ISSN 2082-2553. Wydanie nr 4828, 22 stycznia 2021r.
zaloguj się
zarejestruj się
reklama

BolecFORUM Rozpocznij nowy temat
ROZPOCZNIJ NOWY TEMAT
reklama

Tylko na Bolcu8 sierpnia 2020r. godz. 15:30, odsłon: 6153, Bolec.Info
Tajemnica szmaragdu
Na naszym portalu rusza bolesławiecka powieść w odcinkach
Bolesławiec - Informacje: Tajemnica szmaragdu Leśny Potok otwarty (fot. Krystian Kawa)

Co sobotę o godzinie 15.30 na naszym portalu fragment powieści w bolesławieckim klimacie! Zapraszamy do relaksu. Czytaj i twórz historię razem z nami w komentarzu.


Pan Bolesław co roku tak samo rozkoszował się latem. Bez względu na to, czy było to jego trzynasty czy trzydziesty, zawsze z lubością witał sierpień, wystawiając twarz do słońca. Oczywiście była to lubość różna, w zależności od wieku przybierała formę dziecięcej ekscytacji, młodzieńczego zapału lub zdystansowanego uśmiechu. Owszem, były lata w których ten wspaniały moment pęczniejącego sytością lipca, płynnie przechodzącego w parny i wypełniony słońcem sierpień mu umykał i ocierał się o świadomość tylko za zamkniętym oknem klimatyzowanego biura. Najbardziej na świecie uspokajało go jedzenie papierówek. Zwłaszcza teraz, kiedy miał przeszło czterdzieści lat, doceniał ich stałość. Były chyba jedyną niezmienną rzeczą w jego życiu i razem z latem stanowiły punkt zaczepny dla każdego roku. Dla Bolesława rok nie zaczynał się w styczniu, jak wszyscy próbowali mu wmówić. Dla niego rok zaczynał się teraz.

   Jak zawsze kiedy miał problem, zaraz po pracy skierował swojego wysłużonego mercedesa w stronę ogródków działkowych. Oprócz niego o tej godzinie byli tam tylko seniorzy zrywający ogórki, cukinie, czy inne patisony. W tym roku jednak sezon ogórkowy zakończony kryzysem gwarantował mu spokój i ciszę, której potrzebował. Szedł do swojej ukochanej, wypielęgnowanej  jabłoni. Gdy trzeci ogryzek znalazł się na stole, wiedział już co robić. Właśnie kończył układać w swojej głowie ostateczny plan, kiedy zadzwoniła Ona.

- Czy podjąłeś decyzję? - zapytała bez przywitania. Głos miała poważny, ale nie brzmiała w nim groźba, czy nadzieja. Raczej oczekiwanie konkretnej informacji. Trochę zbiło go to z tropu.

- Tak - odpowiedział, bo nie był pewien co innego mógłby odpowiedzieć, by brzmieć pewnie i męsko dla takiej kobiety. Zdał sobie po chwili sprawę, że cisza w słuchawce oznacza oczekiwanie na ciąg dalszy.

- Wchodzę w to - dodał po chwili wahania.

- Za kwadrans sam wiesz gdzie - usłyszał w słuchawce, a trzy piknięcia utwierdziły go przekonaniu, że rozmówczyni się rozłączyła.

Pięć minut później pędził już z prędkością światła przez bolesławieckie ulice, starając się możliwie jak najbardziej omijać skrzyżowania ze światłami. Również, a może przede wszystkim dlatego, że były monitorowane. Tak dotarł do wyjazdu na Jelenią Górę. Skorzystał z parkingu przy Leśnym Potoku, zostawiając tam auto i uprzednio biorąc z bagażnika spory neseser, zagłębił się w las, który jakby specjalnie na tę okoliczność przybrał ciemną i złowrogą barwę głębokiej zieleni.

c.d.n.


Jak myślicie? Gdzie i po co jedzie pan Bolesław? Miej swój wkład w tworzenie w powieści i napisz w komentarzu swoje zdanie!

Daj nam Cynk - zgarnij nagrodę!

Byłeś świadkiem jakiegoś wypadku lub innego zdarzenia? Wiesz coś, o czym my nie wiemy albo jeszcze nie napisaliśmy? Daj nam znać i zgłoś swój temat!

