosłego, chociaż Ola była dorosłą już od siedmiu lat.

Nagle Olka syknęła i szybko podniosła palec z kropelką krwi do ust. Wstała i wyrzuciła pozbierane na prawą dłoń szklane odłamki do małego plastikowego kosza na śmieci, ledwo wciśniętego w wolną przestrzeń między grzejnikiem, a pralką. Wytrzepała lekko dłoń z zebranych okruchów. Obejrzała powierzchnię dłoni pod światło i upewniwszy się, że nic na niej nie pozostało, przerzuciła wzrok na małe rozcięcie na wskazującym palcu lewej dłoni, sprawdzając czy aby nie utkwił tam jakiś maleńki, ostry kawałek szkła.

- Pokaż, może trzeba odkazić? – Julia próbowała chwycić skaleczoną dłoń, ale Ola nie pozwoliła na to i schowała ją za plecy.

- Poradzę sobie, mamo. Skończyłam medycynę, pamiętasz? – Oho, Olę najwyraźniej coś dzisiaj ugryzło, pomyślała Julia.

- Pamiętam, pani doktor. Ale dyplomu jeszcze nie widziałam. – odparowała Julia, rewanżując się złośliwością. Kiedy miało odbyć się rozdanie dyplomów, Ola mocno się akurat przeziębiła i nie była w stanie pojechać do Wrocławia na tę uroczystość. Podczas uroczystości miała jej towarzyszyć oczywiście mama, wyposażona w cztery paczki chusteczek jednorazowych do wycierania łez. A tak, pokomplikowało się i rozczarowana Ola miała sama pojechać i odebrać swój dyplom dopiero na początku września.

Julia szybko jednak pożałowała swojej złośliwości. Z Olką tak się nie robi, zreflektowała się poniewczasie, bo Ola ostatnio za bardzo bierze wszystko do siebie. Coraz trudniejszy ma to dziewczę charakterek. Może to też rozpoczęty właśnie roczny staż w szpitalu dodatkowo tak ją stresuje? Trzeba będzie o tym z nią później porozmawiać.

- Pójdę po odkurzacz. – oznajmiła Ola wychodząc z łazienki, przy czym musiała się przecisnąć koło swojej zaniepokojonej jej zachowaniem matki. Były podobnego wzrostu, więc stojąc lub przechodząc obok siebie, zwykle mogły sobie patrzeć prosto w oczy. Tym razem jednak Ola uciekła wzrokiem na bok, jakby miała coś więcej na sumieniu niż tylko rozbity słoiczek matczynego kremu. – Nie patrz tak na mnie, mamo. Trzeba odkurzyć te drobinki szkła, żeby się nie rozniosły. Przecież nie cierpisz bałaganu.

Ola bywała ostatnio nieznośnie upartą na przemian z uparcie nieznośną, a Julia nie mogła ani z tym uporem, ani z tą nieznośnością dojść do żadnego porządku. Poza tym Ola chciała być coraz bardziej samodzielna i niezależna. To niby całkiem naturalne, bo w końcu rozpoczęła pracę i zaczęła też chyba poważnie myśleć o układaniu sobie własnego życia. Tyle, że według Julii źle pojmowała tą niezależność i samodzielność. Przede wszystkim nie pozwalała sobie w niczym pomagać, przez co odsuwała Julię od coraz większej części swojego życia, a tym samym od siebie samej. W końcu będzie nieuniknione, że zacznie popełniać poważne życiowe błędy, a wtedy bez wsparcia bliskiej osoby, może być jej ciężko wybrnąć z trudnych sytuacji. Julia doskonale o tym wiedziała z własnego doświadczenia. Jeśli zaś jako matka nie będzie potrzebna już własnej córce, to komu? Choć w sumie, to ostatnio napatoczył się taki jeden Bolesław, zachowujący się też czasem zupełnie jak dzieciak.

Przez tyle lat Julia samotnie wychowywała Olę i przygotowywała ją do życia najlepiej jak umiała. Lecz od chwili jej urodzenia, jako młoda mama była praktycznie zdana niestety wyłącznie na siebie. Przez to, a także przez wielką złość na zachowanie swojej matki i brak jakiegokolwiek wsparcia od niej w tamtym trudnym okresie jej życia, Julia podjęła decyzję o porzuceniu nauki na Akademii Medycznej we Wrocławiu jeszcze przed ukończeniem trzeciego roku. Mimo, że po urodzeniu dziecka miała możliwość powrotu na uczelnię i dokończenia rozpoczętych studiów, nie zdecydowała się na to. Może to i był błąd, ale w tamtym czasie nie wyobrażała sobie, aby mogła skulić ogon pod siebie i całkowicie poddać się kierowniczej roli matki.

