We wtorek odbyło się spotkanie w sprawie planowanej kopalni żwiru "Nowa". Inwestor i władze gminy szybko go nie zapomną. Mieszkańcy trzy godziny "maglowali" burmistrza i inwestora.
Około siedemdziesięciu osób przyszło do wiejskiej świetlicy na spotkanie z burmistrzem Lwówka Śląskiego i przedstawicielami spółki KAM, która prowadzi kopalnię w Kraszowicach i na 80 hektarach planuje otworzyć kolejną - między Włodzicami Małym i Wielkimi oraz Nową. (O sprawie pisaliśmy w tekście Miał być park krajobrazowy... Będzie kopalnia?).
- Ta pełna sala, to dowód na to, że los naszej małej ojczyzny nie jest nam obojętny - mówiła na początku spotkania Izabela Zabawa – Proska ze Stowarzyszenia Ostrzyca Rakowicka.
Frekwencją byli zaskoczeni zarówno organizatorzy spotkania związani ze Stowarzyszeniem, jak i burmistrz Dawid Kobiałka i prezesi spółki. Tak mówił przed spotkaniem lwówecki radny i sołtys Włodzic Małych, Michał Biegacz:
Widać było bojowe nastroje mieszkańców, których zdecydowaną większość stanowili przeciwnicy planowanej kopalni. Prowadzenie spotkania próbował przejąć burmistrz, ale Magdalena Bigaj, która niedawno ujawniła plany inwestora i rozpoczęła walkę o pozostawienie doliny Bobru koło Włodzic w obecnym stanie, uświadomiła burmistrzowi, że to władze gminy mają obowiązek informować mieszkańców o takich zagrożeniach i planach inwestorów, a nie oni sami powinni doszukiwać się potencjalnych problemów.
- Spotykamy się tutaj nie na wniosek inwestora czy burmistrza, tylko dlatego że jest procedowany plan ogólny gminy i widać na nim, jak będzie wyglądała teren tej kopalni - mówiła Magdalena Bigaj. - Nie dlatego, że gmina chciała nas o tym poinformować. Sami się zorientowaliśmy! Chciałabym, żeby ktoś nam o takich sprawach mówił, a nie żebyśmy sami musieli szukać takich informacji.
Jej prezentacja pokazywała mieszkańcom ustalenia na temat przyszłej inwestycji, jej ogromną skalę i potencjalne skutki. Widać było znakomite przygotowanie do spotkania. W dyskusję włączali się mieszkańcy Włodzic Małych i innych wsi, nie brakowało emocji, okrzyków i pretensji. W wypowiedzi inwestora i samorządowców wkradała się nerwowość.
Mimo emocji dyskusja była jednak bardzo merytoryczna. Wyjaśniano, jak miałaby przebiegać inwestycja, z jakimi skutkami się wiąże, jakie niesie ryzyka, pokazywano mapy i zagrożenia.
Tomasz Bobowski, prezes spółki KAM i jej wiceprezes, Piotr Mielnik, starali się rozwiewać obawy mieszkańców i przekazać im możliwie dużo informacji o planowanej inwestycji oraz o istniejącej już kopalni "Kraszowice". Trudno było im jednak zdobyć poparcie mieszkańców. Prezes twierdził na przykład, że wydobycie w obecnej kopalni odbywa się tylko w godzinach od 6:00 do 22:00, a wywóz urobku - do godziny 17:00. Mieszkańcy twierdzili, że hałas jest dla nich często uciążliwy także w nocy.
Zebrani byli bardzo aktywni i tylko nieliczni stawali w sporze po stronie inwestora.
- Mój dom traci na wartości przy takich planach - mówił jeden z przybyłych. - Chciałem tutaj odpocząć na emeryturze. Chciałem mieć ciszę i spokój, a teraz będę miał kopalnie z jednej i drugiej strony.
Jan Lisiewicz, mieszkaniec Włodzic Małych, tak mówił nam o planowanej inwestycji:
Ciekawym wątkiem był spór o to, czy kopalnia, w przypadku powodzi, pomaga się z nią uporać, czy też zwiększa ryzyko zniszczeń. Argumentem było zerwanie drogi w Kraszowicach, której odbudowa kosztowała ponad 680 000 złotych. Samo uszkodzenie drogi na długie miesiące utrudniło komunikację w gminie. Prezes Bobowski twierdził, że powódź z 1997 roku nie była tak groźna, jak ta w 2024 (pierwsza tej drogi nie zniszczyła, wówczas kopalnia jeszcze nie istniała).
- Przedstawiciele Wód Polskich powiedzieli mi, że kopalnia wypłaszczyła falę powodziową - mówił prezes spółki KAM.
- Żaden dokument nie potwierdza pańskich słów - ripostowała Magdalena Bigaj przetaczając w dyskusji opracowanie Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej z 2025 roku, czyli "Program redukcji ryzyka powodziowego dla zlewni rzeki Bobru", który stwierdza, że duże zagrożenie powodziowe związane jest ze lokalizowanymi w dolinie Bobru kopalniami kruszyw zwłaszcza w rejonie Rakowic, Grajówki, Olesznej, Bolesławca, co przyczynia się do wzmożonej erozji terenów zalewowych w czasie przejścia wód powodziowych i grozi przerwaniem filarów ochronnych oraz zmianą trasy koryta rzeki. Zaznaczyć można, że lokalizowanie w dolinie rzeki Bóbr kopalni kruszyw zidentyfikowano jako jeden z głównych problemów przyczyniających się do zwiększenia poziomu ryzyka powodziowego.