Wypełnij formularz lub wyślij pod adres: redakcja@bolec.info.

Kontakt telefoniczny z Redakcją Bolec.Info: +48 693 375 790 (przez całą dobę).

W górę   Wypowiedz się w tym temacie Strona << < 1 2 3 4 5 > >>

~~Marengo Żółwik   12 sierpnia 2020r. o 16:29

~~Marengo Żółwik

Postów:

Dobra, Panna, rzuciłeś mi rękawicę, to proszę bardzo... dla CIebie specjalnie od M. dalsze losy naszych bohaterów w mojej interpretacji.
--------------------------------------------------------------------
- Bolek, no wiesz, bo ja… wtedy kiedy kazali ci wyjechać… no, ja chciałam… - niepewnie zaczęła jąkać się Julia.
- Nic nie mów. Wszystko wyjaśnimy sobie później. Teraz mamy ważniejszą sprawę. – odpowiedział także zmieszany Bolesław i z tylnej kieszeni spodni wyjął miarę zwijaną, taką metalową pięciometrową ze sklepu z artykułami za 5 złotych. Wręczył ją Julii. – Będziemy mierzyć. Ale najpierw musimy zlokalizować dawne wejście do wartowni.
Ruszyli w stronę oddalonych o kilka metrów pozostałości fundamentów starego, poniemieckiego budynku wartowni, który jak oboje pamiętali z czasów liceum, stał tu jeszcze w całkiem dobrym stanie do czasu, kiedy wojsko polskie zlikwidowało znajdujące się na tym ogrodzonym i pilnie strzeżonym terenie magazyny. Nikt nie wiedział dokładnie co tutaj w czasach PRL przechowywano, chociaż krążyły plotki, że magazyny nadziemne były tylko przykrywką, a pod nimi znajdowały się duże magazyny podziemne. W nich rzekomo były przechowywane jakieś podejrzane pojemniki. Co w nich się kryło i co się z nimi stało później nie wiadomo, ale ktoś komuś podobno powiedział, że ktoś inny podobno widział jak po te pojemniki przyjechało jeszcze w roku 1990 podobno kilkadziesiąt radzieckich ciężarówek stacjonujących w Pstrążu i podobno w ciągu jednej nocy wszystko wywieziono. Podobno…
Bolesław dopiero kilka lat po opuszczeniu tych terenów przez wojska radzieckie został zawodowym żołnierzem, lecz nigdy nie miał dostępu do żadnych archiwów dotyczących tamtych wydarzeń. Jednak fakt istnienia podziemnych magazynów potwierdzili mu jego starsi koledzy, którzy nadzorowali ich zasypywanie i likwidację wszelkich śladów mogących wskazywać, że teren ten należał uprzednio do wojska. To także wówczas dokonano rozbiórki kilku budynków, w tym wartowni. Kilka nadziemnych magazynów i betonowy płot pozostawiono jednak w nadziei, że uda się ten teren sprzedać na jakieś cele przemysłowe, a istniejące budynki mogły zachęcić potencjalnych inwestorów do zakupu. Niestety, terenu długo nie udawało się wojsku sprzedać, aż w końcu po paru latach postanowiono przekazać wszystko gminie. Być może kiedyś, kiedy miasto rozrośnie się w tę stronę, znajdzie się ktoś chętny do kupna tego terenu wraz z budynkami. Po uruchomieniu Leśnego Potoku wydawało się to coraz bardziej prawdopodobne.
- Wtedy, kiedy przychodziliśmy pomoczyć nogi nad strumień, tam gdzie przed wojną stał Waldschloss, a potem spacerowaliśmy po okolicy, wszystko wyglądało tutaj zupełnie inaczej – stwierdziła Julia rozglądając się dokoła.
- Tak, to prawda. Teren był ogrodzony, płoty zwieńczone drutem kolczastym. Przy wartowni były szlabany i brama dwuskrzydłowa. Naprawdę wyglądało na to, że ukrywają tutaj coś bardzo cennego. Sami chyba nie wiedzieli, jak bardzo cennego. – skonstatował z uśmiechem Bolesław – Pewnie dzięki temu skrzynia mogła tak długo pozostać nieodkryta.
- Pewnie tak. – poparła go Julia. Obeszła dokoła zarośnięte wzniesienie, po czym wskazała palcem na nieregularny kształt fundamentu jednej ze ścian byłej wartowni - Zobacz, Bolek. To pewnie tutaj były schody wejściowe.
--------------------------------------------------
c.d.n.
Zgłoś do moderacji Cytuj tego posta - Dodaj swoją odpowiedź  

