25 czerwca 2012r. godz. 19:07, odsłon: 3457, Zdzisław Abramowicz/Bolec.InfoŁaziska systematycznie plądrowane
Podpalacza Marcina w odwecie za jego czyn pozbawiono najpierw rąk, odrąbanych jako „narzędzie zbrodni”, a następnie spalono przy szubienicy.
Zdzisław Abramowicz - wywiad dla Bolec.Info (fot. Bolec.Info)
Poniżej przedstawiamy kolejne opowiadanie Zdzisława Abramowicza z cyklu "Historia naszej ziemi".
ZDARZYŁO SIĘ W ŁAZISKACH …
Na „liście” ponurych zajść, jakie nawiedzały niegdyś podbolesławieckie Łaziska widnieje między innymi informacja o stacjonowaniu w jej obejściach wojsk cesarskich w okresie wojny trzydziestoletniej.
Oczywiście samo pojęcie „stacjonowanie” może mylnie przywoływać znane skądinąd sielankowe obrazki, przedstawiające dobrodusznych, wąsatych wojaków, flirtujących grzecznie przy koślawych płotach z nadobnymi mieszkankami „zaszczyconej” ich obecnością osady.
W istocie owo „stacjonowanie” stanowiło pasmo prawdziwych nieszczęść. Łaziska bowiem systematycznie plądrowano, nie bacząc na cierpienia, zadawane wygłodzonym chłopom i ich rodzinom.
Niestety, jakakolwiek próba oporu doprowadzonych do ostateczności, zrozpaczonych wieśniaków zwykle kończyła się dla nich tragicznie, a rozbestwieni żołdacy po brutalnym - tudzież najczęściej ostatecznym „wyeliminowaniu” przeszkody - i tak dokonywali rabunku.
Dla zastraszenia innych biedaków, a często także z sadystycznej potrzeby zaspokojenia swoich barbarzyńskich instynktów puszczali następnie z dymem ograbioną zagrodę.
To właśnie w trakcie takiego najścia na jeden z domów doszło do szczególnie okrutnego morderstwa. Próbujący przeciwstawić się kilku żołnierzom – a właściwie oprychom, zamierzającym zabrać resztki żywności - chłopina o nazwisku Józef Tappert został przez nich wrzucony żywcem do rozpalonego pieca, w którym wcześniej wypiekano chleb dla najeźdźców…
Ale nie tylko kwaterujące w wiosce oddziały popisywały się okrucieństwem i zupełnym brakiem szacunku dla ludzkiego życia. Oto w marcu roku 1639 doszło do przerażającej zbrodni. Oprawcą był mieszkaniec Łazisk, Piotr Rothe, który kilkoma ciosami siekiery pozbawił życia niejakiego Marcina Hohsteina.
Zbrodniarza wkrótce potem ujęto i przykładnie ukarano. Po zadanych mu męczarniach i powieszeniu jego ciało kilka dni „dojrzewało” na stryczku, nim zakopano je w pobliżu szubienicy.
Innym mieszkańcem dawnych Łazik, który dość gwałtownie, a także haniebnie zakończył żywot był Marcin Knoblauch. W dniu13 listopada 1665 roku schwytano go na prawdziwie gorącym uczynku. Podpalał on właśnie domostwo jednego ze swoich sąsiadów.
Trzeba w tym miejscu koniecznie przypomnieć, że ta nieszczęsna wieś na przestrzeni minionych wieków ofiarą pożogi padała wielokrotnie. Czasami jej zarzewiem było zaprószenie ognia przez nieostrożnych domowników, innym razem uderzenie pioruna - ale dochodziło również do obracania wielu zagród w popiół w wyniku celowych podpaleń.
Trudno więc dziwić się, że takie przestępstwo mieszkańcy traktowali jako bardzo ciężkie przewinienia wobec swojej społeczności.
Podpalacza Marcina w odwecie za jego czyn pozbawiono więc najpierw rąk, odrąbanych jako „narzędzie zbrodni”, a następnie spalono przy szubienicy. Tak straszna kara stanowiła oprócz wymiaru sprawiedliwości także aspekt odstraszający, bowiem licznie asystująca przy jej wykonaniu gawiedź mogła dobrze poznać ewentualne konsekwencje podobnego działania, gdyby komukolwiek z jej grona wpadł do głowy szalony pomysł jego powtórzenia.
Na Łaziska spadały nieszczęścia także i później. Bywało tak w czasie pokoju, jak i wszelkich wojen. Odnotowane w kronikach dzieje tylko tej jednej wsi ukazują, że zarówno w minionych wiekach jak i obecnie dramatyczne, bardziej lub mniej przewidywalne wydarzenia przeplatają się z pospolitą, codzienną ludzką egzystencją – po czym nieuchronnie nikną w otchłani przeszłości…
Zdzisław Abramowicz
Przypominamy, że
Łaziska (dawniej niem. Looswitz) to wieś w Polsce położona w województwie dolnośląskim, w powiecie bolesławieckim, w gminie Bolesławiec, na Pogórzu Kaczawskim.