Dla mamy Julii, która wyobrażała sobie życiorys córki zupełnie inaczej, właściwą była jedynie chronologiczna kolejność etapów życia jej dziecka. Życia, na które chciała i musiała mieć realny wpływ. Lecz wpływ na dokonywane wybory życiowe jej jedynego dziecka, w opinii matki Julii, nie mógł się kończyć z chwilą uzyskania przez Julię pełnoletności. Priorytetem w zaplanowanym przez jej matkę niemal rok po roku życiu, miało być najpierw zdobycie elitarnego wykształcenia, potem rozpoczęcie wykonywania, związanego ze zdobytym elitarnym wykształceniem, szanowanego i oczywiście dobrze płatnego zawodu, a dopiero na końcu założenie rodziny najlepiej z równie porządnie wykształconym i najlepiej pochodzącym z szanowanej bolesławieckiej rodziny kandydatem.

Cały plan matki zaczął sypać się w gruzy, kiedy po tragicznych zdarzeniach feralnego czerwca, podjęła pierwszą ze swoich dwóch, zdaniem Julii fatalnych w skutkach, życiowych decyzji. Matka postanowiła zmusić ojca do zmiany pracy, z czym związana była konieczność przeprowadzki do Głogowa, czyli wystarczająco daleko, aby niesforna córka przestała widywać się ze swoim, w opinii matki nieodpowiednim dla niej i kompletnie nieodpowiedzialnym chłopakiem. To, że był sierotą i mieszkał z niezbyt dobrze sytuowanymi dziadkami, rzekomo miało dla matki drugorzędne znaczenie.

Drugą zaś decyzją, która miała jeszcze większy wpływ na dalsze losy Julii i jej córki, była odmowa jakiejkolwiek pomocy w opiece i wychowaniu jedynej wnuczki oraz zmuszenie Julii do przedwczesnego wyprowadzenia się od rodziców. Razem z raczkującą już wtedy Olą.


Jak podoba Wam się historia Julii i jej dziecka? Jak myślicie, kto może być ojcem? Czy możliwym jest, żeby był nim nasz Bolek...? Dajcie koniecznie znać w komentarzu jak wyobrażacie sobie dalsze losy naszych bohaterów. Kolejny odcinek już w środę o 15.30.

Daj nam Cynk - zgarnij nagrodę!

Byłeś świadkiem jakiegoś wypadku lub innego zdarzenia? Wiesz coś, o czym my nie wiemy albo jeszcze nie napisaliśmy? Daj nam znać i zgłoś swój temat!

Wypełnij formularz lub wyślij pod adres: redakcja@bolec.info.

Kontakt telefoniczny z Redakcją Bolec.Info: +48 693 375 790 (przez całą dobę).

W górę   Wypowiedz się w tym temacie Strona 1 2 > >>

~Brązowoszary Świerk   3 października 2020r. o 21:12

~Brązowoszary Świerk

Postów:

I mam zagwozdkę. Bez drugiego wpisu spod części 10 nie zagra kolejny fragment. Co robić? Ryzykować?
Podpowiedz, Redakcjo.
Pozdrawiam,
M.
Zgłoś do moderacji Cytuj tego posta - Dodaj swoją odpowiedź  

Pannazdzieckiem   4 października 2020r. o 7:33

Pannazdzieckiem

Postów: 13498

~Brązowoszary Świerk napisał(a): I mam zagwozdkę. Bez drugiego wpisu spod części 10 nie zagra kolejny fragment. Co robić? Ryzykować?
Podpowiedz, Redakcjo.
Pozdrawiam,
M.


Emcekwadrat , być może cham i prostak jest jedynym Twoim fanam , ale kłopoty Matki z Córką to lepsze od poszukiwań fiducjarnego skarbu

Tyle tylko proszę , nie pochowaj Bolka , jeśli inspiracją być mogę :)

Ryzykuj

Miłego :)

ps . A co tam u Redaktorki Karoliny ? Miejmy nadzieję , że pan Bernard , pan Marcin i pan Kazimierz okazali zrozumienie :)



Pisz dalej Emcekwadrat , pal licho wakacje Nie jedne już przeżyłem

Ludzie w zasadzie myślą logicznie. Problem polega na tym , że operują na nie pełnych , bądź fałszywych informacjach. I dlatego taką logikę trzeba w du... ży kapelusz włożyć . Krzysztof Karoń.
Zgłoś do moderacji Cytuj tego posta - Dodaj swoją odpowiedź  

~~Brązowoszary Świerk   4 października 2020r. o 9:36

~~Brązowoszary Świerk

Postów:

Nie ma sprawy.
c.d.
----------------------------------------------------
Odkurzenie wykafelkowanej podłogi w łazience zajęło Oli piętnaście sekund, bo ta górna łazienka była wyjątkowo mała. Mieściła tylko półokrągły prysznic 80x80, małą umywalkę, najmniejszy z oferowanych na rynku sedes dla krasnoludków oraz niedawno kupioną pralkę w wersji slim o szerokości 40 cm, ładowaną oczywiście od góry.