~~Marengo Żółwik   12 sierpnia 2020r. o 16:32

~~Marengo Żółwik

Postów:

c.d.
---------------------------------------------
Dawna ściana z wejściem i schodami była właśnie tą ścianą skierowaną w stronę dębu. Bolesław wrócił na skraj drogi po neseser, przyniósł go i klęknąwszy postawił tym razem płasko na mchu, aby ułatwić sobie jego otwarcie. Dwa szybkie kliknięcia zamków i neseser się otworzył. Bolesław odchylił wieko, a w środku Julia zobaczyła coś jakby czterokołową kosiarkę do trawy, kilka poskładanych rurek, przewodów, jakieś urządzenie z kilkoma guzikami i pokrętłami oraz cyfrowy wyświetlacz przypominający tablet. Julii trudno było odczytać nazwę tego urządzenia, a tym bardziej odgadnąć jego przeznaczenie.
Bolesław nadal klęcząc przy walizce podniósł wzrok na Julię, uśmiechnął się szeroko i z nutą dziecięcego podniecenia w głosie, jakby chwalił się kolegom trzydzieści lat temu swoim nowym Atari, rzucił do Julii:
- Fajne cacko, co nie? Georadar impulsowy. Droga zabawka. Dzięki niemu szybko zlokalizujemy wszystko, co znajduje się pod ziemią. Jeżeli oczywiście cokolwiek jest tam zakopane.
- Rany, Bolek. I ty to potrafisz poskładać? A nie wybuchnie toto aby? – zażartowała Julia błądząc wzrokiem po cacku, przytarganym w poświęceniu i pocie czoła przez Bolesława aż z parkingu przy Leśnym Potoku.
- Nie tylko poskładać, ale i obsługiwać. Ale do prawidłowego wykonania skanowania terenu potrzebuję pomocy drugiej osoby. To nie takie trudne, Jul, jak się wydaje. – wyjaśnił Bolesław. - Mam tylko nadzieję, że chłopaki naładowały akumulatory. To ważne, bo naprawdę nie wiemy jak duży teren mamy do przeszukania.
- Myślisz, że damy radę przed wieczorem? – zaniepokoiła się Julia, krzywiąc jednocześnie na słowo „Jul” – Słońce już nisko...
- Jeżeli dobrze się postaramy oblecimy w godzinę nawet i dwieście metrów kwadratowych. Ale myślę, że nie trzeba będzie aż tyle. – zapewnił ją Bolesław.
- Jeśli nas zobaczy jakiś leśnik pewnie powiesz mu, że przyjechaliśmy przetestować naszą ganc nówkę kosiarkę w trudnych warunkach polowych? – podsumowała w swoim stylu Julia i znów obydwoje wybuchnęli śmiechem.
- Albo że mamy wysyp grzybów, to i nie ma sensu używać nożyków. – kolejna salwa śmiechu. Niegdyś potrafili tak kilkanaście razy odbijać do siebie dowcipy jak piłeczkę pingpongową. Czasem aż do łez i bólu brzucha. - Tak to właśnie niestety będzie dziwnie i podejrzanie wyglądać. Jakbyśmy kosili mech, albo odkurzali igliwie. Ale nie ma co dłużej zwlekać. Do dzieła! Może nikomu akurat nie przyjdzie ochota spacerować tą drogą i nie będziemy się musieli głupio tłumaczyć.
Bolesław wyciągał i sprawnie składał wszystkie elementy urządzenia jedno po drugim. Tak sprawnie, jakby składał wyczyszczony i naoliwiony karabin maszynowy, co pewnie z racji wykonywanego przez wiele lat zawodu, na pewno czynił setki, jeśli nie tysiące razy. Składanie i skręcanie cacka z różowego nesesera trwało nie więcej niż trzy minuty. Ewidentnie Bolesław znał się na rzeczy. Potem, kiedy urządzenie rzeczywiście zaczęło już wyglądem przypominać czterokołową kosiarkę do trawy z tabletem przymocowanym do uchwytu, powtykał jeszcze w różne miejsca kilka kabelków i wreszcie wcisnął przycisk ON. Zapaliły się światełka, a ekran tableta rozjaśnił. Julia mogła przeczytać szereg komend po angielsku, z czego zrozumiała w zasadzie tylko dwa: „testing…” i „ok”. Nie należała do poliglotów. W ich czasach podstawowym językiem obcym nauczanym w szkołach był język rosyjski.
----------------------------------------------------
c.d.n.
Zgłoś do moderacji Cytuj tego posta - Dodaj swoją odpowiedź  