Magdalena Bigaj poinformowała również zebranych, że spółka KAM otrzymała niemal milion złotych pomocy publicznej na pokrycie strat po powodzi 2024 roku.
Prezes Bobowski uzasadniał to m.in. faktem, że woda zniszczyła sprzęt kopalni i zatrzymała jej prace na cztery miesiące, a brzeg rzeki oddzielał od kopalni po powodzi na własny koszt.
- Dziwię się że władze wydają zgodę na inwestycje na terenie zalewowym - komentowała Magdalena Bigaj. -Skutek jest taki, że wszyscy składamy się na pomoc publiczną dla takiej firmy. Czy państwo polskie stać na wydawanie decyzji, których koszty są tak ogromne?
Liczne wypowiedzi przeciwników kopalni wzbudzały aplauz. Wyjaśnienia inwestora - kolejne zarzuty mieszkańców. Jeden z nich powiedział, że spółka planująca inwestycję traci wiarygodność, skoro nie potrafi zadbać nawet o porządek na drodze przy istniejącej kopalni. Prezes Bobowski obiecał zająć się tym tematem.
Kopalnia wydobywa rocznie 400 do 500 tysięcy ton żwiru i piasku. Transportuje go średnio dziennie 50 ciężarówek. Mieszkańcy zwracali uwagę na to, że nie zawsze jeżdżą one drogami, którymi powinny to robić, aby transport nie był uciążliwy. Prezes spółki KAM stwierdził, że sam zgłaszał to na policję i prosił o kontrole.
Kuriozalny był udział w spotkaniu Łukasza Biegacza, zastępcy wójta gminy Bolesławiec. Jedna z jego wypowiedzi brzmiała jak spot reklamowy spółki KAM. Wyliczał jej wsparcie dla gminy, jedenastu gminnych klubów sportowych, gminnych imprez itd. Stwierdził nawet, że mieszkańcy gminy Bolesławiec "żerują" na życzliwości spółki KAM.
- Dokumenty przypominają, że żwirownie zwiększają zagrożenie powodziowe - mówi Tadeusz Łasica, radny gminy Bolesławiec, który jest przekonany, że zniszczenie drogi w Kraszowicach jest skutkiem działalności kopalni. - Niedopuszczalne jest to, żeby władze gminne nie traktowały tego poważnie.
Na spotkaniu, w roli słuchacza, pojawił się także Andrzej Kredkowski, radny sejmiku dolnośląskiego. Zaimponowała mu organizacja mieszkańców:
Przedstawiciel kopalni i gminy wydawali się być zaskoczeni argumentacją mieszkańców. Wydawali się też być słabo przygotowani do spotkania. Nie potrafili podać konkretnie nawet kwot potencjalnych finansowych zysków gminy.
Jan Lisiewicz, mieszkaniec Włodzic Małych, powiedział nawet, że żal mu burmistrza i radnego, bo jednak powinni być po stronie mieszkańców.
Burmistrzowi wyliczano też dochody gminy mówiące, według przeciwników kopalni, z czyim zdaniem powinien się liczyć. Dochody podatkowe z wszystkich kopalni w gminie przynoszą jej budżetowi ponad 800 000 złotych. Podatki od firm działających w gminie Lwówek Śląski dają kwotę ponad miliona złotych. Jednak podatki od osób fizycznych przynoszą budżetowi ponad 47 milionów złotych.
Jeden z mieszkańców, Leszek Sondaj, wnioskował, aby zrobiono pełną ocenę środowiskową skutków uruchomienia kopalni. Nie zawsze jest ona wymagana przez władze - zależy to od wielkości złóż, z których planuje się wydobycie. Jak sugerowano, podzielenie złoża na mniejsze pozwala uniknąć robienia pełnej oceny. Nie robiono jej w przypadku kopalni w Kraszowicach.
Prezes Bobowski podkreślał m.in. to, że spółka KAM jest polską firmą z polskim kapitałem. Jednak mieszkańcy zauważyli że część terenów dzierżawi ona od obcokrajowca.
Pod koniec spotkania Tomasz Bobowski stwierdził, że nawet jeśli do utworzenia kopalni przez polską spółkę nie dojdzie, to potem może przyjść inwestor większy i silniejszy, który przejmie złoże i walka z nim będzie trudniejsza. Mówił, że złoża żwiru nie są dobrem nieskończonym i mogą stać się złożami niemal strategicznymi.
Burmistrz Kobiałka zdawał się, przynajmniej z początku spotkania, być bardzo życzliwy dla inwestora. Jednak po wysłuchaniu mieszkańców i ich argumentów będących demonstracją determinacji i niechęci do powstania kopalni, sprawiał wrażenie osoby przekonanej do tego, że inwestycja we Włodzicach jest złym pomysłem. Tak podsumował spotkanie z mieszkańcami i inwestorem w rozmowie z Bolec.Info:
A tak spotkanie podsumował prezes spółki KAM:
Na spotkaniu zbierano podpisy pod wnioskiem o niewyznaczanie w planie ogólnym gminy funkcji wydobywczej na terenach położonych w granicach złoża "Nowa". Zebrano 60 podpisów, ich zbiórka ma być kontynuowana.
- Jestem dumna z mieszkańców i podbudowana całym tym spotkaniem - mówi jedna z obecnych na spotkaniu mieszkanek Nowej. - Pokazali, że chcą walczyć o naturę i spokój wokół naszych wsi.
dziennikarz i redaktor portalu i gazety Bolec.Info. Nie używa AI do pisania tekstów.
Kontakt z Redakcją: redakcja@bolec.info · tel. +48 693-375-790