Całe piętro domu wujka Zygmunta i nieżyjącej cioci Alinki, który z mamą zamieszkiwały, było niewielkiego metrażu. A skosy w dwóch pokojach należących do nich, jeszcze ten metraż optycznie i użytkowo pomniejszały. Wujek Zygmunt mieszkał z kolei na parterze. Na dolnej kondygnacji, oprócz malutkiej sypialni wujka Zygmunta, znajdowały się jeszcze kuchnia, pokój dzienny z telewizorem, korytarz, trochę większa od tej na górze łazienka i zejście do niewielkiej piwnicy znajdujące się pod schodami.

Ola zwracała się do wujka mamy także po prostu „wujku”, bo niby jak by miała inaczej się do niego zwracać? Wujku-dziadku? Czy może samo „dziadku”? Wyjaśniając koligacje – ciocia Alina nie była ciocią Oli. Ciocia Alina była ciocią mamy Oli, czyli była ciocią Julii, a siostrą babci Oli - Basi, czyli mamy Julii. W zasadzie więc ciocia Alina była dla Oli nie babcią, tylko babcią-ciocią. Bardzo proste, nieprawdaż? Analogicznie wujek Zygmunt był mężem cioci Aliny, która była… A może pozostańmy po prostu przy „wujku Zygmuncie”. Wujku dla Julii i dla Oli.

Ciocia-babcia, czy po prostu ciocia Alinka mogłaby jeszcze żyć, pomyślała Ola, gdyby tylko nie zwlekała z pójściem na badania. Może gdyby Ola jako lekarz zamieszkała razem z mamą u wujostwa mamy wcześniej, to namówiłaby ciocię na dokładniejsze badania i wykryto by jej chorobę wtedy, kiedy jeszcze były szanse na rozpoczęcie leczenia? Ale Ola wtedy dopiero rozpoczynała studia medyczne i raczej niewiele się znała na diagnostyce, a tym bardziej na leczeniu.

Są starsi ludzie, którzy nałogowo przesiadują w przychodniach, ale są i tacy, którzy albo boją się iść na badania i usłyszeć złe wieści, albo nie mają na badania czasu, albo udają, że tego czasu nie mają. Ciocia Alinka należała do tej ostatniej grupy. Mimo emerytury była faktycznie wciąż bardzo zajęta i aby nie iść do lekarza zawsze wymawiała się brakiem czasu. Złośliwy rak jajników zdiagnozowany został u cioci zbyt późno i w kolejne pół roku dokonał tyle nieodwracalnych spustoszeń w jej organizmie, że bardzo szybko wygrał nierówną batalię z tą wspaniałą, czułą, uczynną i ciepłą kobietą, jak ją z mamą zapamiętały.

Julia schodząc po schodach usłyszała krótkie buczenie odkurzacza, potem trzaśnięcie drzwi schowka pod schodami na strych, a jeszcze chwilę później trzaśnięcie drzwi od pokoju Olki. Weszła do kuchni, gdzie wujek dopijał już swoją herbatkę do końca. Także i jej przygotował herbatę, a obok spoczywały na talerzyku trzy piękne kanapeczki. Z precyzyjnie dociętym do kształtu kromek żółtym serem na wierzchu każdej kanapki. Wędliny nie było widać spod plastrów sera, ale była pewna, że leżała tam jakaś kiełbaska, polędwiczka albo szyneczka, przyklejona do cienko rozsmarowanego masełka. W tym wujkowym daniu wędlinka zawsze była zagadką, rozwiązywaną dopiero po pierwszym gryzie.

Zdrobnienia używane były dość często przez wujka w stosunku do niej i do Oli, nawet odnośnie najprostszych przedmiotów codziennego użytku i przy zwykłych, domowych czynnościach. Rozczulało to Julię, bo wiedziała, że kiedy ciocia Alinka jeszcze żyła, zawsze tak do siebie się z wujkiem odnosili, co musiało niewątpliwie być ich niepisanym rytuałem i oczywistą oznaką obiecanej sobie podczas przysięgi małżeńskiej, dozgonnej miłości i wierności. Julia takiej przysięgi dotąd nie składała i nie była pewna, czy powinna tego żałować, czy może być za to wdzięczną, bo gdyby była mężatką, spotkanie Bolka po tylu latach mogłoby tylko niepotrzebnie skomplikować jej dotychczasowe życie. I nie tylko jej.