~~Marengo Żółwik   12 sierpnia 2020r. o 16:33

~~Marengo Żółwik

Postów:

c.d.
------------------------------------------
- Jeszcze tylko odblokować kółka…. – Bolesław bezwiednie zaczął opisywać wykonywane czynności, zupełnie jak Adam Słodowy, po czym przestawił dwie blokady, po jednej dla każdej pary kół, wstał i obejrzał urządzenie z każdej strony. Poruszał ”kosiarką” odrobinę w przód i w tył i nieco za głośno i nieco pompatycznie głębokim głosem filmowego aktora rzekł unosząc podbródek – Gotowe, Panie Schliemann! Możemy ruszać na odkrycie naszej Troi! Strzeżcie się skrzynie i demony!
Najwyraźniej Bolesław trochę zbyt daleko i zbyt wysoko dał się ponieść swojej wyobraźni. Julia rechocząc zdecydowała więc chwycić Bolesława za nogawkę i ściągnąć na ziemię, więc trzepnęła go lekko ręką w tył głowy i sprezentowała kuksańca w twarde ramię.
- Bolek, ale czy to legalne, co robimy? Nie mam ochoty na tym etapie mojego życia wchodzić w konflikt z prawem.
- Sprzęt jest całkiem na legalu, Jula, wyluzuj. Na moją prośbę chłopaki ekspresowo wystąpili o pozwolenie na poszukiwania w obrębie kompleksu leśnego przy Złotym Potoku. Dobrze, że jako grupa poszukiwawcza są tu znani i mają spore znajomości, to z pozwoleniem poszło dość gładko. Oczywiście we wniosku napisali, że będą badane dawne miejsca aktywności kopaczy złota w okolicy dzisiejszego Leśnego Potoku. Tacy sprytni jesteśmy, he he.
Julia znała historię nieistniejącego Waldschloss, a obecnie Leśnego Potoku, bo tak jak Bolesław bardzo interesowała się w szkole średniej historią Bolesławca i okolic. W końcu XIX wieku wykorzystując wody niewielkiego strumienia utworzono zbiornik wodny, a przy nim wybudowano stylowy budynek, w którym mieściły się restauracja oraz sala ze sceną. Przy budynku założono ogrody, powstał kort tenisowy i wypożyczalnia łódek. Kompleks stał się atrakcyjnym i chętnie odwiedzanym miejscem wypoczynku dla mieszkańców Bolesławca, wtedy jeszcze niemieckiego Bunzlau.
Co do samego Złotego Potoku. Był on w średniowieczu złotonośnym strumieniem, przyciągał więc poszukiwaczy drogocennego kruszcu. Niestety owi poszukiwacze nie posiadali wtedy zabawek zwanych georadarami, czy choćby najprostszych wykrywaczy metali. W poszukiwaniu szczęścia i bogactwa musieli więc na chybił trafił (przy czym częściej zapewne na chybił) kopać ręcznie i to dość głęboko, przez co doprowadzili do znaczącej degradacji środowiska i zmiany ukształtowania rzeźby terenu, podobnie jak zimny, potężny i bezwzględny Pan Lodowiec setki tysięcy lat temu. Krótko mówiąc, ambitni „górnicy” pozostawili po sobie okolicę podziurawioną jak szwajcarski ser. I na pewno pozostawili po sobie jakieś ślady, czy narzędzia w lejach wielkich jak po wybuchach bomb lotniczych, co miało być przedmiotem poszukiwań zgodnie z treścią zezwolenia.
Dziury po kopaczach znajdowały się jednak nieco w górę Złotego Potoku, przy drodze do Lwówka Śląskiego i Jeleniej Góry. A Bolesław i Julia zamierzali pospacerować sobie z kosiarką w zupełnie innym miejscu. Ale kto tam będzie wnikał w takie szczegóły kartograficzne. Każdy może się przecież pomylić o paręset metrów w tę czy we w tę. W każdym razie nasza para zamierzała intensywnie szukać pozostałości po działalności kopaczy złota dokładnie tutaj, obok fundamentów dawnej wartowni, naginając nieco treść otrzymanego zezwolenia. I w razie odniesienia sukcesu raczej nie byli skłonni do podzielenia się z kimkolwiek ewentualnym znaleziskiem.
---------------------------------------------------
c.d.n.
Zgłoś do moderacji Cytuj tego posta - Dodaj swoją odpowiedź  

~~Marengo Żółwik   12 sierpnia 2020r. o 16:37

~~Marengo Żółwik

Postów:

c.d.
------------------------------------------
Bolesław wyłączył georadar, podniósł się i zakomenderował:
- Julka, weź teraz tę miarę. Zmierzymy odległości i zaznaczymy kilka punktów, żeby określić obszar poszukiwań. Stań o tutaj, przy dawnych schodach. – chwycił ją za ramiona i przeszli tak razem ze trzy metry drepcząc, co wyglądało trochę tak, jakby dwa roboty tańczyły na parkiecie breakdance’a.
Kiedy Julia została już przez Bolesława ustawiona we właściwym miejscu, ten chwycił wyciąganą końcówkę miary i zaczął się oddalać od Julii i tym samym prostopadle od dawnej ściany wartowni, aż miara się skończyła. Szarpnięcie wyrwało miarę z rąk Julii i musieli zacząć od początku. Potem jeszcze raz. I jeszcze raz. Bolesław miał wrażenie, że już za pierwszym razem Julia zrobiła to celowo.
- Julka! Proszę cię, czas ucieka! – zirytował się Bolesław.
- Chyba wziąłeś za krótką linijkę! – zachichotała Julia. – No dobra, dobra. Bez nerw, Boluś. Żarcik.
- Złośliwości z twojej strony są jakby zupełnie nie na miejscu – Bolesław po raz czwarty zaczął się oddalać od Julii z końcówką miary i tym razem, kiedy miara osiągnęła swoją maksymalną długość, Bolesław zatrzymał się, sięgnął do tylnej kieszeni spodni i wyciągnął ni mniej ni więcej tylko drewniany patyczek do szaszłyka pomalowany różową farbą fluorescencyjną, taką jakiej używają geodeci.
Julia nie mogła uwierzyć własnym oczom. Mrugając przenosiła kilka razy wzrok z Bolka na patyczek i z powrotem.
- No nie! Widzę, że się świetnie przygotowałeś, Bolek. Pełna profeska. W razie jak zgłodniejemy, upolujemy jakiegoś drzewnego futrzaka i usmażymy sobie na kolację – pokłady ironii Julii wydawały się nieskończone. – Nie mów mi, że masz w kieszeniach jeszcze łom, kilof i laskę dynamitu?
- Tych akurat dzisiaj nie wziąłem, ale jak najbardziej mam w neseserze składaną saperkę. A pomalowane patyczki znacznie ułatwiają pracę georadarem, jakbyś chciała wiedzieć. – wyjaśnił całkiem poważnie Bolesław. Po jej kolejnym uśmiechu ocenił, że nie chciała jednak wiedzieć.
Chodząc tak razem od patyczka do patyczka rozciągali i zwijali miarę, raz po raz rzucając w siebie kolejnymi docinkami. W końcu wyznaczyli różowymi patyczkami teren o kształcie prostokąta. Jeden bok miał długość trzech miar zwijanych, a drugi długość czterech miar zwijanych. Około trzysta metrów kwadratowych. Cały teren oznaczony do przeszukania znajdował się po tej stronie drogi, co dawna wartownia i pocięty dąb. Bolesław, przypominając sobie oznaczenia na mapie stwierdził, że to zupełnie wystarczy, nawet gdyby ten tajemniczy „X” na mapie został naniesiony nieprecyzyjnie, co byłoby raczej do Niemców niepodobne.
Mimo, że na oznaczonym terenie znajdowało się kilkanaście drzew, Bolesław wiedział, że nie będą stanowić przeszkody w poszukiwaniach. Wiek drzew był bowiem na tyle stary, że musiały tu rosnąć już w dniu, kiedy zapewne w pośpiechu zakopywano skrzynię. Popatrzył na gotowe do pracy urządzenie i stwierdził, że spacer pomiędzy drzewami z tą piękną kosiareczką to będzie bułka z masłem.
------------------------------------
c.d.n.?
Aby autor był wytrwalszy
I dopisał tu ciąg dalszy
Od czytelników tylko zależy
Czy będą lajki w tysiące mierzyć...
Zgłoś do moderacji Cytuj tego posta - Dodaj swoją odpowiedź  