- Siadaj, Tosieńko. – poprosił wujek i odsunął jej drugie krzesło, więc Julia usiadła koło niego. – Pewnie jesteś zmęczona. Widziałem, że Oleńka podrzucała cię dzisiaj swoim autkiem do miasta? Może mi jutro opowiesz, co dzisiaj robiłaś? – zapytał wujek, a Julka skinęła potwierdzająco głową. Spojrzała na zegar. 22:20. Kurczę, teraz to na pewno się już nie wyrobię, pomyślała. Prorok Bolesław będzie miał satysfakcję.

- Ola właśnie się położyła, więc i ty wujku idź już spać. – lekko podniesionym głosem poprosiła Julia.

- Dobrze, moja droga. Ty też nie siedź za długo. – odpowiedział wujek, dopijając ostatnie łyki napoju ze swojej szklanki. Wstał, cicho zasunął krzesło, odstawił szklankę do zlewozmywaka i położywszy po drodze rękę na ramieniu Julki wyszedł z kuchni i udał się w kierunku łazienki. - Dobranoc.

- Dobranoc. – odpowiedziała Julia i upiła kilka łyków swojej letniej już herbaty. Sięgnęła po pierwszą kanapkę i ugryzła. Pycha. Prosty i smaczny posiłek po ciężkim dniu był dla niej lepszy niż wytworna kolacja. Spojrzała z zainteresowaniem na półokrągły ślad po ugryzieniu. O, dzisiaj jednak polędwiczka, stwierdziła i popatrzyła przez okno. Ktoś chyba ukradł księżyc, bo na dworze było ciemno, choć oko wykol.
Zupełnie jak wtedy, kiedy brodzili z Bolkiem po podziemnych kanałach na terenie dawnego Waldschloss.
**************************
c.d.n. i wrócimy wreszcie do podziemnego tunelu
Pozdrawiam,
M.
Zgłoś do moderacji Cytuj tego posta - Dodaj swoją odpowiedź  

Pannazdzieckiem   5 października 2020r. o 6:29

Pannazdzieckiem

Postów: 13498

A tymczasem w tunelu grasował Indiana Jons , z jakąś kulą biegał , czy coś

Pisz dalej Emcekwadrat Nie wpier... dzielam się , gdzież chciałbym zostać krytykiem Łatuńskim , żeby mi Małgorzata chatę zdemolowała ?

Miłego :)

Ludzie w zasadzie myślą logicznie. Problem polega na tym , że operują na nie pełnych , bądź fałszywych informacjach. I dlatego taką logikę trzeba w du... ży kapelusz włożyć . Krzysztof Karoń.
Zgłoś do moderacji Cytuj tego posta - Dodaj swoją odpowiedź  

~Czarnawy Mikołajek   5 października 2020r. o 8:25

~Czarnawy Mikołajek

Postów:

Uchylę rąbka.
Znajdą tam odbezpieczone, stare poniemieckie granaty...
Czekajcie i czytajcie.
Pozdrawiam,
M.
Zgłoś do moderacji Cytuj tego posta - Dodaj swoją odpowiedź  

~Czarnawy Mikołajek   5 października 2020r. o 8:26

~Czarnawy Mikołajek

Postów:

Aha, zapomniałem dodać, że i jednego denata też spotkają...
M.
Zgłoś do moderacji Cytuj tego posta - Dodaj swoją odpowiedź  

~Czarnawy Mikołajek   5 października 2020r. o 8:34

~Czarnawy Mikołajek

Postów:

Aha, ten denat to od tych granatów taki denat będzie...
M.
Zgłoś do moderacji Cytuj tego posta - Dodaj swoją odpowiedź  

~~Karminowy Moszenki   5 października 2020r. o 11:57

~~Karminowy Moszenki

Postów:

Julcia skopie tyłek Bolesławowi za przygodę z nieboszczykiem albo zemdleje i Bolesław będzie musiał ją cucić czule!
Zgłoś do moderacji Cytuj tego posta - Dodaj swoją odpowiedź  

W górę   Wypowiedz się w tym temacie Strona 1 2 > >>

WeterynarzNoclegi KlekusiowoMORENADomoExprt
Inne informacje z regionu
reklama Centrum Szkoleniowe zaprasza!