Pannazdzieckiem   13 sierpnia 2020r. o 0:18

Pannazdzieckiem

Postów: 13599

Masz mojego lajka Karola . Pisz dalej :) Wszelakoż jedyne pytanie , jako stary Zagłoba bym miał ... ze szczym były naleśniki Szacownej Mamusi ... bo jeśli ze szpinakiem , to jak Napoleon w panią Walewską wkroczyć bym mógł :)

... uwielbiam inteligencję :)

... pisz dalej M ... :) ... pozwolę sobie dzisiaj odpuścić komentarz i dalszy ciąg ... po dwóch piwach jestem , stary alkoholik , cham i prostak :)

Pisz dalej , chętnie poczytam ....

Dobranoc :)

Ludzie w zasadzie myślą logicznie. Problem polega na tym , że operują na nie pełnych , bądź fałszywych informacjach. I dlatego taką logikę trzeba w du... ży kapelusz włożyć . Krzysztof Karoń.
Zgłoś do moderacji Cytuj tego posta - Dodaj swoją odpowiedź  

~~Marengo Żółwik   13 sierpnia 2020r. o 7:55

~~Marengo Żółwik

Postów:

Mama zawsze robi połowę naleśników z serem i rodzynkami, a drugą z jabłkiem i cynamonem, ale idzie na całość i wierzchem idzie jeszcze cukier puder, bita śmietana i wiórki czekoladowe. Zjedzony naleśnik trzyma przez 3/4 dnia...
Pozdrawiam, M.
Zgłoś do moderacji Cytuj tego posta - Dodaj swoją odpowiedź  

Pannazdzieckiem   13 sierpnia 2020r. o 8:37

Pannazdzieckiem

Postów: 13599

Mama ewidentnie Cię rozbestwia M :) , ale to dobrze , bo skutkuje to fantastyczną opowieścią . Qurde , żebym ja potrafił naleśnika upichcić . Spytaj proszę Julię czy Bolesławowi zrobiła kiedyś naleśniki . James Bond z neseserem znajdzie ten skarb nawet pod wodą , ale czy Ona będzie potrafiła docenić ....

Miłego szacowni czytacze i Tobie M :)

Ludzie w zasadzie myślą logicznie. Problem polega na tym , że operują na nie pełnych , bądź fałszywych informacjach. I dlatego taką logikę trzeba w du... ży kapelusz włożyć . Krzysztof Karoń.
Zgłoś do moderacji Cytuj tego posta - Dodaj swoją odpowiedź  

~Popielata Śnieguliczka   23 sierpnia 2020r. o 7:04

~Popielata Śnieguliczka

Postów:

A czemu nie ma odcinka trzeciego
Zgłoś do moderacji Cytuj tego posta - Dodaj swoją odpowiedź  

W górę   Wypowiedz się w tym temacie Strona << < 1 2 3 4 5 > >>

WeterynarzNoclegi KlekusiowoMORENADomoExprt
reklama Zapraszamy
Inne informacje z regionu